Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wibo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wibo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 sierpnia 2015

Wibo Eyeshadow Base

Cześć!

Nie było mnie tutaj kupę czasu, jednak wcale nie zapomniałam o blogu. Jakoś tak się złożyło, że ciągle miałam coś do roboty, a kiedy nawiedziły nas upały, to byłam zmęczona samym byciem, więc tylko istniałam ;). 
Dziś dostałam weny do zrobienia kilku zmian na blogu. Nawet nie kilku, bo jak możecie zobaczyć, kompletnie zmieniłam szablon. I nazwę. Kiedy zakładałam bloga, chyba w 2012 roku, zupełnie nie miałam pomysłu na nazwę. Teraz już nie chcę zmieniać tytułu bloga, bo chyba zniknę z Waszych list czytelniczych, więc wolę być tak kojarzona niż wcale. Podczas tych kilku lat blogowania utwierdziłam się w przekonaniu, że najbardziej kocham wizaż i kosmetyki kolorowe. Tworzenie makijaży daje mi ogromną przyjemność i to właśnie na tym chcę się teraz skupić. Stąd nowa nazwa, która już od jakiegoś czasu funkcjonuje na moim fanpage'u - Aleksandra Make Up. Mam nadzieję, że przyjmie się i tutaj ;)!

W ostatnim czasie postanowiłam spróbować swoich sił w wizażu na większą skalę niż malowanie samej siebie. Wiąże się to też z powiększeniem mojego kufra. Zaczęłam kupować kosmetyki z wyższej półki, o większej trwałości. Nie wszystko na raz, dlatego też póki co nie jest tego dużo. Ale dzięki temu postanowiłam nie rozwalać pieniędzy na byle co, a jak już, to skupić się na konkretach. W przyszłości na pewno pokażę Wam mój kufer ;)!

Przechodząc już do tematu posta - chciałam dziś napisać o bazie pod cienie. U mnie jest to nieodłączny element każdego makijażu. Jako że moja powieka szybko się przetłuszcza, to co do bazy mam wysokie wymagania. Mam kilka baz, natomiast dzisiaj opowiem Wam o bazie z Wibo. 



Jest to jedna z niewielu baz pod cienie dostępnych np. w Rossmannie. W zasadzie z dostępnych baz przychodzi mi do głowy tylko kaszmirowa baza z Dax Cosmetics. Tym bardziej fajnie, że nasza polska marka Wibo stworzyła taki produkt w przystępnej cenie. Oczywiście kiedy weszła do sprzedaży kilka miesięcy temu, to od razu musiałam jej spróbować. 

Bazę kupujemy w kartonowym pudełku. Samo opakowanie jest bardzo malutkie, co stwarza pewne trudności dla posiadaczek dłuższych paznokci. Ja radzę sobie w ten sposób, że nabieram ją zewnętrzną stroną paznokcia, po czym przenoszę na opuszek i nakładam na powiekę. Inaczej się nie da :). No, można jeszcze grzebać w opakowaniu pędzelkiem. 

Konsystencja bazy jest zbita. Porównałabym ją do bazy kaszmirowej z Dax Cosmetics albo do bazy FM Group, w tym drugim przypadku wydaje się, że ta konsystencja jest identyczna. Baza zawiera w sobie delikatne drobinki rozświetlające, co po nałożeniu cienia zupełnie nie jest widoczne.


Całkiem dobrze rozprowadza się na powiece. Nie zastyga, tylko pozostaje nieco lepka, przez co zapewnia dobre przyklejenie cieni. Dodatkowo zwiększa ich intensywność. Blendowanie na niej nie stwarza problemów, cienie nie tworzą nieestetycznych plam koloru. Chociaż jeśli chcę uzyskać mgiełkę koloru przechodzącego w kolor skóry, wtedy przed aplikacją cieni nakładam na bazę puder lub beżowy cień. Wtedy rozcieranie cieni będzie prostsze i będziemy miały pewność, że nie zrobi się plama. 

Przechodząc do tego, co najważniejsze - przedłużenia trwałości makijażu - niestety się rozczarowałam. To znaczy miałam o wiele gorsze bazy i z tą nie jest tak źle, ponieważ utrwala makijaż oka na około 7-8 h. Zapewne wielu z Was to wystarczy. A jeśli nie macie aż tak przetłuszczających się powiek, to utrwalenie będzie o wiele dłuższe. Rozczarowałam się, bo konsystencją przypomina te dwie bazy, o których napisałam wyżej i myślałam, że będzie tak samo dobra. Na tamtych bazach z FM i Dax Cosmetics cienie trzymały się nawet 24 h (dłużej nie miałam okazji przetestować ;)). Stety czy niestety, ale wymagam od bazy tego, żeby cienie trzymały się od nałożenia do zmycia w niezmienionym stanie. W przypadku tej bazy cienie po kilku godzinach bledną i zbierają się w załamaniu. Nienawidzę tego efektu.
Dla pocieszenia siebie powiem, że lepiej utrzymuje u mnie cienie, niż bardzo popularna baza z Artdeco, którą ostatnio kupiłam. Choć to żadne pocieszenie, bo na tamtą bardzo mocno liczyłam. 

Wychodzi na to, że mam pecha do baz. Ciągle próbuję nowych i nie otrzymuję tego, co chcę. Wniosek jest taki, że zamiast kupować inne bazy, czas wrócić do wypróbowanych i nie kombinować dalej :).

Cena: 10 zł
Dostępność: Rossmann

czwartek, 25 czerwca 2015

Rzęsy do nieba z Wibo!

Cześć dziewczyny :)

Zazwyczaj używałam tuszu do rzęs z Lovely - Curling Pump Up Mascara i byłam (nadal jestem) z niego bardzo zadowolona. Pod wpływem pozytywnych opinii skusiłam się jednak na promocji w Rossmannie na tusz marki Wibo, który obiecuje panoramiczne rzęsy ;). Jeśli jesteście ciekawe, czy nie żałuję tej zmiany, to zapraszam do recenzji. 




Nie będę rozwodzić się nad opakowaniem - proste, czarne, z napisami, które póki co się nie starły. Na uwagę zasługuje natomiast szczoteczka - jest ogromna! Nie przestraszyłam się jej jednak, bo kiedyś używałam tuszu z Essence, który miał podobną szczotkę. 
Mimo wszystko dla osób niewprawionych - trzeba trochę poćwiczyć i okiełznać tę szczotkę :). Nie jest ona sylikonowa, tylko taka zwykła, nabiera dobrą ilość tuszu.
Sama konsystencja tuszu nie jest zbyt lejąca. Nie lubię zbyt rzadkich tuszy, ponieważ zazwyczaj zaraz po pomalowaniu rzęs moja górna powieka zostaje "pięknie" udekorowana czarnymi kropkami. W tym przypadku aplikacja jest bezproblemowa.


Tusz utrzymuje się na rzęsach cały dzień i nie osypuje się. Jedyne, co zauważyłam to to, że po kilku godzinach mam lekko odbity tusz pod łukiem brwiowym. Wydaje mi się, że wynika to z tego, że mam długie rzęsy, a powieka po czasie staje się tłusta i tusz się pod wpływem sebum lekko rozpuszcza i zostaje ślad. Kontroluję to i ścieram to palcem, więc jest okej. Zobaczcie, jaki efekt daje na rzęsach:


Powiem Wam, że jak dla mnie, to jest to efekt WOW. Tusz niesamowicie wydłuża rzęsy, a na dodatek nie skleja ich! Bardzo lubię efekt mocno podkreślonych rzęs. Jeśli lubicie też taki efekt, to zdecydowanie polecam Wam ten tusz. Za 12 zł naprawdę warto! Z niezbyt długich rzęs zrobi Wam taki firanki, że będzie się można nimi wachlować :D.

środa, 6 maja 2015

Nowości z promocji -49% w Rossmannie!

Cześć dziewczyny :)

Gdzie tylko by nie spojrzeć pojawia się promocja w Rossmannie. W sumie nie ma się co dziwić, bo okazja jest niezwykle kusząca. O ile w poprzednich promocjach kupowałam ewentualnie pojedyncze rzeczy, tak teraz w każdej części promocji kupiłam kilka kosmetyków. Kupiłam te, które mnie ciekawiły, ale też te, które w regularnej cenie są nieco droższe. W końcu jak się oprzeć takiej promocji :)?


W pierwszej części promocji, gdzie były przecenione podkłady, korektory i pudry kupiłam w zasadzie same najpotrzebniejsze rzeczy. Potrzebowałam jasnego podkładu. Ale naprawdę jasnego, żeby kolejny raz nie popełnić błędu i wyjść z zbyt ciemnym. W swoich założeniach chciałam kupić Maybelline Afinitone, jednak na miejscu ze złością uznałam, że zazwyczaj najjaśniejsze propozycje różnych marek i tak są dla mnie za ciemne. Jedynie Astor Perfect Stay 24h wydawał się być naprawdę jasny i w zasadzie w ciemno go kupiłam (100 Ivory). Wcześniej nic nie czytałam na jego temat, ale postanowiłam zaryzykować. W domu okazało się, że ma całkiem dobre opinie :).

Potrzebowałam także korektora pod oczy, który będzie bardzo kryjący. Zdecydowałam się na Maybelline Afinitone, kiedyś używałam Maybelline Pure Cover Mineral, który świetnie się u mnie sprawdził, jednak nie jest już dostępny w sprzedaży. Póki co zauważyłam, że Afinitone ma niestety mniejsze krycie, jednak właściwości i to, jak się zachowuje na skórze pod oczami są podobne. Więcej pewnie Wam wkrótce opowiem :).

Pudru niby nie potrzebowałam, jednak nie mogłam się nie skusić na nowość marki Wibo Fixing Powder. Bardzo lubię sypkie pudry, a takiego drogeryjnego dawno nie miałam. Poza tym cena około 5 zł nie pozostawia wątpliwości, czy kupować, czy też nie.


Podczas promocji na cienie do powiek, kredki, eyelinery itd. kupiłam tusz do rzęs Wibo Panoramic Lashes. Planowałam kupić mój ulubiony tusz Lovely Curling Pump Up Mascara, ale w ostatniej chwili przeczytałam, że Panoramic Lashes od Wibo bardzo mocno podkreśla rzęsy, a ja właśnie taki efekt lubię najbardziej ;).

Korektor do brwi, czyli nowość firmy Eveline, kupiłam w sumie przypadkowo. Pomyślałam, że dobrze byłoby mieć coś, co ujarzmi moje brwi, a może dodatkowo je podkreśli. Wybrałam odcień Dark. Póki co uczę się go obsługiwać ze względu na dziwną szczoteczkę :D

Kolejnym produktem jest baza pod cienie, czyli również nowość od Wibo. Przyznam szczerze, że nie mam szczęścia do baz. Moje ostatnie zakupy w tej kwestii okazały się niewypałami. Postanowiłam zaryzykować i sprawdzić tę od Wibo, choć za 5 zł, to żadne ryzyko ;).

Przy okazji chwyciłam jeszcze za czarną kredkę Lovely Eye Liner, wydawała się dość miękka, a akurat nie miałam żadnej w swoich zbiorach. Jak wiadomo, czarna kredka ma szerokie zastosowanie, a w promocji kosztowała tyle co nic, bo chyba 2 zł ;).

Na końcu zostały wisienki na torcie, w które zaopatrzyłam się dzisiaj. Początkowo nawet nie zamierzałam ich kupić, jednak każdy je polecał na swoich blogach. Mowa o matowych pomadkach Bourjois Rouge Edition Velvet. Zastanawiałam się długo, jaki kolor wybrać. Uwielbiam zdecydowane, mocne kolory, czuję się w nich naprawdę świetnie, jednak z drugiej strony chciałam coś dziennego, chociażby na uczelnię. Nie zastanawiając się długo wzięłam dwa kolory - 05 Ole Flamingo! oraz 11 So Hap'pink. Nie sugerujcie się zdjęciami powyżej, ponieważ kolor Ole Flamingo wyszedł na zdjęciu zbyt czerwono. Na pewno podejmę próby uchwycenia jego prawdziwego koloru, bo jest boski. Od razu po wyjściu z Rossmanna nałożyłam go na usta. Przekonałam się, że ten zakup był strzałem w dziesiątkę! Co ciekawe, pomadkę nałożyłam około godziny 11, natomiast o 19 nadal miała się całkiem dobrze, a przed chwilą (godzina 23) jeszcze domywałam jej resztki podczas demakijażu.

Dajcie koniecznie znać, na co Wy skusiłyście się podczas promocji? Skorzystałyście też z tej promocji w Naturze? Ja nawet tam nie pojechałam, bo wiedziałam, że źle by się to skończyło dla mojego portfela :P.


czwartek, 30 kwietnia 2015

Wibo, Diamond Illuminator - perełka z Rossmanna

Cześć dziewczyny :)!

Zawsze miałam jakiś sentyment do marki Wibo, może dlatego, że z tą marką stawiałam swoje pierwsze kroki w makijażu jeszcze w liceum. Choć zdarzały się produkty, które mi do końca nie odpowiadały, to jednak zawsze znalazłam coś ciekawego w ofercie. Z tego, co obserwuję, to w ostatnim czasie marka się rozwija i wprowadza do oferty sporo godnych polecenia kosmetyków. 
Rozświetlacz Wibo został okrzyknięty niemalże hitem blogosfery. Stosuję go od jakiegoś czasu, natomiast na ostatniej promocji w Rossmannie skusiłam się na kolejną nowość - sypki puder. Dziś wybieram się po bazę pod cienie, a podczas promocji na szminki też pewnie zaszaleję :).
Wracając do rozświetlacza, bo o nim dziś będzie mowa, jest to chyba jedyny rozświetlacz, który można kupić w Rossmannie. Zdecydowanie brakowało takiego produktu! Zapraszam do recenzji.



Kiedy szukałam tego rozświetlacza, długo nie mogłam go znaleźć. W końcu jakimś cudem znalazłam go w Rossmannie i bardzo zaskoczyła mnie wielkość tego produktu - rozświetlacz jest dosyć mały, a ja rozglądałam się za większym opakowaniem, przypuszczam, że dlatego nie mogłam go znaleźć, bo szukałam czegoś większego i po prostu nie wyłapałam tego maleństwa :). Ze względu na rozmiar jest bardzo poręczny i łatwo schować go do kosmetyczki, także wielkość okazała się zaletą. Kosmetyk znajduje się w plastikowym opakowaniu, które jest porządne. Wibo zdecydowanie zwiększa jakość opakowań swoich kosmetyków. 



Kolor jest bardzo uniwersalny - jest to kolor szampana, który pasuje do chyba każdego typu urody. W kosmetyku zachwycił mnie przede wszystkim efekt, jaki daje na twarzy, a mianowicie jest to cudowna tafla połysku, broń Boże jakieś wredne drobinki, które walają się po całej twarzy dając efekt dyskotekowej kuli. Kiedy rano nakładam go na kości policzkowe, to utrzymuje się w tym samym miejscu przez cały czas. Efekt nie jest nachalny, jednak cudownie się mieni w świetle słonecznym. Długo nie radziłam sobie z konturowaniem twarzy, ale obecnie zawsze używam bronzera i rozświetlacza, czasem różu i nie wiem, jak wcześniej mogłam się bez tego objeść! 

Poza szczytem kości policzkowych, rozświetlacz nakładam także na łuk Kupidyna. Świetnie nadaje się do rozświetlenia wewnętrznych kącików oczu! Jak widać, jest to kosmetyk uniwersalny, który sprawdzi się w codziennym i wieczorowym makijażu oraz da efekt zdrowo rozświetlonej cery.



Zobaczcie, czy nie wygląda świetnie? Wyżej nie wspomniałam jeszcze o tym, że równie świetnie sprawdza się w roli cienia do powiek! Używając tego kosmetyku każdy makijaż na pewno tylko zyska. Niektórzy porównują go do rozświetlacza theBalm Mary - Lou Manizer. To chyba dobrze świadczy, skoro porównuje się go do kultowego kosmetyku tego typu :). 
Rozświetlacz kosztuje niecałe 10 zł, także każda z nas może sobie na niego pozwolić. Ja jestem pewna, że zostanę przy nim na stałe :).

sobota, 19 lipca 2014

Usta XXL z Wibo Lip Sensation z kwasem hialuronowym

Cześć dziewczyny :)

Chcę Wam powiedzieć o moim ostatnim odkryciu. Uwielbiam kupować kosmetyki do ust, mam mnóstwo pomadek, a tym razem kupiłam błyszczyk, który bardzo przypadł mi do gustu. Jest to już drugi błyszczyk Wibo, który mnie zachwycił! Jeśli lubicie błyszczyki i szukacie taniego i dobrego rozwiązania, to propozycja Wibo Lip Sensation XXL z kwasem hialuronowym jest dla Was :).


Wybrałam dla siebie odcień 01, który wpada trochę w jagodowy, zgaszony kolor. Lubię takie odcienie dzięki pomadce z Essence Wear Berries :). Wiem, że błyszczyki mają zazwyczaj półtansparentne wykończenie, ale i tak zdecydowałam się właśnie na ten. Gama kolorów jest szersza, możemy znaleźć mleczne kolory nude i taki też zamierzam sobie sprawić, albo delikatne róże. Mój błyszczyk zawiera mikrodrobinki, które są zauważalne w opakowaniu, jednak na ustach ich nie widać ani nie czuć :). 


Błyszczyk ma gęstą konsystencję, jednak nie klei się, słowem, jest bardzo wygodny w noszeniu. Pozytywnie zaskoczyła mnie jego trwałość, ponieważ na moich ustach utrzymuje się przez kilka godzin i kiedy zaczyna schodzić, to nie zbiera się w załamaniach ust ani też nie zostawia nieestetycznych śladów. W zamian za to pozostawia uczucie nawilżonych ust, bo choć z upływem czasu blask znika, to usta pozostają miękkie i otulone warstwą błyszczyka. Właśnie jego właściwości nawilżające są sporą zaletą, bo mam poczucie, że ten błyszczyk o nie dba :).


Moim zdaniem prezentuje się na ustach bardzo ładnie. Delikatnie i niezobowiązująco, kolorystyka jest stonowana i idealnie pasuje na co dzień. Błyszczyk zawiera kwas hialuronowy, który ma właściwości nawilżające. Producent mówi o efekcie XXL jednak moim zdaniem sekret tkwi w jego blasku, który optycznie może powiększać usta :).

Znacie ten błyszczyk? Jest to świetne, tanie rozwiązanie, a na ustach utrzymuje się przez długi czas. Ja na pewno skuszę się jeszcze na inny kolor :). Tym razem będzie to jasny i mleczny odcień.

Cena: ok. 8 zł

niedziela, 4 maja 2014

Wibo Spicy Lip Gloss, czy rzeczywiście powiększy Twoje usta?

Cześć!

W moim zbiorze kosmetyków do ust zdecydowanie przeważają szminki i pomadki. Jakoś nie ciągnie mnie do błyszczyków ze względu na mniejszą trwałość, ale jakiś czas temu skusiłam się na błyszczyk do ust Wibo Spicy Lip Gloss. Na pewno nie zwróciłabym na niego uwagi, gdybym nie zobaczyła, że pisała o nich pozytywnie Kosmetyczna Hedonistka. 


Opakowanie kusi stwierdzeniem, że błyszczyk powiększy nasze usta i będą niczym z reklamy kosmetyków. Zdecydowanie mogę stwierdzić, że to tylko chwyt marketingowy i nie należy temu wierzyć. No ale ja kompletnie nie oczekiwałam powiększenia ust! Zresztą, czy błyszczyk jest w stanie to w ogóle zrobić? 


Wybrałam dla siebie błyszczyk z numerem 19 - jest to codzienny lekki róż. Zawiera także ekstrakt z papryczki chili i właśnie to ma odpowiadać za uwydatnienie ust. Jak wspomniałam, moje usta pozostały tej samej wielkości, ale czuć pieczenie, które początkowo może być nawet mocne. Mi to nie przeszkadza, jest wręcz przyjemnym dodatkiem, ale dla zbyt wrażliwych osób może być to drażniące.


Błyszczyk ma tradycyjny aplikator w postaci gąbeczki i zawiera tylko 3 ml produktu. Jest to dosyć mała pojemność i po kilku dniach codziennego używania widać spore ubytki, jest mało wydajny. 


Błyszczyk nie jest kryjący, więc nakładając go na usta nie można spodziewać się, że uzyska się kolor taki jak w opakowaniu. Jest półtransparentny i zawiera sporo rozświetlających drobinek. Na szczęście drobinki te nie migrują po całej twarzy ani też nie drażnią ust. Efekt błyszczyka jest bardzo fajny, bo daje wrażenie mokrych ust, dobrze sprawdzi się także nałożony na pomadkę. Zauważyłam, że błyszczyk nie lepi się, nie skleja ust, co na pewno jest ważne dla większości z Was (ja lubię takie klejuchy nawet ;)). 

Jak na błyszczyk trzyma się całkiem nieźle, po 3,5 godzinach nadal jest na ustach, ale nie w takiej formie jak zaraz po nałożeniu. Z czasem błyszczyk przechodzi do takiej postaci jak balsam nawilżający do ust - zostaje na ustach miękka powłoka dająca wrażenie nawilżenia :).



Usta wyglądają świeżo, a naturalny koloryt jest lekko podkreślony, idealnie na co dzień ;). Mała pojemność błyszczyka nie jest problemem, bo jest naprawdę tani, więc można próbować wiele kolorów :).

Jak wiecie, jutro zaczyna się promocja -49% na kosmetyki do ust w Rossmannie, więc ten błyszczyk będzie można zdobyć już za 4 zł z kilkoma groszami. Ja zamierzam kupić jeszcze dwa kolory - na pewno półtransparentną czerwień i... jeszcze nie wiem :). I na pewno wypróbuję też nowe kredki do ust z Lovely :).

A czy Wy lubicie błyszczyki? Jakie są Wasze faworyty?


sobota, 23 listopada 2013

Roziskrzone niebo na paznokciach z Wibo Glamour Nails nr 7

Cześć dziewczyny :)!

Ostatnio mój lakieroholizm zmalał na intensywności. Baaardzo dawno już nie kupiłam żadnego lakieru. Teraz przerzuciłam się na kosmetyki do ust, ale ciiii :P. Wibo nie tak dawno temu wprowadziło kilka nowych kolorów do serii Glamour Nails. Ten, który widzicie poniżej tak bardzo mnie urzekł, że szybko chwyciłam jeden i pobiegłam do kasy. 



Muszę przyznać, że bardzo lubię serię Glamour Nails. Charakteryzuje się ona tym, że lakiery są bardzo roziskrzone, z ogromną ilością złoto-srebrnych drobinek! Bardzo kojarzą mi się ze świętami. Rok temu zachwycałam się innym kolorkiem z tej serii, o którym pisałam tutaj.


W buteleczce znajdziemy 9,5 ml lakieru. Design buteleczek tej serii bardzo mi się podoba, wygląda wszystko tak elegancko. Pędzelek jest wygodny do malowania, nie jest szeroki, ale bez problemu się nim maluje. Konsystencja nie jest ani za rzadka, ani za gęsta, powiedziałabym, że w sam raz! Również wysycha szybciutko, ja zawsze dodaję jeszcze kroplę wysuszacza z Essence, także po około 15 minutach nie muszę się w ogóle martwić o moje paznokcie!


Jeżeli chodzi o kolor, to jest piękny! Baza jest granatowa, a w niej miliony drobinek o barwie srebrno złotej, z przewagą srebra. Całość wygląda świetnie, bardzo lubię go nosić ;). Po nałożeniu nie tworzą się nieestetyczne bąble. Całe szczęście, bo doprowadza mnie to do szału! Cóż mogę powiedzieć o jego trwałości - jak na moje paznokcie jest całkiem dobra, trzyma się około 3 dni. Wiem, że dla wielu z Was nie będzie to powalające, ale u mnie nawet najlepsze lakiery, które u innych dziewczyn wytrzymają długo, trzymają się też około 3 dni. Poza tym często zmywam lakier przed upływem tego czasu :).
Mam dla Was jeszcze kilka fotek zrobionych w świetle dziennym, różnią się od tych zrobionych z lampą błyskową.



Tutaj możecie zobaczyć, ile lakier w sobie zawiera drobinek! Jak Wam się podoba?

poniedziałek, 14 października 2013

Jagoda ze złotem, Wibo Express Growth nr 169

Cześć dziewczyny ;)!

Lakierów mam mnóstwo (choć pewnie do wielu z Was i tak mi daleko :P), ale rzadko mam uczucie, że to jest TO i MUSZĘ mieć ten lakier. I właśnie w przypadku tego lakieru Wibo tak było. Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, zrobił na mnie ogromne wrażenie i wiedziałam, że na pewno trafi do mojego lakierowego koszyczka.


Wibo, Express Growth nr 169 to jagodowo - burgundowy lakier, w którym jest mnóstwo błyszczących, złotych drobinek. Od razu pomyślałam, że lakier jest idealny na jesień jeśli chodzi o kolorystykę, a złote drobinki dodają mu uroku i robią klimat!


Podoba mi się buteleczka lakieru. Jakaś taka elegancka mi się wydaje, nie wiem czemu, bo przecież wszystkie lakiery serii Express Growth taką maja :P. Lakier nakłada się bezproblemowo, konsystencja nie jest za gęsta, nic nie rozlewa się też na skórki.


Do pełnego krycia potrzebowałam dwie warstwy. Obawiałam się trochę zmywania ze względu na te drobinki, jednak nie sprawiło ono żadnego problemu.


Nie wypowiem się co do trwałości, bo nosiłam go 3 dni bez odprysków, a potem zmyłam, żeby nałożyć nowy :P.


I jak Wam się podoba nowa błyskotka Wibo? Powiem Wam jeszcze, że do mojego lakierowego koszyka trafiły także lakiery z serii WOW Effect - piasek i glitter :).

wtorek, 10 września 2013

Nowości września: Hebe, Rossmann

 Cześć Piękne!

Pogoda jest szara, bura i deszczowa, więc trzeba sobie poprawić humor. Czym? Zakupami oczywiście! 
Najbardziej zależało mi na tym, żeby kupić kalosze na spacery z Lenką. Widziałam takie w Hebe, więc dzisiaj postanowiłam po nie wrócić. Niestety były wszystkie oprócz mojego 38! Poczekam na nową dostawę. 

W zamian za to ja i mój M. zaspokoiliśmy swoje kosmetyczne chciejstwa ;).


W Hebe kupiłam sobie top z Catrice, który był na mojej chciejliście! Zawsze szukałam dokładnie takiego. Baza jest bezbarwna, a w niej zatopiony jest złoty brokat. Nazwa topu bardzo mi się podoba, nałożyłam go już na czarny lakier i rzeczywiście czuję się jak Two Million Dollar Baby ;)

Wstąpiliśmy też do jakiegoś sklepu no-name, chyba chińskiego i znalazłam się w lakierowym raju :D. Było tam całe mnóstwo lakierów Safari, które widuję na blogach. Stałam, gapiłam się i próbowałam wybrać jakiś spośród tych kolorów. W końcu zdecydowałam się na zupełnie nieznaną mi markę CR Cairuo. Buteleczka przyciągnęła mnie niespotykanym kształtem, ale i kolorem! Po zobaczeniu lakieru Essie, Shake your $$ maker, od razu zachciało mi się tego odcienia zieleni. Wydaje mi się, że mój nowy lakier w jakimś stopniu jest podobny, poza tym nazywa się Green Tea. Uwielbiam wszystko co wiąże się z zieloną herbatą :).

W Rossmannie weszłam w posiadanie najnowszego lakieru Wibo z serii Glamour Nails, który jest opatrzony numerkiem 7. Jest to piękny granat z złoto srebrnym shimmerem. Już nie mogę doczekać się go na paznokciach!

Mój ukochany tusz z Essence, I love Extreme już się kończy, więc postanowiłam wypróbować zachwalaną maskarę Lovely, Curling Pump Up Mascara. Zobaczymy, czy się sprawdzi :).


Mój M. też sobie dogodził, a co :). Fajnie jest mieć faceta, który lubi kosmetyki :D. Przynajmniej mnie rozumie pod tym względem. Chociaż kiedy łaziłam po Hebe, to nieźle się wynudził :).
Dla niego wpadł balsam po goleniu i roll on pod oczy (!!! śmiać mi się chce z tego ;)). A dla wspólnego użytku jest lakier Isany i płyn do higieny intymnej z Białego Jelenia :). Poza tym kupił sobie spodnie i zegarek.


Znalazłam dzisiaj nowe miejsce do robienia zdjęć. Poza tym, nie wiem, jak mogłam być tak durna i robić zdjęcia telefonem, mając pod ręką lustrzankę Nikon. Dzisiejsze zdjęcia są robione właśnie lustrzanką i od razu widać różnicę! Teraz już na stałe przejdę na lustrzankę, wiadomo, ciągle chcę udoskonalać zdjęcia. A te są teraz w bardzo dobrej jakości.

Miłego dnia Wam życzę, buziaki :*

środa, 19 czerwca 2013

Elixir na ustach!

Hej Kochane ;)!

Pomadki Elixir nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Długo się za nią oglądałam, aż w końcu dopadłam ją na 40% promocji w Rossmannie. 

Wiecie jak ciężko było wybrać pomadkę, która byłaby w całości? Było ich wystawionych sporo, a praktycznie każda miała jakiś uszczerbek. Zdenerwowana, w końcu wzięłam kolor, który był po prostu nie uszkodzony. A chciałam jakiś nudziakowy. Ja nie wiem, co z ludźmi jest nie tak, że zamiast używać testerów, niszczą produkty przeznaczone do sprzedaży. Tak ciężko jest wziąć do ręki tester? Nawet gdyby testerów nie było, to nie przyszłoby mi do głowy, żeby mazać po ręce pomadką do sprzedaży.


Pomadkę wypróbowałam po raz pierwszy tuż przed egzaminem, na ślepo. Gdy potem zobaczyłam się w świetle dziennym pomyślałam: "Wow, jaki intensywny kolor!". W zasadzie nie spodziewałam się takiego efektu :). Mój kolor to 04.


Róż jest intensywny, ale nie jakiś rażący. Mimo wszystko nie łączę jej z kolorowym makijażem oka, by nie było zbyt wiele na mojej facjacie :P. Połączenie neutralnej góry z tym kolorem jest jak najbardziej w porządku.
Przede wszystkim podoba mi się w tej szmince jej formuła - jest nawilżająca, podobna do pomadki z Celii (KLIK KLIK). Kolor utrzymuje się na ustach długo, około 3 godzin, gdy nie jem, wiadomo, później potrzebuje poprawek. Dzięki formule nie podkreśla suchych skórek na ustach, nadaje im połysk, dzięki czemu usta po prostu kuszą!
Pigmentacja jest zachwycająca, wystarczy raz przejechać i wygląda dobrze. Kolor można stopniować. 


Szkoda tylko, że firma Wibo nie wysiliła się na lepsze opakowanie. Bardzo łatwo jest je połamać. Równie łatwo otwiera się w torebce. Napisy szybko się ścierają. Ale podobno nie można mieć wszystkiego :P.

Cena: około 9 zł, 5,19 w promocji.
Dostępność: Rossmann

Jestem bardzo zadowolona z tej pomadki i chętnie sięgnę po inne odcienie. Może kiedyś upoluję kolor nude :)?

Wielbicielki tej pomadki łapki w górę :D!


piątek, 24 maja 2013

Ja bym do Rossmanna nie weszła? Nowości z promocji :)

Cześć dziewczyny ;)!

Odkąd dowiedziałam się o promocji w Rossmannie, wiedziałam, że z pustymi rękami stamtąd nie wyjdę :). Dzisiaj chciałam poprawić sobie nastrój przed egzaminem z genetyki, więc wpadłam tam i wyniosłam kilka kosmetyków!


Kupiłam krem BB Garniera dla cery tłustej i mieszanej. Niezbyt miłe wspomnienie mam po zwykłej wersji tego kremu, ale postanowiłam dać mu szansę, bo czytałam pozytywne opinie. Jutro będzie miał swój debiut :).

Na Eliksir od Wibo czaję się już nie wiadomo jak długi czas, więc teraz przy okazji promocji nie mogłam jej nie kupić. Świetne pierwsze wrażenie! Pomalowałam się nią w dosyć ciemnej auli na uczelni, więc jak zobaczyłam się potem w lustrze w świetle dziennym, to aż byłam zdziwiona intensywnością koloru. Jest to dosyć mocny róż o numerze 04, w którym na szczęście mi do twarzy :). Chyba skuszę się na inne warianty.

Oczywiście nie mogłam przejść obojętnie obok nowych lakierów z Lovely. Zaopatrzyłam się w zielono - morski kolor z złoto różowymi drobinkami. Bardzo ładny. Pomalowałam jeden paznokieć na próbę i wyobraźcie sobie mojego zonka, kiedy 4 godziny później odbiłam sobie spodnie na nim... Właśnie przed chwilą nałożyłam go na wszystkie paznokcie, mam nadzieję, że rano nie obudzę się z odbitą pościelą :P.

Buziaki i miłego weekendu!

poniedziałek, 4 marca 2013

Nowe zdobycze z Wibo!

Cześć dziewczyny :)!

Ah, ale powiew wiosny poczułam w końcu! Na dworze jest bajeczna pogoda i aż chce się wyjść :).
Nie byłabym sobą, gdybym nie upolowała nowości lakierowych z Wibo. Mam na myśli nową, blogerską edycję limitowaną lakierów do paznokci! Skusiłam się na dwa, które upatrzyłam sobie jeszcze przed ich premierą.




Blue Lake - śliczny niebieski od Gosi, który przypomina mi wiosenne niebo :).


Peaches and Cream - brzoskwinka rozbielona śmietanką od TheOleskaa
Bardzo lubię pastelowe kolorki, a ten jest bardzo delikatny i dziewczęcy :).


Od razu wypróbowałam Blue Lake, bo pasuje mi do tej pięknej pogody za oknem :). 
Do pełnego krycia potrzebowałam dwóch warstw. Niestety lakier trochę zbąbelkował, dlatego następnym razem muszę uważać na ilość nakładanego lakieru :P.
Jeżeli chodzi o długość schnięcia, to jak dla mnie jest standardowa. O wytrzymałości nic nie powiem, bo mam go na paznokciach od 24 godzin, ale póki co nie mam odprysków, co zdarza się często przy innych lakierach.


Bardzo podoba mi się "energia" tego koloru. Jest żywy, iście wiosenno-letni i jestem pewna, że często pojawi się na moich paznokciach.


Obecnie jestem w trakcie kuracji ratującej moje paznokcie, które nie wiadomo dlaczego są w fatalnym stanie, ale nie mogłam się powstrzymać przed wypróbowaniem lakieru :D.

Jedno takie cudo kosztuje 5,99 zł w Rossmannie.

Skusiłyście się?

piątek, 21 grudnia 2012

Świąteczny powiew - Wibo, Glamour Nails

Cześć dziewczyny ;).

Dzisiaj pokażę Wam jeden z moich ulubionych lakierów na zimę. Złowiłam go przy okazji promocji -40% w Rossmannie. Żałuję tylko, że nie kupiłam jego czerwonego kolegi, bo też strasznie mi się podoba!
Jest to lakier Wibo, Glamour Nails nr 1.


Buteleczka sama w sobie jest bardzo ładna. Podoba mi się kształt i nakrętka. Bez żadnych napisów i naklejek prezentuje się minimalistycznie, czyli tak, jak lubię. Nie przepadam za przesadzonym designem. Lakier ma pojemność 9,5 ml i jestem pewna, że będzie to jeden z tych lakierów, który ma szansę być zużyty w większym stopniu :P.


Kolor złotawo rudy bardzo przypadł mi do gustu. Zobaczcie, ile ma w sobie lśniących drobinek! Jest niesamowity ;). Konsystencja jest dla mnie w sam raz - nie za rzadka (lakier nie rozlewa się na skórki) i nie za gęsta. Wysycha nie w jakimś super szybkim tempie, ale tak po około 45 minutach można być spokojnym, że się go nie uszkodzi. U mnie na paznokciach wytrzymał parę dni, co jest sukcesem, że nie odprysnął już po jednym dniu ;).



Coś serdeczny palec nie chciał się ułożyć do zdjęcia ;).


Macie któryś lakier z serii Glamour Nails? Też Wam się kojarzy ze świętami i zimą ;)?


Zachęcam także Was do wzięcia udziału w rozdaniu Kary Wu!

KLIKNIJ

Ciekawe nagrody, weźmiecie udział :)?