Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eveline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eveline. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 maja 2015

Nowości z promocji -49% w Rossmannie!

Cześć dziewczyny :)

Gdzie tylko by nie spojrzeć pojawia się promocja w Rossmannie. W sumie nie ma się co dziwić, bo okazja jest niezwykle kusząca. O ile w poprzednich promocjach kupowałam ewentualnie pojedyncze rzeczy, tak teraz w każdej części promocji kupiłam kilka kosmetyków. Kupiłam te, które mnie ciekawiły, ale też te, które w regularnej cenie są nieco droższe. W końcu jak się oprzeć takiej promocji :)?


W pierwszej części promocji, gdzie były przecenione podkłady, korektory i pudry kupiłam w zasadzie same najpotrzebniejsze rzeczy. Potrzebowałam jasnego podkładu. Ale naprawdę jasnego, żeby kolejny raz nie popełnić błędu i wyjść z zbyt ciemnym. W swoich założeniach chciałam kupić Maybelline Afinitone, jednak na miejscu ze złością uznałam, że zazwyczaj najjaśniejsze propozycje różnych marek i tak są dla mnie za ciemne. Jedynie Astor Perfect Stay 24h wydawał się być naprawdę jasny i w zasadzie w ciemno go kupiłam (100 Ivory). Wcześniej nic nie czytałam na jego temat, ale postanowiłam zaryzykować. W domu okazało się, że ma całkiem dobre opinie :).

Potrzebowałam także korektora pod oczy, który będzie bardzo kryjący. Zdecydowałam się na Maybelline Afinitone, kiedyś używałam Maybelline Pure Cover Mineral, który świetnie się u mnie sprawdził, jednak nie jest już dostępny w sprzedaży. Póki co zauważyłam, że Afinitone ma niestety mniejsze krycie, jednak właściwości i to, jak się zachowuje na skórze pod oczami są podobne. Więcej pewnie Wam wkrótce opowiem :).

Pudru niby nie potrzebowałam, jednak nie mogłam się nie skusić na nowość marki Wibo Fixing Powder. Bardzo lubię sypkie pudry, a takiego drogeryjnego dawno nie miałam. Poza tym cena około 5 zł nie pozostawia wątpliwości, czy kupować, czy też nie.


Podczas promocji na cienie do powiek, kredki, eyelinery itd. kupiłam tusz do rzęs Wibo Panoramic Lashes. Planowałam kupić mój ulubiony tusz Lovely Curling Pump Up Mascara, ale w ostatniej chwili przeczytałam, że Panoramic Lashes od Wibo bardzo mocno podkreśla rzęsy, a ja właśnie taki efekt lubię najbardziej ;).

Korektor do brwi, czyli nowość firmy Eveline, kupiłam w sumie przypadkowo. Pomyślałam, że dobrze byłoby mieć coś, co ujarzmi moje brwi, a może dodatkowo je podkreśli. Wybrałam odcień Dark. Póki co uczę się go obsługiwać ze względu na dziwną szczoteczkę :D

Kolejnym produktem jest baza pod cienie, czyli również nowość od Wibo. Przyznam szczerze, że nie mam szczęścia do baz. Moje ostatnie zakupy w tej kwestii okazały się niewypałami. Postanowiłam zaryzykować i sprawdzić tę od Wibo, choć za 5 zł, to żadne ryzyko ;).

Przy okazji chwyciłam jeszcze za czarną kredkę Lovely Eye Liner, wydawała się dość miękka, a akurat nie miałam żadnej w swoich zbiorach. Jak wiadomo, czarna kredka ma szerokie zastosowanie, a w promocji kosztowała tyle co nic, bo chyba 2 zł ;).

Na końcu zostały wisienki na torcie, w które zaopatrzyłam się dzisiaj. Początkowo nawet nie zamierzałam ich kupić, jednak każdy je polecał na swoich blogach. Mowa o matowych pomadkach Bourjois Rouge Edition Velvet. Zastanawiałam się długo, jaki kolor wybrać. Uwielbiam zdecydowane, mocne kolory, czuję się w nich naprawdę świetnie, jednak z drugiej strony chciałam coś dziennego, chociażby na uczelnię. Nie zastanawiając się długo wzięłam dwa kolory - 05 Ole Flamingo! oraz 11 So Hap'pink. Nie sugerujcie się zdjęciami powyżej, ponieważ kolor Ole Flamingo wyszedł na zdjęciu zbyt czerwono. Na pewno podejmę próby uchwycenia jego prawdziwego koloru, bo jest boski. Od razu po wyjściu z Rossmanna nałożyłam go na usta. Przekonałam się, że ten zakup był strzałem w dziesiątkę! Co ciekawe, pomadkę nałożyłam około godziny 11, natomiast o 19 nadal miała się całkiem dobrze, a przed chwilą (godzina 23) jeszcze domywałam jej resztki podczas demakijażu.

Dajcie koniecznie znać, na co Wy skusiłyście się podczas promocji? Skorzystałyście też z tej promocji w Naturze? Ja nawet tam nie pojechałam, bo wiedziałam, że źle by się to skończyło dla mojego portfela :P.


poniedziałek, 23 marca 2015

Wiosenna odnowa skóry || Szczotkowanie ciała na sucho

Cześć dziewczyny!

Wiosna jest idealnym okresem, by zacząć dbać o skórę i przygotować ją na nadchodzące lato. Każda z nas chciałaby rozprawić się z cellulitem, ujędrnić i wymodelować swoje ciało. Okazuje się, że uzyskanie tych efektów jest łatwiejsze niż może się wydawać :)!
Pojęcie szczotkowania ciała na sucho obiło mi się o uszy już dawno, jednak dopiero kilka dni temu zainteresowałam się tematem bardziej. Koniecznie chcę się z Wami podzielić tym sposobem i zachęcić do sięgnięcia po szczotkę :)

szczotkowanie ciała na sucho, detoks, redukcja cellulitu

Czym jest szczotkowanie na sucho?

Jest to zabieg, która tak naprawdę może sobie zafundować w domu każda z nas. Polega to na delikatnym masażu całego ciała za pomocą szczotki na sucho. Masaż ten wykonuje się przed kąpielą, na suche ciało, bez użycia olejów czy balsamów. Brzmi boleśnie? Też tak myślałam, do momentu aż spróbowałam. Kupiłam szczotkę z naturalnego włosia For Your Beauty w Rossmannie za 10,99 zł i wzięłam się za szczotkowanie. Okazało się, że masaż jest bardzo przyjemny, choć dla delikatnych skór może być dosyć mocny. Można przyzwyczajać skórę do masażu, masując się najpierw rękawicą albo ostrzejszą gąbką. 


Korzyści wynikające z masażu

Masaż z użyciem szczotki daje pozytywne efekty, które nie są tylko widoczne na skórze, ale świetnie wpływają na kondycję całego organizmu. Przede wszystkim masaż pobudza układ limfatyczny, który jest odpowiedzialny za usuwanie szkodliwych produktów przemiany materii. Masaż szczotką ma działanie detoksykacyjne, ponieważ pobudza się przepływ krwi i toksyny mogą być szybciej i sprawniej usuwane poza organizm. Zwiększa się cały metabolizm skóry. Ważne, żeby podczas kuracji szczotką nie zapomnieć o spożywaniu dużej ilości wody mineralnej, by dodatkowo zintensyfikować wydalanie toksyn. Detoks na wiosnę gwarantowany :).

Trudno nie wspomnieć o tym, że masaż szczotką jest idealnym peelingiem. Szczotka złuszcza martwy naskórek, pobudzając skórę do szybszej regeneracji. Zwiększenie mikrokrążenia dodatkowo sprawi, że skóra będzie lepiej wchłaniała składniki aktywne zawarte w preparatach, które aplikujemy po szczotkowaniu. 

Efekt, na jaki ja najbardziej liczę, to redukcja cellulitu. Nie będę udawać, że problem mnie nie dotyczy. Obecnie jestem na diecie, więc szczotkowanie będzie uzupełnieniem całej zmiany. Masaż rozbija tkankę tłuszczową, dzięki czemu pomarańczowa skórka znika w mgnieniu oka. Uzyskujemy efekt wymodelowanej sylwetki bez cellulitu! Podobno efekty są widoczne bardzo szybko i nawet zniecierpliwione osoby nie zdążą się tym znudzić.


Jaka szczotka będzie odpowiednia?

Tylko i wyłącznie ta z naturalnego włosia. Najprościej jest kupić taką w Rossmannie, ale powinna też być w innych drogeriach. Naturalne włosie jest delikatniejsze niż syntetyczne, ale mimo wszystko nie powinno być zbyt delikatne. Ja kupiłam swoją w Rossmannie. Dodatkowo posiada plastikowe wypustki masujące. Szczotka nie może zarysować nam skóry, ale wyraźnie powinna ją zarumienić.
Z praktycznych względów szczotka powinna być wygodna i musi dobrze leżeć w dłoni. Do masażu pleców przyda się szczotka na długiej rączce, albo... osoba trzecia ;).

Technika masażu

Jak już wspomniałam, ciało powinno być suche. Ważne jest, by wykonywać ruchy z dołu do góry, w kierunku serca. Najpierw masujemy nogi - zaczynając od stopy, przez łydkę aż do ud, które też można masować kolistymi ruchami. Na tej okolicy chcę się skupić najbardziej. W następnej kolejności masujemy brzuch, można to robić okrężnymi, delikatnymi ruchami. Pamiętajcie, że okolice biustu są bardzo delikatne! Następnie masujemy ręce, podobnie jak nogi, zaczynamy od palców i dłoni. Na końcu wykonujemy masaż pośladków i pleców.

Uwaga! Jeśli skóra jest uszkodzona, występują pajączki lub żylaki - należy ominąć te miejsca, a przynajmniej traktować je bardzo, bardzo delikatnie!

Po wykonanym szczotkowaniu najlepiej wziąć prysznic lub kąpiel, a następnie wmasować ulubiony kosmetyk. Skóra będzie go piła, a substancje aktywne będą lepiej wchłanialne. Jak możecie zobaczyć na zdjęciu, ja póki co wykorzystam balsam Eveline, ale jak już się skończy, to zamierzam kupić olejek Evree Slim, o którym naczytałam się dobrych opinii :).

Opis jest trochę rozległy i czytając, możecie mieć wrażenie, że szczotkowanie zabierze sporą część wieczoru. Nic bardziej mylnego, całość powinna trwać od 5 do 10 minut, nie więcej. Gdyby masaż trwał dłużej, to układ nerwowy przez ciągłe pobudzanie przestałby reagować, a skóra by się przyzwyczaiła. Najlepiej szczotkować się rano, ponieważ masaż wpłynie pozytywnie na nasze samopoczucie, zrelaksujemy się. Ja na pewno rano nie dam rady się szczotkować, więc tą przyjemność pozostawię sobie na koniec dnia :). Ważna jest systematyczność, bez przeszkód można masować się codziennie!


Podsumowując, bardzo Wam polecam ten masaż. Niskim kosztem, poświęcając nie więcej niż 10 minut dziennie możemy zauważyć świetne efekty. Skóra oczyści się z toksyn, odświeży, ujędrni, pory się odblokują, nasze samopoczucie poprawi, a cellulit się zredukuje.
Zamierzam za jakiś czas zdać relację z mojej kuracji, dzisiaj zrobię sobie zdjęcia "przed" i będę miała porównanie :).

Dajcie znać, czy znacie ten sposób, a może szczotkujecie się regularnie? 
Mam nadzieję, że Was zachęciłam :).



środa, 6 listopada 2013

Nowości października

Cześć dziewczyny!

Co prawda mamy już listopad, ale chciałam Wam jeszcze pokazać moje październikowe zdobycze. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że trochę się tego nazbierało, więc i post się pojawia ;).


Jestem na etapie poszukiwania idealnego kremu do rąk. Pisałam Wam już o bublu Eveline, kupiłam różowego Garniera, bo wiele osób go polecało. Stwierdzam, że nie do końca jest to to, czego oczekuję, szukam dalej ;). Chętnie poczytam, które kremy polecacie do bardzo suchych rąk.
Dzisiaj wyszłam z Hebe z transparentnym pudrem matującym z Essence. Miałam wersję sypką i postanowiłam sprawdzić nowość Essence :).
Polowałam na nowy podkład i dałam szansę taniutkiemu podkładowi Bell, Royal Mat Skin Camouflage w odcieniu 02 Sand. Mile się zaskoczyłam, podkład daje naturalne wykończenie, przy średnim kryciu. I o to mi chodziło!
Na promocji w Naturze skusiłam się na cień My Secret o numerku 521. Na facebooku pisałam Wam, że jestem oczarowana jego pigmentacją. Zdecydowanie chcę więcej :). Za 4,99 zł można sobie pozwolić, a co ;). Z kolorówki wpadł do mnie cień Pierre Rene, 108 Lilac Harmony. Wygląda, jakby był mokry, jest metaliczny, piękny do dziennego makijażu i nie tylko.


Poszalałam z kolorówką do ust! Na blogach czytałam o świetnych błyszczykach My Secret, Dress Up Your Lips. Z gamy pięciu kolorków wybrałam nr 202. Idealny na dzień!
Dowiedziałam się, że w Biedronce, zamiast kosmetyków Bell, zostaje wprowadzona firma Ladycode. Musiałam wypróbować kremowy błyszczyk w kolorze nude. Był to ostatni taki kolor, więc szybko wpadł do koszyka. Jestem z niego średnio zadowolona, bo smuży i podkreśla załamania ust.
No i mój dzisiejszy zakup to super trwały, matowy błyszczyk Lovely. W październiku Rossmann zapowiedział tę nowość i gdy tylko zobaczyłam go na ustach, wiedziałam, że musi być mój! Wybrałam kolor z numerkiem 1, jest to nude z domieszką brudnego różu. Na ustach daje mat i długo się trzyma, bardzo przypadł mi do gustu. Niebawem pewnie dowiecie się o nim więcej :).
Pomadka ochronna była dołączona gratis do kremu do rąk Garnier. Podoba mi się, nie błyszczy się na ustach, są one za to miękkie i apetyczne.
Na końcu wspomnę o moich pierwszych kredkach do ust. Oczywiście na blogach je zobaczyłam i strasznie spodobała mi się pigmentacja oraz efekt, jaki dają na ustach. Nigdy wcześniej nie myślałam, żeby malować usta kredką :). Kupiłam kolor 06 Satin Mauve oraz 07 Cute Pink z Essence. Z tego Satin Mauve na moich ustach nie wygląda za dobrze, za bardzo wpada w fiolet.


Na końcu pokażę Wam jeszcze dwie paczuszki, które dostałam wczoraj. Obie to wygrane w rozdaniach.
Pierwsza paczka jest od Arcy Joko, zobaczcie, same wspaniałości :)! Piękną biżuterię wygrałam u byilu


Czy u Was październik był równie obfity :)? 

piątek, 1 listopada 2013

Uwaga, bubel!

Cześć dziewczyny!

Będzie zwięźle, krótko i na temat. Jesień to okres, kiedy moje dłonie stają się wyjątkowo przesuszone. Naszła mnie ochota na kupienie sobie dobrego kremu do rąk. Zazwyczaj przed zakupem, każdy kosmetyk konsultuję z google ;). Tym razem poszłam do drogerii i kupiłam krem na ślepo. I w ogóle nie nauczyło mnie doświadczenie! Stałam przed tą półką z kremami do rąk i kompletnie nie wiedziałam, który wybrać. W zeszłym roku nacięłam się na inny krem Eveline no i proszę - znów sięgnęłam po krem tej firmy.
Mowa o glicerynowym, superskoncentrowanym kremie-masce do rąk i paznokci z kozim mlekiem, witaminą E i masłem karite!


Krem rzekomo ma intensywnie nawilżać, głęboko odżywiać i regenerować, rozjaśniać przebarwienia oraz wzmacniać paznokcie. Co za bzdura! Krem nie robi totalnie NIC, a nawet powiedziałabym, że przesusza dłonie jeszcze bardziej. Jedyne co mi się w nim podoba, to zapach (jak krówki) i opakowanie, ale chyba nie o to chodzi. Krem ma żelową konsystencję, która przy rozsmarowywaniu robi się wodnista. Wchłania się w tempie błyskawicznym, już po około 10 sekundach nie czuć w ogóle, że czymkolwiek się smarowało dłonie. Dłonie można mazać co chwilę i nie czuć żadnej różnicy, skóra nadal jest sucha i nieprzyjemnie napięta. Ja rozumiem, że tłusta warstwa na skórze też nie jest pożądana, no ale cholercia, krem jednak powinien nawilżać!


Jestem na nie. Jak lubię firmę Eveline, tak z tym kremem to kompletna wtopa. Teraz już wiem raz na zawsze, żeby omijać ich remy z daleka! Czy któraś z Was miała ten krem i była tak niezadowolona?

środa, 11 września 2013

Testuję z Maliną: Eveline, Slim Extreme 3D Spa!, krem wyszczuplający + ujędrniający

Hej!

Która z nas nigdy nie walczyła z cellulitem albo rozstępami? Ja przyznaję się, że paskudne rozstępy szpecą moje uda już chyba od 13 roku życia. Za nic w świecie nie mogę sobie z nimi poradzić. O cellulicie nie wspominając. 
W ramach przynależności do Malinowego Klubu, otrzymałam do testowania krem wyszczuplający i ujędrniający z Eveline.
Powiem Wam, że jako 13-14-latka wierzyłam w moc działania takich kremów. Odkładałam sobie kieszonkowe, żeby kupić sobie taki krem, by moje nóżki mogły być latem bez wstydu pokazywane :). I co z tego wynikło?

Od producenta:

Trzystopniowa kuracja modelująca:
>> Redukuje tkankę tłuszczową;
>> Wysmukla sylwetkę: modeluje ramiona, uda, brzuch i pośladki
>> Skutecznie walczy z "upartym" cellulitem oraz niweluje objawy rozstępów i przeciwdziała ich powstawaniu

Innowacyjna formuła Kremu Wyszczuplającego Slim Extreme 3D, opracowana w laboratorium Eveline Cosmetics, to ekspert w modelowaniu zgrabnej sylwetki. Wysokie stężenie L-karnityny przyspiesza metabolizm, skutecznie redukuje tkankę tłuszczową błyskawicznie modelując kształt idealnej sylwetki. Aktywne komponenty kompleksu Lipocell-Slim zostały specjalnie dobrane w celu efektywnego rzeźbienia, ujędrnienia i odmłodzeniu ciała.

Wyselekcjonowane składniki:
>> Isocell Slim, Centella asiatica, kofeina i wyciąg z bluszczu intensywnie stymulują procesy metaboliczne skóry, skutecznie likwidując efekt "skórki pomarańczowej" i wyszczuplając sylwetkę. Pobudzają procesy spalania kwasów tłuszczowych, blokując syntezę tłuszczu oraz przyspieszają odpływ limfy z tkanki tłuszczowej.
>> Kolagen i elastyna maksymalnie poprawiają gładkość, jędrność i elastyczność skóry.
>> Miłorząb japoński pobudza krążenie krwi, zmniejsza kruchość naczyń krwionośnych, zapobiega powstawanie rozstępów i wygładza już istniejące.
>> Pielęgnacyjna formuła kremu zawierająca minerały wód termalnych Północnej Bretanii oraz wyciąg z alg laminaria głęboko nawilża i doskonale odświeża skórę.
>> Przyjemne uczucie chłodzenia towarzyszące aplikacji jest gwarancją natychmiastowego działania kremu.

Już po 4 tygodniach stosowania:
>> Redukcja cellulitu do 60%
>> Zmniejszenie obwodu o 2,5 cm
>> Ujędrnienie, uelastycznienie i wygładzenie skóry do 65%

Skład:

 Water, cetearyl alcohl, ceteareth-20, mineral oil, isopropyl myristate, petrolatum, cholesterol, propylene glycol, glycerin, dimethicone, cetyl alcohol, ginkgo biloba, caffeine, butylene glycol, laminaria hyperborea, octyldodecanol, glyceryl stearate se, centella asiatica, sodium salicylate, lecithin, silica, carnitine, ubiquinone, hedera helix, hydrolysed collagen, hydrolysed ellastin, carbomer, triethanolamine, DMDM hydantoin, menthol, isopropyl alcohol, EDTA, phenoxyethanol, methylparaben, butylparaben, ethylparaben, propylparaben, fragrance 



Moja opinia:

Na początek zacznę od danych technicznych :). Krem Eveline znajduje się w tubce o pojemności 250 ml. Tubka jest typowa dla kosmetyków Eveline, poszczególne rodzaje różnią się tylko kolorem opakowania. Zapach jest mentolowy, mocno wyczuwalny i utrzymujący się jakiś czas na skórze. Efekt chłodzenia jest idealny na letnią pogodę. Tutaj zaznaczam, że chłód, który poczujemy zależy od ilości nałożonego kremu. Poza tym mam wrażenie, że nawet przy sporej ilości kremu efekt chłodzenia jest mniejszy w porównaniu do innych balsamów wyszczuplających Eveline. Dla mnie to plus, pamiętam, że dawno temu, kiedy miałam podobny balsam chłodzenie było dla mnie nie do wytrzymania :D. Konsystencja kremu jest gęsta i wydajna, nie wchłania się błyskawicznie i może zostawić lepką warstwę, która po około 20 minutach zniknie.

Z małej Oli zrobiła się duża Ola, która już nie wierzy w magiczną moc wyszczuplających kremów. Jestem przekonana, że w redukcji cellulitu pomagają tylko ćwiczenia fizyczne połączone z dobrą dietą. Tego typu krem może być jedynie wspomagaczem w procesie odchudzania. Ja stosuję krem dwa razy dziennie. Robię regularne peelingi i ćwiczę, choć to ostatnie już mniej regularnie, niestety. W moim odczuciu krem naprawdę bardzo dobrze ujędrnia skórę, widocznie ją wygładza i napina. I w zasadzie tylko tego oczekuję od tego rodzaju kremu. Nie łudzę się, że obżerając się słodyczami na kanapie przed telewizorem mój cellulit magicznie zniknie, bo dwa razy dziennie smaruję się kremem. Jednak jestem przekonana, że stosując dietę i ćwicząc, a dodatkowo wcierając krem Eveline można widzieć efekty w krótkim czasie. Bez diety można odczekiwać, że krem tylko ujędrni i wygładzi skórę oraz ją nawilży. Jeżeli chodzi o rozstępy, to moich rozstępów nic nie usunie. Jednak, ku mojemu zdziwieniu, mam wrażenie, że rozstępy zostały bardzo delikatnie rozjaśnione. A może tylko tak padało światło ;)? 

Producent obiecuje nam złote góry, rewolucyjne efekty. Ktoś, kto w to wierzy na pewno będzie zawiedziony. Jednak, kiedy przymknięcie na to oko, będziecie zadowolone z ujędrnienia i napiętej skóry :)!

Cena: około 13-15 zł
Dostępność: większość drogerii

Używacie takich kremów? Jak oceniacie efekty?

piątek, 30 sierpnia 2013

Zapowiedzi!

Cześć dziewczyny!

Dzisiaj chcę Wam zapowiedzieć, co w najbliższym czasie zobaczycie na moim blogu. Są to kosmetyki wygrane w konkursie, rozdaniu oraz ze współpracy. Wczoraj przyjechałam do mojego rodzinnego domu i te trzy paczuszki czekały na mnie!

Najpierw pokażę Wam co dostałam w związku ze współpracą z Best Brands PR. Napisała do mnie Pani Natalia i zaproponowała przetestowanie szamponu przeciwko wypadaniu włosom. Jako, że moje włosy mogę wyciągać garściami, zgodziłam się. 


Ku mojemu zaskoczeniu, w paczce czekał mnie nie tylko szampon, ale także serum!


Jutro rozpoczynam testowanie kosmetyków, po zużyciu wszystkiego czekajcie na efekty! Pokładam w tych specyfikach nadzieję, że moje włosy pozostaną na głowie i nie będę ich wiecznie znajdowała na ubraniach, szczotce i w końcu wanna nie będzie się od nich zatykać :).

Wygrałam także rozdanie u Maliny, testuję krem wyszczuplający i ujędrniający z Eveline oraz nawilżający krem ochronny do twarzy z filtrem SPF 30.


Wkrótce będziecie mogły także zobaczyć gamę kosmetyków do stóp marki No36, które wygrałam w konkursie U dziewczyn :)



Czego jesteście najbardziej ciekawe? 

Udanego weekendu Wam życzę, buziaki ;*

niedziela, 25 sierpnia 2013

Nail Tek + kuracja ratująca paznokcie: efekty przed i po!

Hej Kochane!

W maju pisałam Wam, że podejmuję walkę o piękne i zdrowe paznokcie. Kupiłam sporo różnych preparatów, na które bardzo liczyłam. Czy osiągnęłam swój cel? O tym niżej, teraz pokrótce przedstawię Wam kosmetyki, które bardzo regularnie używałam :).



Regenerum, regeneracyjne serum do paznokci

Regenerum, regeneracyjne serum do paznokci, to starannie dobrana kompozycja czterech składników naturalnego pochodzenia: oleju z orzeszków makadamia, oleju ze słodkich migdałów, oleju z pestek winogron oraz oleju cytrynowego, wzbogaconych witaminami A i E. Razem zapewniają intensywną, kompleksową pielęgnację płytki paznokcia oraz otaczającego naskórka.
Serum do paznokci wzmacnia, nawilża i regeneruje płytkę paznokcia. Dzięki wysokiej zawartości odżywczych olejków nawet kruche i łamliwe paznokcie odzyskują naturalną elastyczność, stają się mocne, zdrowe i odporne na uszkodzenia. Dodatkowo zastosowane w preparacie witaminy A i E chronią przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych, a olejek cytrynowy wpływa na rozjaśnienie przebarwień, przywracając paznokciom naturalny i piękny wygląd.

Długo nie doceniałam tego serum. Myślałam, że ma znikomy wpływ na moje paznokcie. Kiedy odstawiłam go na parę tygodni, paznokcie na kciukach znów się złamały w 3/4 długości. Wnioskuję, że to właśnie Regenerum wpłynęło na to, że paznokcie z kruchych zmieniły się w elastyczne! Znów wróciłam do aplikacji Regenrum i paznokcie nie pękają. A to dla mnie ważne, bo nie dość, że pękanie w 3/4 wysokości wygląda niechlujnie, to jeszcze można zadrzeć i wtedy boli. Muszę dodać, że serum poprawiło wygląd skórek wokół paznokci. Już nie odpychają, a są równe i gładkie! Aplikacja serum jest łatwa, opakowanie jest wyposażone w pędzelek, którym nakładamy serum. Co mnie zniechęcało, to czas wchłaniania. Wchłania się niemal w nieskończoność. Nigdy nie nakładałam go w ciągu dnia, bo nic nie można robić. Najlepiej na noc, choć i wtedy istnieje ryzyko, że serum po prostu zostanie starte przez pościel. 
Nie zauważyła, by wpłynęło pozytywnie na rozdwajanie paznokci.

Dostępność: apteki
Cena: 18 zł / 5 ml


Lovely, serum wzmacniające z wapniem i witaminą C

O tym serum dowiedziałam się z blogów. Było bardzo zachwalane i tanie, więc pomyślałam, że nie zaszkodzi dodać go do pielęgnacji paznokci. Serum ma konsystencję galaretki, aplikuje się go pędzelkiem. Bardzo się cieszę z tego, że wchłania się w bardzo szybkim czasie! Jest bardzo wydajne, używam go od 3 miesięcy, aplikuję po każdym zmyciu lakieru, a zostało go tyle, ile widzicie na zdjęciu. Jeśli chodzi o działanie, to trudno mi określić. Moje paznokcie są ogólnie w lepszej kondycji, ale razem z tym serum stosuję szereg innych kosmetyków. Ale głęboko wierzę, że wpływa dobrze na paznokcie. A już na pewno nie pogarsza ich stanu ;).

Dostępność: Rossmann
Cena: około 5 zł


Golden Rose, preparat do zmiękczania i odsuwania skórek

Nigdy wcześniej nie odsuwałam skórek. Dopiero, kiedy zaczęłam stosować ten preparat pożałowałam, że zaczęłam robić to tak późno! Konsystencję ma galaretkowatą, pachnie owocowo i ma śliczny, zielony kolor ;). Wystarczy go nałożyć na minutę i skórki są zdecydowanie zmiękczone. Wtedy odsuwam je z łatwością. Preparat nie przesusza skórek. Dodatkowo łatwo usuwam błonki które narastają na paznokcie i mogę się cieszyć zadbanymi dłońmi!

Dostępność: sklepy i wyspy Golden Rose, małe drogerie
Cena: około 8 zł / 12 ml


Nail Tek Foundation II

Formuła Foundation II przeznaczona do paznokci miękkich, cienkich lub rozdwajających się posiada walory odżywcze Formuły II, Intensive Therapy.
Foundation posiada mikrowłókna i naturalne wypełniacze oraz wiąże pozostawiając lepką, matową powierzchnię. Idealnie wygładza płytkę paznokcia. Dzięki znakomitej przyczepności umożliwia długie noszenie barwnego lakieru.
Produkt łatwopalny. Zawiera formaldehyd. Chronić skórki olejem lub tłuszczem. Chronić przed dziećmi. Nie połykać. Nie wdychać. Unikać kontaktu z okolicą oczu. 

To właśnie Nail Tek'owi zawdzięczam w głównej mierze taką poprawę kondycji moich paznokci. Tę odżywkę zawsze nakładałam jako lakier podkładowy. Ma matowe wykończenie i wysycha w ekspresowym tempie. Towarzyszyła mi praktycznie zawsze. Świetnie wypełnia ubytki w paznokciach, wygładza je, a kolorowy lakier trzyma się dłużej. Jest wydajna. Powoduje, że większość lakierów można zdejmować płatami. Przy czym lakier nie schodzi sam z siebie, tylko po podważeniu go.

Dostępność: Hebe, allegro
Cena: około 45 zł, ja za swoje dwa Nail Teki dałam 40 w promocji w Hebe / 15 ml


Nail Tek Intensive Therapy

Odżywka do paznokci. Regeneruje cienkie, miękkie lub rozdwajające się paznokcie. Poprawa stanu paznokci widoczna jest już w pierwszych tygodniach pielęgnacji. Zawiera formaldehyd.

Tę stosowałam rzadziej, najczęściej jako top coat na kolorowy lakier. Zauważyłam, że powoduje, iż kolorowy lakier jest ciągle plastyczny, nawet na drugi dzień od pomalowania. Myślałam, że to po prostu lakier tak źle wysycha, a okazało się, że to właśnie ta odżywka uniemożliwia mu wyschnięcie. Odżywka solo wysycha w normalnym tempie. W początkowym okresie nakładałam ją na Foundation II i każdego dnia przez 6 dni dokładałam warstwę. Odżywka jak najbardziej spełnia obietnice producenta.

Dostępność: Hebe, allegro
Cena: około 40 zł / 15 ml


Eveline, 3 w 1, 60 sekundowy wysuszacz, utwardzacz i nabłyszczacz

Kompleksowe rozwiązanie, 3 w 1, które zapewnia szybki i trwały manicure.
Wysusza lakier w ciągu 60 sekund, utwardza i nadaje połysk. Tworzy na powierzchni ochronną powłokę, która zabezpiecza przed odpryskiwaniem i przedłuża trwałość lakieru aż do 7 dni. Zawiera filtry, które chronią lakier przed blaknięciem i matowieniem.
Sposób użycia: pomaluj paznokcie ulubionym lakierem, odczekaj 2 minuty i nałóż jedną warstwę preparatu. Po 60 sekundach manicure będzie suchy, a jego trwałość maksymalnie przedłużona. 

Kupiłam zupełnie przypadkowo. Potem weszłam na wizaż i przeczytałam wiele negatywnych opinii. Przyznaję, że się zniechęciłam, ale niepotrzebnie. Preparat faktycznie przyspiesza schnięcie lakieru. Może nie jest to 60 sekund, ale po 10 minutach można przejść do codziennych czynności. Ostatni lakier nosiłam około 5 dni bez odprysków, co się nie zdarzało, więc przypuszczam, że to sprawka tego preparatu. Paznokcie są faktycznie pięknie nabłyszczone.

Dostępność: Daily, Rossmann, Natura
Cena: ok. 10 zł / 12 ml

A teraz czas na efekty! 


- słabe, cienkie, rozdwajające się paznokcie
- niemożliwe było ich zapuszczenie
- skórki przesuszone, narośnięte na paznokieć
- paznokcie kciuka notorycznie się łamały w 3/4 wysokości

I po kilku miesiącach dbania o paznokcie:


- paznokcie przestały się tak rozdwajać. Co prawda skłamałabym, gdybym powiedziała, że w ogóle się nie rozdwajają. Co jakiś czas się rozdwoją, wtedy obcinam na zero. 
- paznokcie są zdecydowanie mocniejsze i bardziej odporne na uszkodzenia
- mogę je zapuścić! Nawet nie macie pojęcia, jak się cieszę :). Zazwyczaj noszę tak długie, jak widzicie na zdjęciu wyżej, nie lubię dłuższych. Lakier na takich prezentuje się zdecydowanie lepiej, niż na takich ogryzkach marnych jak kiedyś.
- skórki są zadbane, nie są poszarpane
- płytka paznokcia nie jest sucha, tylko nawilżona
- paznokcie na kciukach się nie łamią
- rosną o wiele szybciej

Oczywiście nie jest jeszcze idealnie i nie wiem, czy potrafię wypracować taki stan paznokci. Niemniej jestem zadowolona i nie zrezygnuję z ich pielęgnacji. Co więcej - zamierzam dokupić jeszcze kilka preparatów. Kiedy wykończę Regenerum, kupię preparat Agda Plus do pielęgnacji paznokci, rybki Dermogal z witaminą A i E i balsam do paznokci 2x5. Po Nail Teku spróbuję odżywkę diamentową Eveline, bo kiedyś po tipsach bardzo mi pomogła. 

Podzielcie się Waszymi sposobami na zadbane, zdrowe paznokcie :)!

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Eveline: Eyeliner w płynie.

Cześć dziewczyny ;)

Eyeliner to dla mnie podstawa w makijażu, używam go zawsze. W zasadzie, to przygodę z czarną kreską rozpoczęłam dopiero 2 lata temu, malując ją po raz pierwszy czułam się dziwnie, zbyt wyzywająco :P. Natomiast teraz nie potrafię sobie wyobrazić wyjścia bez kreski, brak eyelinera powoduje, że czuję się "łyso". W zasadzie, to zawsze używałam żelowego eyelinera z Essence, potem przeszłam na eyeliner w kremie, a niedawno dorwałam eyeliner z Eveline w Biedronce. I o tym kilka słów dzisiaj.

Od producenta:

Wodoodporna konturówka w płynie idealnie podkreśla, wydobywa naturalne piękno i kształt oczu.
Specjalnie dobrany aplikator ułatwia narysowanie perfekcyjnego konturu, bez rozmazywania się.
Utrzymuje się na powiekach przez cały dzień. Produkt został przebadany dermatologicznie i okulistycznie. Nie wywołuje reakcji alergicznych. Może być stosowany przez osoby noszące szkła kontaktowe.


Recenzję tego eyelinera opiszę w kilku kategoriach.

Opakowanie: ładne, wręcz eleganckie. Kupiłam go zapakowany w kartonowe pudełko.

Kolor: tutaj jestem bardzo pozytywnie zaskoczona! Jest to najprawdziwsza, głęboka czerń! Nie żadne wyblakłe, czarnopodobne "coś". Kolor nie traci na intensywności w ciągu dnia. Po wyschnięciu jest jakby matowy.

Konsystencja: lejąca się. Bardzo szybko zasycha! Zawsze zalewa mi rzęsy, a potem ciężko mi jest je wytuszować i są posklejane :/. Być może jest to wina mojej techniki nakładania...

Trwałość: Z jednej strony jestem zadowolona, bo mam opadające powieki, a ten eyeliner w ogóle się nie odbija, zasycha na amen, nie kruszy się w ciągu dnia, z drugiej strony, zapewnienie producenta o jego wodoodporności jest jakimś nieporozumieniem! Często się zdarza, że łzawią mi oczy, wtedy wystarczy parę minut i mój makijaż leży w gruzach... Wyjątkowo łatwo go zmyć wodą, alb o żelem do mycia twarzy.

Pędzelek: osadzony na dłuższej rączce, zrobiony z gąbki, twardy, dobrze wyprofilowany. Wcześniej eyelinery nakładałam tylko pędzelkiem i obawiałam się, jak sobie poradzę z taką formą. Jednak nie jest źle, wyjątkowo łatwo jest zrobić kreską, zarówno cienką, jak i grubszą. Dobrze robi się także jaskółkę :).


Podsumowując - jestem na tak! Kolor mi odpowiada, aplikacja jest prosta. Czy do niego wrócę? Nie, bo przeszkadza mi to, że wcale nie jest wodoodporny. Szukam czegoś, co mi nie ścieknie z łzami :P

Cena: około 8 zł
Dostępność: Biedronka, Hebe, drogerie internetowe

sobota, 6 kwietnia 2013

Biedronkowe łupy!

Cześć Kochane ;)!

Odkąd dowiedziałam się na jednym z blogów o nowej gazetce w Biedronce obowiązującej od 04.04. wiedziałam, że muszę tam być. No i byłam, już 4 kwietnia wieczorem, wydałam kilka złotych, ale jaka satysfakcja i zadowolenie :D!



Żel pod prysznic Fruit Kiss wzięłam, chociaż jeszcze mam sporo na łazienkowej półce, ale po prostu nie mogłam oprzeć się zapachowi, który jest po prostu obłędny!!! Nie spodziewałam się, że zapach acai może mi się tak spodobać. Super się pieni i dobrze myje, a na dodatek jest tani jak barszcz (4,99 zł)

Oczywiście nie mogłam nie wrzucić do koszyka nowości od Be Beauty, czyli peelingu. Co prawda nie jest takim agresywnym zdzierakiem, jaki ja lubię, ale jest całkiem przyjemny i na pewno wypróbuję jeszcze inny wariant zapachowy :).



Sól do kąpieli tej firmy bardzo lubię, co prawda kupił ją mój M., ale znając życie będąc u niego i tak ja zużyję znaczną jej większość :P.

Eyeliner mi się powoli kończy, a nigdy nie miałam takiego w pędzelku, dlatego ucieszyłam się widząc pozytywne recenzje na wizażu. Jestem zadowolona, pędzelek jest precyzyjny, a czerń jest naprawdę czarna! Tylko jeszcze trochę ręka mi się trzęsie podczas robienia kreski :D.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wzięła lakieru! Śliczny, delikatny, rozbielony róż za 4,99 zł. Porobiłam na nim kolorowe kropki i obecnie mam całkiem wesoły manicure :).



A jedwab do włosów wpadł mi, bo lubię takie kosmetyki, super pachnie, no i mam nadzieję, że wspomoże moje końcówki!

A Wy coś upolowałyście w Biedronce? Widziałam tam jeszcze takie śliczne, białe, szklane miseczki, ah, nie mogę się doczekać, aż będę urządzać mieszkanie z moim M.!! Teraz mieszkając na stancji takie dodatki nie są mi potrzebne, ale jak będę na swoim to kupując takie śliczności do swojego gniazdka będę wniebowzięta :)!

Za niedługo Wam pokażę moje nowe, dzisiaj kupione chromowe lakiery z Golden Rose. Czy wspominałam, że uwielbiam ten sklep :D?

Buziaki, udanego weekendu :*!





środa, 23 maja 2012

Krem-koncentrat do rąk i paznokci Eveline Extra Soft + nowy nabytek

Cześć dziewczyny ;)!
Dzisiaj przyszedł czas na recenzję kremu do rąk - koncentratu do rąk i paznokci Eveline Extra Soft.


Producent obiecuje, że krem likwiduje szorstkość, suchość i łuszczenie, regeneruje zniszczony naskórek oraz wzmacnia paznokcie.



Krem jest zamknięty w tubce z miękkiego plastiku, zamknięcie jest solidne, przy czym otwiera się bezproblemowo. Jeśli spojrzy się pod światło, to widać ile kremu jeszcze zostało. A jeśli chodzi o działanie... no właśnie. Moje dłonie są bardzo specyficzne. Od zawsze cierpię na nadmierną potliwość dłoni, ale są okresy, kiedy są tak suche, że aż skóra mi pęka. Zobaczyłam ten krem na sklepowej półce i pomyślała "o, super, krem regeneruje, nawilża, łagodzi, a przy okazji cena przystępna (coś około 8zł)". Wzięłam go bez zastanowienia i przystąpiłam do testów. Muszę zaznaczyć, że bardzo lubię markę Eveline. Zacznę od tego, że krem ma bardzo przyjemną, gęstą konsystencje. Łatwo się go rozprowadza i naprawdę szybko się wchłania i pozostawia na dłoniach taki film, jednak nie jest to nic tłustego. Ogólnie pierwsze wrażenie bardzo dobre. Ładnie pachnie, nienachalnie, zapach utrzymuje się na skórze. Ale tutaj pozytywne opinie się kończą. Zazwyczaj nakładałam krem na noc. No i budzę się rano, patrzę, a moje dłonie są totalnie wysuszone. Po prostu zerowe nawilżenie. Nie zdarzyło się to raz, tylko za każdym razem po nałożeniu kremu. Jednym słowem bardzo się rozczarowałam. Poza tym nie zauważyłam żadnego dobroczynnego wpływu na moje paznokcie, nawet skórek nie nawilżył...
Podsumowując: krem ładnie się wchłania, zostawia powłokę na skórze, która nie jest tłusta, ale w ogóle nie nawilża, nie regeneruje i nie koi skóry! Powiedziałabym, że jego działanie jest powierzchowne, a ja oczekuje od kremu do rąk porządnego nawilżenia, szczególnie zimą! Jednym słowem - nie polecam.



Będąc dzisiaj w centrum handlowym zupełnym przypadkiem wylądowałam w sklepie Golden Rose (ja nie wiem, jakieś przyciąganie?). Nie zamierzałam nic kupić, ale nagle, nie wiadomo skąd pojawiła mi się myśl w głowie, że przydałby mi się eyeliner w kolorze mięty :D. Wiedziałam, że GR ma serię metalicznych eyelinerów i właśnie taki zaprezentowała mi pani w sklepie.




 Niby nie jest to typowa mięta, powiedziałabym, że to metaliczna zieleń, no aleee... nie mogłam się powstrzymać! Plan oszczędzania legł w gruzach! Kosztował mnie 12.90zł i już nie mogę się doczekać, aż nałożę go na oczy ;). Co myślicie?

I jeszcze biorę udział w rozdaniu u Amoi. Link do bloga: http://anothermyowninspiration.blogspot.com/