Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 listopada 2014

Rozgrzewający napój imbirowy na chłodne wieczory

Cześć!

Choć piękną mamy wiosnę tej jesieni, to wieczory są coraz chłodniejsze i z całą pewnością pogoda będzie się pogarszać, a temperatura pójdzie w dół. O ile za jesienią nie przepadam, to klimat w jesienny wieczór, kiedy nic nie muszę robić, w tle leci ulubiona muzyka, a w kominku pali się otulający zapach - uwielbiam. W ten klimat idealnie wtapia się gorący, rozgrzewający napój. I nie, tym razem nie będzie to czekolada :). 


Chcę się z Wami podzielić przepisem na napój imbirowy. Kto lubi imbir? Ja uwielbiam ten smak! Ten napój jest nie tylko pyszny, ale jest też receptą na przeziębienie i grypę. Wszystko za sprawką miodu, soku z cytryny, pomarańczy i... imbiru! Warto wspomnieć także o tym, że imbir łagodzi mdłości, zmniejsza bóle menstruacyjne, polepsza krążenie krwi, przez co zwiększa ukrwienie mózgu, a co za tym idzie, zwiększa się zdolność koncentracji. A więc na zdrowie :)!


Napój jest prosty w wykonaniu. Kawałek imbiru należy obrać ze skórki i zetrzeć na tarce na małych oczkach, tak, by powstała papka. Pamiętajcie, że imbir jest ostry, więc im więcej go dacie, tym bardziej ostry będzie napój. Wodę należy zagotować, dodać starty imbir i gotować go przez 10 minut. Po tym czasie napar odcedzamy. Dodajemy sok wyciśnięty z jednej pomarańczy i połówki cytryny. Dodajemy łyżkę miodu dla osłody. Napoju wychodzi na około 2 szklanki. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by składniki dowolnie zwiększać, w tym przepisie nic nie można zepsuć, więc śmiało można kombinować :).

Lubicie taki napoje? I imbir? A może macie swoje sposoby na zimowe wieczory :)? Chętnie je poznam :).

Życzę Wam miłego wieczoru i uciekam do swojej herbatki imbirowej :)

piątek, 25 lipca 2014

Metamorfoza mojego bloga + Liebster Blog Award

Kochane!

Z racji tego, że dziś mam nadzień wolny, naszła mnie ochota na odświeżenie bloga. Jestem minimalistką, więc wystrój nadal miał taki pozostać, ale chciałam jakiś prosty, świeży i kolorowy motyw. Najbardziej jednak mi zależało na tym, żeby zrobić menu u góry strony. Bardzo mi się to podobało, ale nigdy nie wiedziałam, jak się za to zabrać. Pomyślałam sobie "Ja nie dam rady?! No to patrz!" i po całym dniu grzebania w HTML i CSS udało mi się, z czego jestem niesamowicie dumna!

Tak było przedtem:

A tak teraz:

Bardzo mi się podoba ten motyw :). Odnowiłam także kolorystykę bloga i poprawiłam detale. Mogę spać spokojnie :). Jak zauważyłyście, zmieniłam tytuł przewodni bloga z "Make Your World Up!" na "lOla Make Up & Beauty Blog". Ten pierwszy tytuł towarzyszył mi od początku istnienia bloga, jednak nijak mi się podobał. Był stworzony na szybko. Natomiast moja ksywka Lola też nie bardzo mi odpowiada, jednak nie chcę jej zmieniać, bo tak jestem już kojarzona. W zamian za to zmieniłam sposób jej zapisu z Lola na lOla, by było widoczne, że wzięła się od mojego imienia :). Jeszcze muszę popracować nad adresem bloga, który też jest beznadziejny, ale wszystko w swoim czasie :).

Korzystając z notki o wszystkim i o niczym, odpowiem po raz drugi na pytania w zabawie Liebster Blog Award. Zostałam nominowana przez Malowaną Słońcem, dziękuję!

1. Skąd pomysł na pisanie bloga?

Zazwyczaj jest tak, że blog jest efektem zainteresowania kosmetykami, czy makijażem. W moim przypadku było trochę na odwrót. Założyłam bloga kosmetycznego i dopiero wtedy tak naprawdę wciągnęłam się w tę tematykę. Tzn. zawsze lubiłam kosmetyki, ale blog to spotęgował. Jeśli chodzi o makijaż, to na początku istnienia w ogóle nie publikowałam makijażu, byłam sporo do tyłu, jeśli chodzi o praktykę i to właśnie dzięki blogowaniu ciągle się udoskonalam. Skąd pomysł? Zawsze prowadziłam blogi :). W gimnazjum miałam bloga na onecie i nieskromnie mówiąc był dosyć poczytny. Jak na taką smarkulę, to poruszałam poważne tematy. Nie pisałam pamiętnika, tylko artykuły o różnych zagadnieniach, wyrażając swój stosunek do nich :).

2. Czy wyobrażasz sobie, że przestajesz być blogerką?

W tym momencie zdecydowanie nie. Bardzo lubię blogować, wyrażam w ten sposób siebie. Czytanie innych blogów jest dla mnie formą relaksu, inspiracji. Dzięki temu chcę też ciągle się rozwijać i udoskonalać :).

3. Dokończ zdanie => Jestem szczęśliwa bo...

Jestem szczęśliwa, bo robię to, co lubię.

4. Jak wygląda Twój dzień?

Ot zwykły dzień - zazwyczaj jestem w pracy :D. A jak mam wolne, to albo spotykam się ze znajomymi, albo odpoczywam przed kolejny dniem pracy. Koniecznie nadrabiam seriale, a mam ich sporo :). Nie wyobrażam sobie dnia bez czytania. Obecnie mam na tapecie Harlana Cobena, chcę przeczytać wszystkie jego książki i zostało mi jeszcze kilka.

5. Twoje najbardziej szalone marzenie?

Nie wiem, czy to marzenie jest takie szalone, choć może patrząc na koszt to tak :D. Mianowicie chcę pojechać do Ameryki Północnej i zwiedzić wszystkie interesujące mnie miasta. Wzięło się to stąd, że sporo czytam i chcę skonfrontować moje wyobrażenia z rzeczywistością.

6. Co lubisz robić, kiedy masz wolny czas tylko dla siebie? 

Tak, jak pisałam dwa punkty wyżej: nadrabiam seriale, czytam książki, przeglądam blogi, piszę posty, robię zdjęcia, albo się maluję :).

7. Co byś zrobiła gdybyś wygrała "6-tkę" w Totka?

Spełniłabym wszystkie swoje zachcianki. Zrealizowałabym marzenie z wyjazdem do USA. Obdarowałabym bliskie mi osoby. Resztę odłożyłabym na wysoki procent i żyła z odsetek :D

8. Kiedy masz chandrę to co Cię najbardziej uspokaja?

Hmmm... powiedziałabym, że zjedzenie słodyczy, ale ostatnio je wyeliminowałam z jadłospisu :). Myślę więc, że słuchanie muzyki i... cisza.

9. Co najbardziej drażni Cię w ludziach?

Głupota i brak myślenia. Krótko i na temat :). Niestety to budzi we mnie agresję :P

10. Twój ulubiony film do którego często wracasz?

Nie oglądam filmów kilkakrotnie. Bardzo lubię filmy z gatunku thriller, horror, sensacja, kryminał.

11. Twój najszczęśliwszy dzień w życiu?

Myślę, że wszystko przede mną :)!

Nie będę nominowała osób ani pisała pytań, bo już kiedyś to zrobiłam :).

Dajcie koniecznie znać, jak podoba Wam się zmiana szablonu :)!


sobota, 7 czerwca 2014

Gdzie jestem, jak mnie nie ma? By Dziubeka ♥

Cześć dziewczyny!

Niestety jest mnie teraz sporo mniej na blogu. Czas od ostatniej notki biegnie tak nieubłaganie szybko, że aż nie mogę uwierzyć, że minęło kolejne siedem dni. Jako że nie chcę z postu na post tłumaczyć się dlaczego rzadziej bywa tutaj i u Was, to dzisiaj posłuchacie trochę mojej paplaniny i pooglądacie spooooro zdjęć :).

Jednym z przyjemniejszych obowiązków w mojej pracy jest noszenie biżuterii. A najlepiej dużo i jak najlepiej widocznej, przyciągającej wzrok :). Postanowiłam robić zdjęcia moich zestawów, które noszę w danym dniu i stąd też pojawił się pomysł, żeby pokazać Wam trochę tej biżuterii.

Znacie markę By Dziubeka? Jest to firma polska, a każdy projekt pochodzi od polskiej projektantki Anny Dziubek. Firma jest na rynku już 8 lat, a od nie tak dawna pojawia się coraz więcej salonów i wysp w centrach handlowych. No ale nie przedłużając, same zobaczcie :). Moim zdaniem biżuteria jest przepiękna i w większości trafia w mój gust, przygarnęłabym wszystko, więc tym większa moja radość, że mogę ją ponosić w pracy :D

BRANSOLETKI

















Z bransoletek najbardziej podoba mi się turkusowa ze skórki i złoto turkusowych elementów :). No i koraliki! 

NASZYJNIKI







Większość z nich jest zdecydowanie widowiskowa, jednak do prostej bluzeczki prezentują się nieziemsko. Moim faworytem z tych zdjęć jest kolia wysadzana cyrkoniami. No mega ♥!

KOLCZYKI






Kolczyki to drugie, czwarte i ostatnie. Przepiękne :)

PIERŚCIONEK


Wiecie, jak to cudo się mieni?!

Na dziś to tyle. Dajcie znać, czy kojarzycie markę i czy też Wam się podoba ta biżuteria :)!


poniedziałek, 24 marca 2014

Wracam!

Cześć!

Nie macie pojęcia, jak dobrze jest napisać notkę :). Bardzo brakowało mi tego przez ostatnie dni! Post będzie postem typowo chwalipięcki :P. Moja nieobecność była spowodowana intensywną nauką do egzaminu. Dzień zero był dzisiaj i mogę się Wam pochwalić! Zdałam egzamin na ocenę bardzo dobrą i taką samą też będę miała na dyplomie! Tak więc jestem już licencjonowanym dietetykiem klinicznym! Stresu najadłam się co niemiara i bardzo cieszę się, że mam ten dzień z głowy. Teraz nic, tylko świętować ;)! Szkoda jedynie, że studia magisterskie zacznę w październiku, mam siedmiomiesięczne przymusowe wakacje, jednak chciałabym ten czas dobrze wykorzystać.

Wracam do Was z mnóstwem pomysłów, na pewno będzie mnie więcej! Będzie też więcej makijaży i recenzji, czyli to, co tygryski lubią najbardziej ;). 


piątek, 31 stycznia 2014

8 aplikacji na smartphona, które ułatwiają mi życie

Cześć!

Około roku temu zmieniłam swój stary, poczciwy, zwykły telefonik na wymarzonego smartphone'a. Od razu wpadłam w szał instalowania aplikacji, ale czas zweryfikował, które rzeczywiście są przydatne. Mój telefon ma system Android i sklep Play daje możliwość wyboru w tysiącach aplikacji! Poniżej pokażę Wam osiem z nich, które uważam, że są bardzo przydatne i nawet ułatwiają codzienne życie :). Cztery z nich należą do tzw. fit-aplikacji. Co sprawia, że decyduję się na daną aplikację? Bardzo ważny jest dla mnie czytelny, prosty interfejs. Tak, minimalistka ze mnie :).



Runtastic jest alternatywą dla Endomondo, która bardziej przypadła mi do gustu niż słynne Endo. Ja tego programu używam tylko do biegania, ewentualnie do rowerku w domu, ale jest też mnóstwo innych sportów do wyboru. Aplikacja liczy czas, przebyte kilometry, średnie tempo oraz ilość spalonych kalorii. Kiedy bieg jest zakończony mamy wgląd do informacji o maksymalnym tempie oraz różnicach w wysokości, jakie pokonaliśmy. Dzięki GPS zaznacza trasę biegu, nie zdarzyło się, albo lokalizacja została zgubiona. Kiedy biegnę, damski głos informuje mnie, kiedy przebiegłam kilometr, ile w tym czasie spaliłam kalorii i ile czasu mi to zajęło. Na stronie runtastic.com mam założone swoje konto i zaraz jak po bieganiu wracam do domu, telefon łączy się za pomocą wifi z kontem i przesyła wszystkie informacje o treningu. Na koncie mam kalendarz, gdzie zaznaczają się poszczególne treningi, mnóstwo podsumowań i statystyk. Program jest przejrzysty i łatwy w obsłudze, polecam!

Libra to program, który pozwala kontrolować masę ciała. Można codziennie wprowadzać swoją wagę, a aplikacja umieszcza dane na przyjaznym dla oka wykresie. Ale to nie wszystko - kiedy ustawimy sobie swój cel, w moim przypadku 55 kg, aplikacja na podstawie danych, tempa chudnięcia obliczy, kiedy osiągniemy swój cel. Na bieżąco jest także obliczane nasze BMI. Są dostępne także statystyki, w których widzimy, ile kilogramów chudniemy oraz ile kcal tracimy w tydzień, 15 dni, miesiąc, 3 miesiące, pół roku i rok. Na ekran można dodać widget, co ułatwia wprowadzania wagi do bazy danych, a dodatkowo widzimy na nim ostatnią naszą aktualizację.

Money Zoom to aplikacja, która pomoże zapanować nad naszymi wydatkami! Jest to aplikacja, której używam najkrócej, ale bardzo mi się spodobała, dzięki czytelnemu interfejsowi. Aplikacja zestawia przychody i wydatki. Ustalamy, ile pieniążków wpływa miesięcznie na konto, limit wydatków, którego nie możemy przekroczyć, a program przelicza ile pieniędzy pozostało na wydanie. Potem w ciągu miesiąca dodajemy nasze wydatki, których wprowadzanie ułatwia mnóstwo kategorii, np. dom, zdrowie, auto, zakupy, czy rozrywka. Dzięki temu, że wydatki można także otagować, pod koniec miesiąca doskonale będzie widoczne na co wydajemy pieniądze i całkiem możliwe, że będzie to jak kubeł zimnej wody, kiedy aplikacja podliczy mi, ile wydaję na totalne, niepotrzebne bzdury!

ING Mobile, to świetna rzecz. Bez potrzeby logowania się na konto przez komputer, mam dostęp do konta, szybko sprawdzam jego stan, mogę robić przelewy i rzucić okiem na konto oszczędnościowe. Aplikacja jest dostępna jako widget na pulpicie, ale bez obaw - nikt nie będzie wiedział, ile kasy mamy na koncie! Na pulpicie widzimy tylko takie coś:


W zależności od tego, jaki przychód sobie ustaliliśmy, to w miarę ubywania pieniędzy, ubywa też tych pomarańczowych prostokącików. Orientacyjnie zawsze wiemy, ile mamy na koncie.

Woman Log to nic innego, jak kalendarzyk cyklu miesiączkowego. Kalendarz prognozuje dni płodne. Wprowadzamy dane o menstruacji i kalendarz pokazuje, kiedy powinna pojawić się następna miesiączka. Po kliknięciu na dany dzień, możemy zaznaczyć, jakie w danym dniu odczuwamy symptomy (nadwrażliwość piersi, senność, apetyt, biegunka, ból głowy, ból w jamie brzusznej i inne, oraz określić intensywność objawów), możemy zaznaczyć, jeśli przyjmujemy tabletki antykoncepcyjne, określić nastrój, wagę, a nawet zaznaczyć, jeśli w danym dniu uprawia się seks :P. Dodatkowo, jeśli miesiączki są nieregularne, to aplikacja bierze to pod uwagę i szacuje, ile będzie trwał następny cykl. Dzień przed okresem pojawia się powiadomienie, że jutro zaczyna się cykl :).

Tabela kalorii to spis produktów spożywczych z podaną kalorycznością, zawartością białka, tłuszczy i węglowodanów. Na górze ekranu jest wyszukiwarka, która ułatwia szukanie. Baza produktów jest dosyć rozbudowana, moim zdaniem warto mieć taką aplikację pod ręką. 

Dziennik posiłków to chyba moja najbardziej ulubiona i przydatna aplikacja podczas odchudzania. Szczególnie, jeśli mamy bzika na punkcie liczenia kalorii! Ja sobie wszystko sprawdzałam, chciałam wiedzieć, czy zgadza się kaloryczność. Największym atutem jest to, że można dodawać własne produkty spożywcze, nie ogranicza nas tylko wbudowana baza danych. Program jest bardzo czytelny. Po otwarciu aplikacji widzimy menu, gdzie możemy wybrać produkty, jadłospis, opcję "dodaj produkt", statystyki oraz zapotrzebowanie. No właśnie, aplikacja oblicza nasze zapotrzebowanie dzienne na poszczególne składniki odżywcze, a po wprowadzeniu produktów zjedzonych w danym dniu, możemy porównać, czy nasza dieta przekracza dzienne zapotrzebowanie, czy udaje nam się go nie przekroczyć. Bardzo przydatne! 

Latarka to taki gadżet, ale przydatny, miałam okazję kilka razy korzystać w ciemnej uliczce, szukając czegoś pod meblami, a nawet do... oglądania zębów, haha :D Latarka daje zimne, ledowe światło.

Jakie są Wasze ulubione aplikacje? Możecie mi coś polecić :)?

czwartek, 2 stycznia 2014

Noworoczne postanowienia!

Cześć dziewczyny!

Witam Was w Nowym Roku ;). Początek nowego roku jest czasem, kiedy robimy mnóstwo noworocznych postanowień. Mnie także ten czas zmusza do refleksji. Nawiasem mówiąc bardzo mało takich postanowień udaje mi się zrealizować. Myślę, że nie jestem w tym odosobniona - wydaje mi się, że wraz z nadejściem lutego zapominamy o tym, co obiecywaliśmy sobie miesiąc wcześniej. Ale takie jest życie, obowiązki i rzeczywistość często nam nie pozwala na realizację celów! Oczywiście nie jest to niemożliwe i prawda jest taka, że najczęściej same szukamy wymówek! Ja sporządziłam sobie listę noworocznych postanowień.


Chciałabym, żeby ten rok był rokiem zdrowia. Będąc ostatnio u lekarza rodzinnego poprosiłam o skierowanie na badania krwi. Przyznam się bez bicia - nigdy nie miałam pobieranej krwi z żyły, bo się potwornie bałam ukłucia! Nadal się boję, ale przecież jestem dużą dziewczynką i dla własnego dobra, chcąc wiedzieć do mi w środku gra, pójdę na badanie, o!

Ostatnie dni starego roku upłynęły na problemach z zębami. Bolały mnie strasznie dziąsła, nie mogłam gryźć, miałam powiększone węzły chłonne i musiałam przejść antybiotykoterapię. Nic przyjemnego. Byłam na konsultacji u dentysty i okazało się, że to od zęba, a konkretnie od ósemek. Pani dentystka wypisała mi skierowanie na usunięcie zębów mądrości. Boję się jak cholera, ale nie chcę ciągle cierpieć. Ósemki wyżynają się bardzo długo, okresowo, a mi wyrastają krzywo. Co chwilę mogłabym mieć problem z bólem, zapaleniem ucha, bólem gardła, a w końcu cały zgryz by mi się przesunął. A za ładne i proste mam ząbki, żeby na to pozwolić ;). Po usunięciu chcę także zadbać o inne zęby i pięknie je wyleczyć!

W liceum jako drugi język wybrałam włoski. Przez 3 lata nauki ogarnęłam go bardzo dobrze, nawet zastanawiałam się chwilkę nad zdawaniem matury z włoskiego. Jest to piękny i przyjemny język i ubolewam nad tym, że w ogóle go nie używam, a w efekcie zapominam! Nie chcę, by cała nauka poszła na marne, dlatego odkurzę podręcznik i zeszyt z włoskiego i systematycznie będę sobie wszystko przypominać, jednocześnie ucząc się dalej. Przed świętami zaczęłam czytać Inferno Dana Browna, akcja dzieje się we Florencji i w książce było pełno włoskich zwrotów i jakoś tak mi się na sercu mile zrobiło, że każdy zwrot potrafiłam przetłumaczyć, jednocześnie zmotywowało mnie to do dalszej nauki języka :).

Jeśli chodzi o szkołę wizażu, to już poczyniłam pewne kroki. Jest tak, że moje studia licencjackie trwają 3,5 roku. Niestety, bo za dwa miesiące będę miała egzamin licencjacki, a potem... pół roku do października będę miała przerwę! Moim zdaniem jest to chore i beznadziejne, ale co mogę zrobić? Dodatkowo potrzebuję zaświadczenie o tym, że się uczę do ZUS'u, więc zapisałam się do szkoły policealnej na kierunek wizaż i stylizacja oraz na drugi kierunek technik usług kosmetycznych. Są to dwie różne szkoły, jeszcze nie wiem, który kierunek wybrać. Chyba pochodzę na oba, o ile plany zajęć mi się nie pokryją i wtedy podejmę decyzję. I tutaj mam pytanie do Was - jeśli któraś z Was uczy się na którymś z tych kierunków, to bardzo proszę, dajcie znać :). Szczególnie interesuje mnie wizaż - czy można się na tym czegoś nauczyć? Jeśli macie jakieś doświadczenia, napiszcie. To bardzo pomoże mi podjąć decyzję odnośnie kierunku!

Taaak, regularne bieganie... Cóż, tajemnicą nie jest, że w tamtym roku wcale nie schudłam. Jest to moim największym kompleksem, bo czuję się jak wieloryb wyrzucony na brzeg morza. Życzcie mi siły na to, żeby coś z sobą zrobić! Bieganie oczywiście mi w tym ma pomóc. Najśmieszniejsze jest to, że kupiłam sobie cały strój do biegania, łącznie z jakimiś akcesoriami. I wszystko leży. Nie chcę pisać, że schudnięcie jest moim postanowieniem, bo może to być czcze gadanie. Chcę postanowić sobie wprowadzić w życie więcej ruchu i zdrowiej się odżywiać. Za dwa miesiące będę z wykształcenia dietetykiem, a zdrowe odżywianie to ostatnie, co można powiedzieć o moim sposobie jedzenia. Po prostu żenada!!!

Od dłuższego czasu robię zdjęcia lustrzanką, ale niestety na trybie automatycznym, tym samym w ogóle nie wykorzystując potencjału aparatu. Chcę to zmienić :).

I ostatnie, ale wcale nie najmniej ważne. Systematyczność w niektórych sprawach jest moją bardzo słabą stroną. Chociaż widzę progres - blog! W blogowaniu przepadła całkowicie i nie wyobrażam sobie nie pisać. Blogosfera i Wy całkowicie mnie pochłonęłyście :)! Z tego bardzo się cieszę i mam nadzieję, że razem spędzimy kolejny, piękny rok :).

Tym optymistycznym akcentem kończę moje postanowieniowe wypociny. Trzymam kciuki za Wasze plany i cele i Wy także życzcie mi powodzenia w drodze do osiągnięcia lepszej wersji samej siebie :).
U mnie 2 stycznia to wcale nie koniec świętowania i obżarstwa, a jedynie krótka przerwa. Jutro będę o rok starsza, także będzie kolejna okazja do świętowania!

sobota, 2 listopada 2013

O ulubionych serialach na jesienne wieczory.

Cześć dziewczyny :)!

Dzisiaj będzie totalnie niekosmetycznie! Chciałam Wam napisać o moich ulubionych serialach. Nie jest ich wiele, ale totalnie przepadłam! Teraz, jesienią, wiele z nich powróciło w kolejnych sezonach. Jest mi bardzo smutno w czerwcu, kiedy rozpoczyna się wakacyjna przerwa! Wszystkie, o których napiszę, oglądam online. Oglądam mało polskich seriali emitowanych w tv, jedynie podglądam "Na dobre i na złe" ;P. Moją listę zacznę serialem, który wciągnął mnie jako pierwszy, także poukładam je chronologicznie od pierwszego, który zaczęłam oglądać. 

The Vampire Diaries - Pamiętniki Wampirów


Nigdy nie byłam serialomaniaczką, chyba zupełnie przypadkowo zaczęłam oglądać ten serial. Chyba nikomu nie trzeba go przedstawiać, ja przepadłam w nim totalnie. Lubię takie wampirze klimaty, a dodatkowo producenci serialu sprawiają, że ciągle wiele się w nim dzieje. Kiedy nadrobiłam odcinki pierwszego sezonu i byłam już na bieżąco, zaczęłam szukać innych, podobnych seriali w tym klimacie, jednak żaden mnie nie pociągnął za sobą.

Grey's Anatomy - Chirurdzy


Grey's Anatomy zaczęłam oglądać równolegle do Pamiętników Wampirów. Oba seriale przetarły ścieżki w mojej serialowej miłości ;). Pamiętam, ze oglądałam odcinek za odcinkiem, totalnie jestem zakochana w medycznych klimatach. Losy bohaterów są wciągające. Nie ma drugiego takiego serialu, na którym tak często bym płakała! Leci już 10. sezon, a każdy odcinek jest tak samo świetny jak na początku. Nigdy mi się nie znudzi i mam nadzieję, że pojawią się kolejne sezony :)!

Pretty Little Liars - Słodkie Kłamstewka



Ten serial jest odkryciem tegorocznych wakacji. Przerwa w emitowaniu dwóch powyższych seriali sprawiła, że zaczęłam szukać czegoś do oglądania. Szukałam długo, nazwa serialu obiła mi się o uszy, ale myślałam, że są to jakieś bezsensowne perypetie amerykańskich nastolatek. Gdzieś na forum przeczytałam o tym, że serial jest trochę mroczny i daje dreszczyk emocji. A ja takie lubię! Obejrzałam pierwszy odcinek, drugi, trzeci... I znów przepadłam. W dwa tygodnie chyba nadrobiłam 3 sezony. Obecnie emitowany jest 4. sezon. Jestem rozczarowana, że nadal nie wiadomo kim jest A., a akcja ciągle się komplikuje i nic nie jest jasne. Dreszczyk faktycznie można wyczuć. Polubiłam, choć dziewczyny czasami mnie denerwują. Wciąga ;).

Rizzoli & Isles - Partnerki


Jestem fanką thrillerów i twórczości Tess Gerritsen. Przeczytałam chyba wszystkie jej książki, a szczególnie te wchodzące w serię o Jane Rizzoli. Kiedy dowiedziałam się, że istnieje serial oparty na jej książkach byłam wniebowzięta! Moja radość sięgnęła zenitu, kiedy okazało się, że są i napisy :D! Jest to serial kryminalny o losach Jane Rizzoli, agentki FBI. Zawsze towarzyszy jej lekarz sądowy, Maura Isles. Można doszukać się motywów zaczerpniętych z książek, a spora część jest zmieniona. W każdym odcinku panie mają do rozwikłania inną sprawę, z czasem może stać się trochę monotonny, bo wiadomo, że na końcu odcinka Jane i Maura przymkną zabójcę. Niemniej fajnie się ogląda. Obecnie jest emitowany 5 sezon, ale nikt nie podjął się jeszcze tłumaczenia na język polski, niestety. Angielski znam, jednak wolę oglądać z napisami niż bez. Czasami coś mogę nie zdążyć przetłumaczyć, albo przetłumaczyć źle, szczególnie, że jest sporo medycznych terminów, więc poczekam spokojnie, aż zostaną dodane napisy ;). A w tym  czasie...

White Collar - Biały Kołnierzyk


Ten serial jest moim najnowszym odkryciem (najnowszym, czyli tak sprzed dwóch miesięcy). Polecała go któraś blogerka, a ja znów szukałam serialu do oglądania. Muszę przyznać, że sama z siebie nigdy bym nie zwróciła uwagi na tytuł serialu. To kolejny serial, który mnie wciągnął i oglądałam odcinek za odcinkiem. Jest to serial sensacyjny opowiadający o światowej sławy fałszerzu i złodzieju Neal'owi Caffrey'u. W tej roli widzimy Matta Bomera. Całkowicie zrozumiałam, o co chodzi tysiącom jego fanek :). Akcja jest wartka, wciągająca. Finały sezonów to totalne zaskakujące hiciory! Obecnie leci piaty sezon, który jest naprawdę mocny! Wczoraj oglądałam kolejny odcinek i aż musiałam zrobić w końcówce przerwę, bo byłam w takim napięciu, co stanie się dalej ;)! Bardzo polecam!

Jakie są Wasze ulubione seriale? A może totalnie nie lubicie oglądać seriali? Ja nie lubię komediowych, tylko medyczne, sensacyjne i z dreszczykiem. Może polecicie mi jakiś nowy ;)?


* * *

Przy okazji chciałam Was zaprosić na bloga mojego M. ;). Chyba zaraziłam go blogowaniem! Taka z nas teraz bloggerska para ;). Ja mam fizia na punkcie kosmetyków, natomiast M. ma fizia na punkcie zdrowego stylu życia i sportu, więc blog jest ściśle związany z tą tematyką. Pojawi się na pewno sporo notek motywacyjnych, o treningach, suplementach, znajdzie się miejsce i na różne dietetyczne ciekawostki (trochę będę miała w tym swój udział^^). M. dopiero jest początkujący, także zapraszam do niego, dajcie mu chęć do tworzenia swojego miejsca w sieci :)!





wtorek, 22 października 2013

Janke Candle, czy Yankee Candle - czy polski odpowiednik jest lepszy od oryginału?

Cześć dziewczyny :)!

Odkąd pachnące świeczki Yankee Candle weszły szturmem na blogosferę, zawsze chętnie czytałam posty dziewczyn o tychże zapachach. Sama byłam ich strasznie ciekawa i w końcu przyszedł czas, że zamówiłam sobie kominek i 3 woski na próbę (TUTAJ pisałam jakie). Całkowicie zrozumiałam zachwyt nad woskami! Są bardzo przyjemnym, umilającym relaks dodatkiem. Bardzo lubię, gdy pięknie pachnie w pomieszczeniu, a gdy zapach koi zmysły - jestem zachwycona. Dlatego kiedy pojawiły się polskie Janke Candle, postanowiłam wziąć także kilka na próbę, żeby porównać firmy. Przymknęłam oko na nazwę produktu, która jest mocno inspirowana oryginałem (delikatnie mówiąc). Chociaż nie spaliłam jeszcze wszystkich wosków, wyrobiłam sobie zdanie na ich temat.


Woski kupiłam na allegro za całe 1,55 zł. Pomyślałam, że nawet, jeśli nie spodobają mi się, to nie będzie to żadna strata. Wybrałam sześć zapachów:


Na pierwszy ogień rzuciłam zapach lemongrass. Czekałam i czekałam aż poczuję w całym pokoju zapach trawy cytrynowej, ale się nie doczekałam. Zapach czułam jedynie w pobliżu kominka. Dodam, że pokój ma niecałe 10m^2, więc to naprawdę nie była wielka powierzchnia, żeby zapach mógł się gubić. Kiedy już wsadzało się nos do kominka, żeby go poczuć, to zapach był ładny, niestety szybko można było w nim wyczuć zapach normalnego wosku. Zapach w pobliżu kominka był wyczuwalny na pewno nie dłużej niż 2 godziny. 


Jaki drugi odpaliłam coconut. Sama nie jestem fanką kokosu, wzięłam go, bo mój M. zawsze jada wafelki kokosowe i jakoś tak wyszło ;). Zapach jest intensywniejszy od poprzednika, ale jest tak słodki i mdły, że brało mnie na mdłości. Dopiero po jakimś czasie, kiedy zapach zelżał, dało się wytrzymać w jego obecności. Oczywiście wosk po jednym, dniu już nie dawał zapachu.


Lavender wcale lawendy nie przypominał. Zapach był sztuczny i woskowy. Krótko wytrzymał, po kilku godzinach nie dawał w ogóle zapachu.


Zanim siadłam do pisania notki, odpaliłam wellness. W zasadzie nie widziałam, jakiego zapachu mam się spodziewać. Wosk pali się już jakieś 15 minut i muszę powiedzieć, że dla odmiany, czuję go siedząc jakieś 3 metry od niego, a tu sukces w porównaniu do poprzednich. Wyczuwam tutaj nuty kwiatowe, może trochę drzewa różanego, trochę nuty orientalnej. Generalnie zapach przyjemny i najbardziej intensywny z wosków, które dotychczas paliłam.



Ginger oragne i jasmine jeszcze czekają na swoją kolej. Tutaj mogę powiedzieć, że ginger orange ma najbardziej intensywny zapach z tych wosków w opakowaniu. Wydaje się być ładny i oczekuję, że będzie  najbardziej intensywny podczas palenia. Jeśli chodzi o jasmine, to jaśmin jest ostatnią rzeczą, jaką czuję wąchając ten wosk. Czuję sporo sztuczności, która mi się nie podoba. Może zmieni nagle swój zapach w kominku.

Podsumowując - dla mnie oryginalne Yankee Candlee są nie do pobicia. Już przymykając oko na nazwę polskich wosków, nawet opakowania mają tandetne. Jakaś tam folia, która w połowie wosków była uszkodzona (możecie zobaczyć to na wosku lavender i lemongrass)! Zapachy nie powalają ani trochę, są słabe i krótko wytrzymują. Sama nigdy nie wrócę do nich, ale przynajmniej mogłam przekonać się na własnej skórze, że nie są dla mnie. Yankee Candle uwielbiam. Wystarczy odrobina wosku, a cały pokój jest wypełniony pod sufit intensywnym zapachem, a nie tak jak tutaj - cała tartaletka się pali, a czuć coś tylko stojąc obok kominka.

Przymierzam się do kupienia nowych wosków Yankee Candle. Jesienna kolekcja ma kilka zapachów, które koniecznie chcę mieć, a zresztą zimowa edycja też bardzo kusi.

Jakie są Wasze doświadczenia z tymi woskami?