Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzienniczek Odchudzania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzienniczek Odchudzania. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 marca 2013

30-dniowe wyzwanie STOP MUFFIN TOP, czyli pożegnaj się ze swoimi boczkami!

Cześć dziewczyny ;).

Nigdy nie ukrywałam, że moją zmorą jest kilka nadprogramowych kilogramów, z którymi walka wychodzi mi raz lepiej, a raz gorzej. Przez ostatni czas było "gorzej", ale rok 2013 jest MOIM ROKIEM i nie zamierzam odpuścić!
Kilka dni temu na blogu Jah-stiny dowiedziałam się o jej wyzwaniu, czyli o 30-dniowej walce z boczkami! Polega to na wykonywaniu tylko 10-minutowych ćwiczeń dziennie z Tiffany Rothe, są to tzw. tiffoczki :) (jaka urocza nazwa!). Przejrzałam te ćwiczenia i stwierdziłam, że są niesamowite! Same zobaczcie:





Ćwiczenia nie wydawały mi się skomplikowane, a ich wykonywanie było bardzo przyjemne, energetyzujące wręcz. Ostrzegam tylko, że na następny dzień obudziłam się rano i nie byłam w stanie przewrócić się z boku na bok ;). Powiem Wam, że dawno nie czułam takiego bólu mięśni od pasa w górę! W zasadzie to nie zdawałam sobie sprawy, że takie partie mięśniowe mogą w ogóle boleć :P. Pierwszy raz ćwiczyłam w poniedziałek, a dopiero dzisiaj byłam w stanie zrobić kolejną serię, która i tak nie odbyła się bez bólu. Ale wiecie co? Nie zamierzam się poddać, skoro boli, to znaczy, że skuteczne! I tego się trzymam, efekty ocenię za miesiąc ;).

Ćwiczenia trwają tylko 10 minut, więc myślę, że każda z nas jest w stanie wygospodarować taki czas w ciągu nawet najbardziej zapracowanego dnia! Nie zmęczyłam się za bardzo podczas ich wykonywania, a dodatkowo są bardzo przyjemne!

Więc jak, dołączacie do wyzwania na drodze do lepszej siebie ;)?

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Po tygodniu odchudzania ♥

Cześć dziewczyny :)!

Ostatnio zapowiedziałam, że pochwalę się moim małym sukcesem. Jest naprawdę mały, ale dla mnie dużo znaczy! Ale zacznijmy od początku...
Po świętach moja waga osiągnęła punkt krytyczny, a poziom mojego niezadowolenia z własnego ciała był ogromny. Poza tym wiecznie wysłuchiwałam od mamy, że mam w końcu coś z sobą zrobić. Zresztą, takie teksty wysłuchuję już od kilku miesięcy, ale jak dotąd nic sobie z nich nie robiłam, bo nie jestem jakaś gruba, raczej normalna, ale czuję sie źle z fałdkami na brzuchu i z boczkami. Wyglądam PRAWIE jak ludzik Michelin ;). Ponad rok temu też się odchudzałam ze skutkiem 8 kg mniej, no ale... niestety wróciło :(


W końcu po świętach, jak stanęłam na wadze i zobaczyłam tę liczbę to wyglądałam jak ten psiak powyżej. W końcu do mnie dotarło, że trzeba sił wziąć za siebie, że nowy rok 2013, że trzeba zrobić coś z sobą, bo tylko wtedy będę w 100% szczęśliwa. To było tydzień temu. Tydzień temu zaczęłam walkę z samą sobą o lepszą siebie. Bałam się pierwszego ważenia po tygodniu, bałam się, ze jak nie będzie efektu, to moja motywacja zmaleje. Ale wiecie co? Zobaczyłam na wadze 800 g mniej! Prawie kilogram! Mój mały sukcesik, który zaprowadzi mnie dokładnie tam, gdzie chcę ;). Ze swoim ciałem mogę zrobić wszystko. Wszystko mam w głowie. Trzymam się diety, ćwiczę z Ewą Chodakowską. Ewa ma rację mówiąc, że ćwiczenia powodują wydzielanie endorfin. To prawda, ćwiczę, wylewam z siebie siódme poty, a mi się nadal chce :)
I tym pozytywnym akcentem kończę tę część i zaraz mykam... ćwiczyć oczywiście ;)!

___________________________________________________________

Chciałam Wam jeszcze bardzo, ale to bardzo podziękować, bo w sobotę stuknęło mi 100 obserwatorów!!!
Na początku mojej przygody z blogowaniem myślałam, ze taka liczba dla mnie jest gdzieś pomiędzy Królową Śniegu a Jasiem i Małgosią. Pewnie wiecie, jak bardzo jest to motywujące.

Dziękuję każdej z osobna, bo gdyby nie Wy, nie byłoby mnie tutaj, w blogosferze. Dziękuję za każde wejście, każdy komentarz, każdy Wasz ślad na moim blogu. Jest mi bardzo miło!!

sobota, 9 czerwca 2012

Chwila załamania

Przyznaję się bez bicia, moja dieta wygląda mniej więcej tak:


I głupie tłumaczenia w stylu: "Ahh, sesja, uczyć się muszę, a zjem kawałek czekolady na lepszą naukę, a może jeszcze budyń, albo paluszki serowe. Spaghetti carbonara o 23 też nie jest złe. Oooo, truskawki z bitą śmietaną! Mmm, kawa z syropem amaretto, a walne na górę bitą śmietanę".

Jak widzicie DRAMAT. Pomyśleć, że wyjeżdżam na wakacje już niedługo! Sesja kończy się mi 19 czerwca, mam nadzieję się ogarnąć do tego czasu.

Motywacjo, przybądź! Nie umiem ot tak wszystkiego rzucić i przejść na dietę :/

wtorek, 22 maja 2012

Walka z cellulitem + początek odchudzania!

Cześć dziewczyny!
Dziś zaczęłam dzień z dawką bardzo, bardzo pozytywnej energii! Otóż postanowiłam od dziś wrócić na drogę odchudzania. Ostatnio trochę to zaniedbałam, dużo nauki i słabe samopoczucie to kiepska mieszanka. Dlaczego akurat dzisiaj? W końcu mamy wtorek, prawie końcówkę miesiąca, żadna równa data. ALE nie ma sensu mówić sobie "od jutra", "od poniedziałku", "od następnego miesiąca", bo tak naprawdę jutro, w poniedziałek, w następnym miesiącu nic się nie dzieje... To wszystko kwestia naszej motywacji i naszej psychiki. Wszystko siedzi nam w główkach :).
Mój cel jest następujący: schudnąć 6 kg i pozbyć się cellulitu, który na szczęście nie jest widoczny w normalnej pozycji, ale i tak chcę doprowadzić do maksymalnego wygładzenia. W sierpniu wybieram się na wakacje i chcę wyglądać po prostu ładnie i bez kompleksów wyjść na plażę!
Moja historia odchudzania jest już dosyć spora. Rok temu o tej porze byłam 8kg cięższa. W końcu przyszedł taki moment, że powiedziałam STOP, dziewczyno, zrób coś z sobą, bo za chwilę się nie uniesiesz! Taki prawdziwy spadek wagi nastąpił od października. Wróciłam do Zabrza na studia i postanowiłam zapisać się na siłownię. Miałam ogromną motywację, ponieważ założyłam się z kolegą o to, że oboje do stycznia schudniemy 10kg ;). Oczywiście nie chciałam pokazać, ze sobie nie poradzę. Dlatego ostro chodziłam na siłownię, 4 razy w tygodniu, przestrzegałam diety. Opłaciło się, co prawda zakładu nie wygrałam (a on tak!!), ale schudłam 7 kg, co uważam za wielki sukces. Znajomi mówili mi, że widać, że schudłam, co dodawało mi skrzydeł!
Na dzień dzisiejszy ważę 61kg przy wzroście 161cm. Fotki możecie zobaczyć w dziale "Me, myself & I". Jednak myślę, że te 6kg, do wagi 55kg byłoby optymalne. Nie chce być patykiem, chcę po prostu czuć się dobrze we własnej skórze :). Uff, ale się rozpisałam! To teraz może trochę o tym, jak zamierzam to zrobić.

Otóż najważniejsza w całym odchudzaniu jest dieta i aktywność fizyczna. Same ćwiczenia nie dają upragnionego efektu, jeśli będziesz się przy tym objadać na potęgę. Natomiast na samej diecie możesz schudnąć, ale chcąc przy tym zachować jędrne ciało to musisz ćwiczyć. Nie ukrywam, że kierunek studiów pomoże mi znacznie cały proces odchudzania. Poza tym myślę sobie, że moja figura jest automatycznie moją reklamą!
No więc zamierzam trzymać się diety, czyli wykluczyć całkowicie słodycze (co jest trudne, bo jestem od nich niemal uzależniona!), białe pieczywo, ziemniaki, zamierzam dużo pić, szczególnie wody niegazowanej i zielonej herbatki. Część z tego nie będzie trudna do zrealizowania, bo i tak nie jem pieczywa, ziemniaków, najgorzej będzie ze słodyczami ;). Szczególnie w chwilach nauki, bo mózg pracuje tylko na glukozie, a nic tak szybko nie podnosi poziomu cukru jak słodycze. O moich nawykach i o tym, co powinno się jeść napiszę innym razem. Ponadto chcę biegać. Bo na siłownię, nie mam czasu, bo to jest kwestia 3-4 godzin dziennie (licząc z dojazdem), ale nie oszukujmy się - godzinkę dziennie na bieganie zawsze się znajdzie, poza tym dobrze jest odświeżyć mózg podczas nauki :).
A to są moje wspomagacze walki z cellulitem:

Zdecydowałam się na Ziaję ze względu na bardzo dobre opinie na wizaż.pl. O peelingu też słyszałam same superlatywy no i słyszałam o obłędnym zapachu ;). No i jakoś spodobało mi się hasło, którym jest reklamowana seria Rebulid "Czarne wyszczupla bez względu na wiek". Jakieś takie proste i chwytliwe ;). Oczywiście nie mam zamiaru się smarować tym i czekać na cud, aktywność fizyczna to podstawa, jak pisałam wyżej :)


Kolejny super zestaw to olejek z Alterry i bańka chińska! Słyszałam, że efekty daje porównywalne do drogich zabiegów w salonach kosmetycznych. Bańka zasysa skórę wytwarzając podciśnienie i taki masaż pobudza krążenie i rozbija komórki tłuszczowe.



 O działaniu kosmetyków napiszę, jak zauważę jakieś efekty ;).
W ogóle, to pojawi się seria wpisów związanych z moim odchudzaniem, do zakładek na górze trafi "Dzienniczek Odchudzania", w którym będę opisywać moje starania, wzloty i zapewne upadki i małe grzeszki.

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Trzymajcie kciuki mocno, żeby nie zabrakło mi motywacji! A może któraś chce zacząć razem ze mną ;)?