Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essence. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essence. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lutego 2015

Denko: grudzień i styczeń

Cześć dziewczyny!

Chwilę przed napisaniem tej notki przeglądałam zdjęcia myśląc, o czym by tu napisać w pierwszej kolejności (trochę się uzbierało moich przemyśleń na temat kosmetyków, o których chciałabym Wam napisać). No i kiedy przeglądałam zdjęcia, trafiłam na zdjęcia denka, które robiłam na początku miesiąca. Kompletnie o tym zapomniałam! Nadrabiam zaległości i zapraszam Was na przegląd moich zużyć. Zazwyczaj pojawiają się denka z dwóch miesięcy, wypracowałam sobie taki system, w takim okresie zużywam optymalną ilość kosmetyków, by pokazać je na blogu.


Ziaja Intima - ulubiony żel do higieny intymenej. Zużyłam już wiele, wiele opakowań i zawsze do niego wracam, Bardzo korzystny jest stosunek ilości do ceny, bo za 8 zł otrzymujemy aż pół litra płynu :). Ziaja z tej serii ma w ofercie kilka wariantów, zawsze wybieram inną wersje i nigdy się nie zawiodłam :).

Playboy, żel pod prysznic - upolowany w promocji za 6 zł, bardzo dobrze się sprawdził. Pięknie pachnie i dobrze się pieni. To chyba moja druba butelka żelu pod prysznic Playboy. Pewnie jeszcze kiedyś kupię.

Barwa,szampon jajeczny - plącze włosy, ale dobrze je oczyszcza. Po umyciu włosów konieczne jest użycie odżywki. Jednak nie uznaję tego za wadę, bo naprawdę fajnie oczyszcza włosy.

Garnier Mineral, antyperspirant w sprayu - całe życie używałam antyperspirantów w kulce, jednak od pewnego czasu całkowicie przerzuciłam się na spraye i pozostanę już z nimi. Uważam, że świetnie chronią przed poceniem się, lepiej niż kulki. Poza tym kulki sprawiały, że pod pachami tworzyły mi się małe guzki, przypuszczam, że przez zaczopowanie ujścia gruczołów potowych.

Ziaja, De-Makijaż, mleczko micelarne do demakijażu - świetne i przede wszystkim szalenie wydajne. Uwierzycie, że wystarczyło mi na 4 miesiące?! Nigdy nie spotkałam się z taką wydajnością, a wcale go sobie nie żałowałam i miał co zmywać z oczu. Jest to moje pierwsze mleczko, zazwyczaj kupuję płyny. Bardzo dobrze zmywa wodooodporny makijaż. Minus za to, że jak wejdzie do oka, to szczypie, jednak nie bardzo mi to przeszkadzało, bo poza chwilowym szczypaniem oczu nic się nie działo. No i rzadko się zdarzało.


Ziaja Med, kuracja antybakteryjna, tonik oczyszczający - moim zdaniem przeciętniak, który w żaden sposób nie zadziałał na zmiany trądzikowe. Nie wrócę, choć żadnej krzywdy mi nie wyrządził. Jest tak samo neutralny jak inne toniki z Ziaji.

Bielenda, Super Power Mezo Serum i krem z kwasem migdałowym 10% - te kosmetyki zasługują na więcej słów, a nawet oddzielną recenzję. Razem z serum kupiłam także krem. Duet sprawdza się znakomicie. Oba kosmetyki sprawiły, że moje zaskórniki zniknęły. Szczególnie z linii żuchwy. Mój M. który też to stosował zauważył, że poznikały przebarwienia potrądzikowe! Istne cuda. Zapewnienia producenta sprawdziły się w 100%. Szczerze Wam polecam oba kosmetyki. Za oba zapłaciłam około 52 zł, więc nie jest to sporo, na jeden wychodzi około 25 zł. Pewnie można je spotkać w promocji. Dla cer trądzikowych totalny must have!

Seboradin, FitoCell, maska - wkrótce recenzja kuracji.

Farmona Professional, Akademia Piękna, Artysta Fantastyczny Fluid - zapraszam do zapoznania się z recenzją. Na końcu zgęstniał, więc postanowiłam go wyrzucić. Myślę jednak, że w opakowaniu nie zostało go więcej niż na jedno użycie.

Isana, zmywacz do paznokci - ulubieniec od dawna, obecnie ściągam nim hybrydy :). Więcej pisać nie trzeba.


Ziaja Med, kuracja lipidowa, żel do mycia twarzy - można go stosować z wodą i bez.  Ja zawsze stosowałam z wodą. Dobrze się sprawdził, po umyciu twarzy, była ona nawilżona. Jest bezzapachowy, nie podrażnia i nie uczulił mnie.

Laura Conti, pomadka ochronna z aloesem - nie lubię pomadek ochronnych o lekkich konsystenach, bo za szybko znikają z ust. Ta jest inna, bo utrzymuje się długo i ma treściwą konsystencję. Dobrze nawilża i pielęgnuję, jak najbardziej warta spróbowania :). Choć moim numerem 1 i tak pozostanie ochronna pomadka Lovely.

Barwa, Siarkowa Moc, krem matujący - jego recenzję znajdziecie tutaj. A dla leniuszków dodam, że uwielbiam ten krem, szczególnie na lato, bo świetnie matuje na długi czas! Tym razem w opakowaniu pozostała mi resztka kremu, która zaschła i musiałam wyrzucić niestety.


Essence, Get Big Lashes Mascara - na początku nie mogłam się obejść z sporą szczoteczką :). Tusz wydłuża i pogrubia rzęsy, a pogrubienia jest u mnie kwestią pierwszorzędową. Niestety trochę się rozmazuje.

Ziaja, krem do rąk - cudownie pachnie, szybko się wchłania. Nawilża, jednak jest to krem, którego użyłabym w ciągu dnia do szybkiego nawilżenia suchych rąk, jednak nie użyłabym go na noc, gdzie potrzebuję bardziej treściwego i lepszego nawilżacza.

Perfecta, Beauty Masc, maska oczyszczająca - średniaczek, żadnego oczyszczenia nie czułam. Moim zdaniem lepiej nawilża niż oczyszcza. Wolę maseczki z Ziaji :).

Jak widzicie, zdecydowana większość, to trafione kosmetyki. W ogóle rzadko trafiam na buble, wszystko dzięki blogom :D. Używałyście któreś z tych kosmetyków? Dajcie znać :)

środa, 31 grudnia 2014

Kosmetyczni ulubieńcy 2014 roku!

Witajcie w ostatnim dniu starego roku :)

Choć kompletnie nie planowałam tego postu, to jednak zdecydowałam się na napisanie o kosmetykach, które dzielnie mi towarzyszyły przez cały rok, albo takich, które podbiły moje serce i z pewnością zostanę przy nich na dłużej. Postanowiłam się skupić na kolorówce, choć pojawiają się i kosmetyki pielęgnacyjne oraz lakiery hybrydowe. Zapraszam!



Rok 2014 był rokiem manicure hybrydowego! Jest to totalne odkrycie jak dla mnie i cieszę się, że w ogóle wpadłam na ten pomysł, żeby spróbować robić sobie paznokcie w domowym zaciszu! To był strzał w dziesiątkę. Zwykły lakier czasem nie wytrzymuje na moich paznokciach jednego dnia, a z hybrydami mogłam zapomnieć o malowaniu paznokci na dwa tygodnie! Po tym czasie drażni mnie odrost, choć sam lakier wytrzymałby jeszcze trochę. Używam lakierów marki Semilac, a zaczynałam z Cosmetics Zone. Po porównaniu uważam, że Semilac jest jakościowo lepszy, ale baza i top z CZ zdają egzamin i cieszę się, że współgrają z Semilacem. Ostatnio znalazłam kilka kolorów nowych pod choinką i jestem pewna, że poszerzę jeszcze moją kolekcję :). Na chwilę obecną mam 7 kolorów Semilac i 2 kolory Cosmetics Zone. Chcę pójść nawet o krok dalej i spróbować bawić się stemplami. Choć w moim wykonaniu byłoby to na pewno czasochłonne, to raz na dwa tygodnie można się o to pokusić :).


Kolejnym hitem są dla mnie kosmetyki kolorowe Makeup Revolution! Śmiało mogę stwierdzić, że paletka Iconic 3 jest rewelacyjna! Odkąd ją mam używam ją niemalże w każdym dziennym makijażu. Aż inne palety poszły trochę w odstawkę. Dobór kolorystyczny jest dla mnie perfekcyjny, całość wpada w różowe tony w połączeniu z beżami i brązami, co dla mnie, niebieskookiej, pasuje idealnie. Firma ta co chwilę na facebooku kusi mnie kolejnymi nowościami i za każdym razem je chcę :).
Od niedawna jestem także posiadaczką osławionej folii MUR. I po raz kolejny się zakochałam, bo tak błyszczącego cienia nie miałam jeszcze i efekt jest totalnie oszałamiający! Polecam szczerze każdemu! Dzisiaj koniecznie pójdzie w ruch ;).


Jeśli chodzi o pomadki, to kocham je wszystkie, ale zdecydowanie najbardziej lubię pomadkę Essence Wear Berries! ze względu na kolor - róż z domieszką fioletu, w którym czuję się świetnie. Odkryciem jest dla mnie także pomadka Miss Sporty w kolorze De-LIP-cious. Tym razem jest to pomidorowa czerwień. Ma nawilżające wykończenie, które przyjemnie się nosi. Kiedyś nie wyobrażałam sobie siebie w czerwieni na ustach, jednak przekonałam się do tego koloru i w tym roku trochę przybyło mi pomadek w tym kolorze. Jako, że nie znoszę spierzchniętych ust (a kto lubi?!) to zawsze muszę mieć na nich choćby ochronny balsam. Już od tamtego roku najlepsza okazała się dla mnie pomadka ochronna Lovely, która chłodzi usta i pachnie miętowo. Kosztuje chyba 3,99 zł i naprawdę daje radę. Największy plus za to, że długo utrzymuje się na ustach i dobrze je nawilża i łagodzi. 

Żelowy eyeliner Maybelline, który upolowałam na promocji w Rossmannie okazał się całkiem dobry. Ba, jest bardzo wydajny, nic się z nim nie dzieje i jak będzie znów promocja -40% to zapewne kupię kolejne opakowanie! Na policzkach króluje róż FM Group Delicious Papaya i to już spory czas. Moim zdaniem odcień brzoskwiniowy pasuje mi najlepiej. Róż ma drobinki, które dają piękny efekt rozświetlenia. 


Ulubieńców roku zamkną kosmetyki pielęgnacyjne. Tutaj całkiem skromnie, bo lubię zmieniać kosmetyki i nie używam ich częściej niż jedno opakowanie. W sierpniu kupiłam mleczko micelarne z Ziaji. I wiecie co? Mam je do dzisiaj! Jestem pewna, że wystarczy mi jeszcze na cały styczeń. Nie miałam nigdy wcześniej kosmetyku do demakijażu, który starczyłby na pół roku codziennego użytkowania. A wcale go nie szczędzę :). 
Alantandermoline pewnie znacie. Tani i dobry nawilżacz, jak dla mnie wystarczający. Czego chcieć więcej?
O serum z kwasem migdałowym z Bielendy pewnie jeszcze pojawi się obszerniejsza recenzja. Używałam go razem z kremem. Muszę powiedzieć, że spisał się świetnie, ładnie wyciszył skórę, poznikały mi zaskórniki i zlikwidował przebarwienia. 
Na koniec jeszcze wspomnę, że ładny wygląd moich skórek sponsorowała odżywka Cztery Pory Roku. Opakowanie z pędzelkiem jest strzałem w dziesiątkę! Odżywka ta ma żelowo oleistą konsystencję i pachnie cudownie słodko, owocowo. Bardzo nawilżyła moje skórki i już nimi nie straszę ;).

Koniecznie dajecie znać, co Wam sprawdzało się najlepiej w tym roku!

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Makijaż sylwestrowy w granacie z błyszczącym dodatkiem.

Cześć dziewczyny :)

Wracam po świętach do blogowania i malowania :). Dziś pokażę Wam kolejną sylwestrową propozycję. Wiedziałam tylko, że tym razem chcę postawić na kolor na oku, a nie tylko klasyczne barwy czerni, brązu czy beżu. Ostatnia noc roku jest świetną okazją, by zaszaleć! Z tego powodu pozwoliłam sobie na doklejenie cyrkonii, które, moim zdaniem, dobrze komponują się z całością :).


Podstawą makijażu jest gruba niebieska kreska. Kształt namalowałam niebieską kredką, która stanowi także bazę, po czym pokryłam ją metalicznym granatowym cieniem z paletki Sleek Glory.
Jako, że złoty kolor pasuje do granatu, to wylądował na dolnej powiece. Górną powiekę przyozdabiają złote cyrkonie, które pierwotnie służą do paznokci, ale kto by się tym przejmował ;). Przykleiłam je na kleju do rzęs i muszę stwierdzić, że trzymają się bardzo dobrze oraz są kompletnie niewyczuwalne!


Na koniec dwie wersje ust - wersja matowa i błyszcząca. Ta pierwsza to tylko kredka Essence 12 Wish Me a Rose, natomiast by dodać błysku nałożyłam na nią błyszczyk Golden Rose Rich Color Lipgloss w kolorze 09. Którą wolicie bardziej :)?






Co powiecie o tej sylwestrowej propozycji? Na jaki Wy makijaż postawicie w tym roku?

Korzystając z okazji chcę Wam życzyć wszystkiego najlepszego
w nadchodzącym roku,
samych sukcesów, radości i mnóstwo zdrówka.
Życzę Wam, aby Wasza pasja ciągle się rozwijała
i nigdy nie zabrakło Wam pomysłów! 

niedziela, 1 czerwca 2014

Jest czerwiec, jest DENKO!

Cześć kochane :)!

Przez ostatnie dwa miesiące skrupulatnie zbierałam każde zużyte przeze mnie opakowanie :). Może i nie jest tego dużo jak na dwa miesiące, ale cieszę się, że mogę w końcu wyrzucić te śmieci :D. No i cieszę się, że zaczęłam robić denka, to już piąta taka seria na moim blogu i muszę stwierdzić, że mobilizuje mnie to do używania kosmetyków do końca :).


Cztery Pory Roku, glicerynowy krem do rąk i paznokci zdecydowanie urzeka zapachem! W Rossmannach jest tyle zapachów do wyboru, że miałam niezłą zagwozdkę przy wyborze :). W końcu padło wiśnię japońską. Dobrze się wchłania, ale nawilżenie określiłabym jako lekkie, na lato w sam raz, na zimę zbyt słabe. Skuszę się na pewno na inną wersję zapachową :)

Syoss Hair Perfection, szampon do włosów z keratyną - moim ulubieńcem to on się nie stał. Obciąża włosy i po umyciu są jakby czymś oblepione. Fuj! Pięknie pachnie, tak profesjonalnie i jest bardzo wydajny, bo mała ilość pieni się niesamowicie. W tym przypadku to źle, bo nie mogłam się doczekać aż się skończy.

L'oreal Men Expert, żel-peeling oczyszczający - pisałam już, że M. kupił na promocji za 5 zł (!!!! w Rossmannie i Naturze kosztuje normalnie około 28 zł) kilka opakowań, więc cały czas używam tych żeli. Całkiem fajny jest, drobne kuleczki peelingujące dobrze oczyszczają buzię.

L'oreal La Manicure, odżywcze serum do paznokci 7w1 - pisałam o nim w tym poście.

Nail Tek Foundation II - po prostu zgęstniał, więc wyrzucam, pisałam o nim m.in. w tym poście. Po roku wróciłam do diamentowej odżywki Eveline i to raczej przy niej zostanę, bo efekty mam bardzo dobre, a i jest sporo tańsza. Już po raz drugi uratowała moje paznokcie :).

Isana, żel i olejek pod prysznic - obie wersje sprawdziły się dobrze. Kosmetyki kosztują 2,99 zł i świetnie spełniają się w swej roli. Oczekuję tylko dobrego pienienia się i mycia i to otrzymałam. Kupiłam już limitowaną wersję limonkowo miętową i czeka na swoja kolej :)


Be Beauty płyn micelarny - używam go od bardzo długiego czasu, a jeszcze na blogu o nim nie pisałam. Może dlatego, że tyle o nim się pisze, że nie mam nic do dodania :). Jestem zadowolona z jego działania i wydajności. Zmywa mój wodoodporny eyeliner i to jest najważniejsze.

Essence All About Matt, puder transparentny - poczytacie o nim w poście, gdzie pisałam jak dobry daje efekt w towarzystwie podkładu Bell. Obecnie mam nadmiar pudrów, ale jak już skończę wszystkie, to będzie jednym z tych, do których na pewno wrócę.

Garnier Hydra Adapt, odżywczy krem-balsam - bardzo spodobała mi się jego konsystencja, która jest bardzo treściwa. Nie spowodował zatkania porów, dobrze nawilżał. Długo się wchłania, dlatego stosowałam go tylko na noc. Ma bardzo intensywny zapach, ale mi on jak najbardziej odpowiada.

Ziaja, odżywka intensywne nawilżenie - bardzo lubię te odżywki, najbardziej lubię wersję różową i fioletową. Włosy są nawilżone i lepiej się rozczesują :).

Be Beauty Face Expertiv, chusteczki do demakijażu - nowa wersja o wiele mniej przypadła mi do gustu niż starsza wersja, moim zdaniem gorzej zmywają makijaż, a wynika to z tego, że są słabiej nawilżone płynem.

A jak tam Wasze zużycia? Miałyście któryś z kosmetyków przeze mnie opisywanych :)?

czwartek, 8 maja 2014

Kredka do oczu Big Bright Eyes od Essence

Cześć :)!

Dzisiaj chcę Wam pokazać nowość marki Essence :). Wspominałam już, że bardzo lubię tę firmę? Kiedy widziałam, jakie nowości szykuje na wiosnę, to wiedziałam od razu, że kredka jumbo Big Bright Eyes po prostu musi być moja!
Dotychczas miałam tylko jedną białą kredkę z Sephory, a na dodatek była na wykończeniu, była już taka malutka, że nie można było jej temperować. Nie wspominając o znalezieniu jej w koszyku z kosmetykami :D. Zaznaczenie linii wodnej oka nie jest punktem obowiązkowym w moim makijażu, czasami się na to decyduję :).

rozświetlenie linii wodnej oka, baza pod cienie do powiek

Poza tym, rzadko sięgałam po białą kredkę, ponieważ w moim odczuciu biały zbyt mocno i nienaturalnie wyglądał na linii wodnej. Bardzo spodobało mi się to, że kredka Essence jest w kolorze nude przez co wygląda dużo bardziej naturalnie.

Firma Essence wpuściła do szaf trzy wersje tej kredki: całkowicie matową kredkę nude - highlight it... nude (ja ją właśnie mam), perłową - highlight it... pearly i z brokatowymi drobinkami - highlight it... funky. Wybrałam kredkę bez żadnych dodatków ze względu na uniwersalność użycia :).


Nigdy nie miałam do czynienia z kredką, która była by tak miękka. Po prostu sunie jak masełko, co bardzo mi się podoba. Moja poprzednia z Sephory byla twarda i niezbyt przyjemnie nakładało się ją na linię wodną. Można by pomyśleć, że skoro jest tak miękka, to będzie mniej trwała. Nic z tego, co przyznam, że było przyjemnym zaskoczeniem dla mnie. Otóż kredka utrzymuje się na linii wodnej oka, uwaga!, cały dzień! Nie spotkałam się z tak dobrą trwałością kredki tym bardziej, że ta strefa oka jest narażona na łzy i szybkie znikanie. Same zobaczcie - wygląda intensywnie, ale naturalnie. To zdjęcie jest zrobione zaraz po skończeniu makijażu, ale uwierzcie na słowo, że wieczorem kredka nawet nie straciła na intensywności!


Jak już wspomniałam kredka ma beżowo cielisty, kremowy kolor, co bardzo mi odpowiada. Dodatkowo pomalowana nią powierzchnia nie jest typowo matowa, ale lekko błyszcząca i lepka co stanowi świetną bazę pod brokat. Drobinki będą przyczepione do kredki i nic się nie osypie, a jasny kolor kredki dodatkowo uwydatni połyskujące drobiny brokatu.


Brokat 3D Glitter Nails

Kredka świetnie sprawdza się jako baza pod cienie, szczególnie te jasne, pastelowe i matowe kolory. W makijażu powyżej kredka została również użyta pod jasno różowy cień, co pięknie wydobyło kolor! Taka baza nie tylko uwydatnia kolor, ale także przedłuża trwałość cienia. Poniżej użyłam kredki na dolną powiekę. Metaliczny niebieski dzień zyskał na intensywności, a także ujawnił odcień jasny, którego nie uzyskałabym bez tej kredki! Dla mnie rewelacja :).

makijaż, niebieski, kreska eyelinerem

Macie tę kredkę? Jeśli nie, to gorąco polecam! Jest taniutka, płaciłam za nią chyba 8 zł w Naturze. Kilka dni temu skończyła się promocja na kolorówkę, więc mogłyście ją złapać o 40% taniej :). Jest bardzo wielofunkcyjna, więc jeśli nie macie jeszcze, to kupujcie, bo zmieni oblicze cieni do powiek i zaskoczy trwałością :).



wtorek, 1 kwietnia 2014

Marcowe Denko.

Cześć :)

Nieźle mi idzie, po kilku miesiącach, kiedy zużywałam tylko po jednym kosmetyku i nie opłacało się robić denka dla jednego mazidła, teraz jest drugi miesiąc, kiedy moje denko jest już konkretne :). Postanowiłam zużywać kosmetyki do końca, a nie, że mam 3 tusze, 5 balsamów otwartych. Znacie to? Na pewno :). No to zobaczcie, co w tym miesiącu wylądowało w koszu!


Natei Naturals szampon do włosów farbowanych z ekstraktem z jagód Acai: czy szampon za 3,99 zł może być dobry? Zdecydowanie tak! U mnie sprawdził się bardzo dobrze. Dobrze się pienił, mył włosy, a co najważniejsze dla mnie - nie obciążał ich. Dla mnie bomba za taką cenę :).

Bottega Verde oczyszczająca pianka do mycia twarzy: pisałam o niej tutaj. Wystarczyła mi na 3 miesiące używania 3 razy dziennie. 

Uroda, Melisa, tonik bezalkoholowy: to już moje drugie opakowanie, bardzo go lubię i pewnie jeszcze nie raz wrócę. Do poczytania tutaj.

Garnier ochronny krem do rąk przeciw wysuszeniu: czyli różowy Garnier :). Czerwoną wersją byłam zachwycona, różowa przypadła mi mniej do gustu. Pozostawia na dłoniach jakby sylikonową powłoczkę. W moim odczuciu nie radzi sobie z nawilżeniem trwale, przynosi ulgę chwilowo.


Anida odżywczy krem do rąk i paznokci z woskiem pszczelim i olejem makadamia: marzec był miesiącem zużywania resztek kremów do rąk :). W tym przypadku Anida bardzo mi się spodobała! Bardzo dobry krem, który szybko się wchłania i świetnie nawilża. I kosztuje 2,49 zł w Naturze. Na pewno do niego wrócę, ale zimą :).

Lady Speed Stick pH Active: nigdy więcej sztyftów. Nie radził sobie kompletnie z poceniem i zostawiał białe, ohydne ślady na obraniach. Z czarnej bluzki nie potrafiła nawet pralka doprać! Moim zdaniem bubel i chyba miałabym podobne zdanie o wszystkich sztyftach. 

Bell, Royal Mat Hi-Tech Make Up: super radził sobie z matowieniem twarzy w połączeniu z transparentnym pudrem Essence. Efekt naprawdę mnie zadowalał. Bezproblemowa aplikacja, dobre krycie (ja nie potrzebuję dużego krycia). Minus za to, że pod koniec ściemniał i już nie pasował tak idealnie do mojej cery. Do poczytania o nim tutaj.

Essence I <3 Extreme volume mascara: również moje drugie opakowanie. Bardzo dobry, tani tusz do rzęs. Byłam zachwycona efektem, jaki daje, ale zauważyłam, że po kilku godzinach się kruszy i zostaje pod oczami. Ten efekt zdecydowanie mi się nie podobał. Może wynikało to z tego, że był otwarty długo, bo początkowo tego problemu nie było. O nim również poczytacie tutaj :).

Kobo Longlasting eyeliner: automatyczna kredka do oczu. Kupiłam ją, bo potrzebowałam, wodoodpornej kredki do oczu, która przetrwa wizytę na basenie. Wiem, dziwne malować się do wody, ale wtedy była okazja - druga randka z moim M. i nie chciałam, żeby się wystraszył, więc zależało mi na delikatnym podkreśleniu oka, ale żeby nie wyglądać śmiesznie :). Kredka się spisała i mimo nurkowania nie rozmazała się :). Nie używałam jej potem regularnie, a skończyła się dosyć niespodziewanie. Nie rozmazywała się. Czasami odbiła się na górnej powiece.

I tyle :). Używałyście któreś z tych kosmetyków? Jakie macie doświadczenia? 

sobota, 29 marca 2014

Moje top 5 w kategorii USTA!

Cześć!

Szminki, pomadki, linery i wszystkie inne kosmetyki do ust powoli stają się moim uzależnieniem i małą obsesją. Jakiś czas temu wszystko, co nadaje się do kolorowania ust przełożyłam do osobnego koszyczka i moja, kiedyś skromna, kolekcja ciągle się powiększa. Czasem nawet w zastraszającym tempie.

Moje usta muszą być pomalowane. Zdecydowanie jest to dopełnienie makijażu, a czasem punkt programu. Pozwólcie, że chwilkę będę nieskromna, ale usta to część ciała, z której chyba jestem najbardziej zadowolona ;). Z całej mojej kolekcji mazideł wybrałam pięć ulubieńców, których Wam teraz pokażę. Może kogoś zachęcę do kupna?


Moja wspaniała piątka, która zachwyca mnie pod względem koloru, wykończenia, trwałości i pigmentacji. Szczególnie kolory ujmują mnie najbardziej. Jak widzicie dominują soczyste, żywe barwy. W takich czuję się najlepiej! Przyjrzyjmy się bliżej :).


Paese Sexapil nr 12
To odkrycie świątecznego Paese Box'a. Zdaję sobie sprawę, że wykończenie nie każdemu się spodoba, bo jest perłowe. Sama nie byłam nigdy przekonana do takich szminek, jednak Paese ma w sobie to coś! Jest to delikatna czerwień, która nada się na co dzień. I nada błysku!


Essence 09 Wear Berries!
Najulubieńsza z najulubieńszych! Zdecydowanie kocham tę pomadkę. Długo szukałam takiego koloru, a jak odnalazłam go w szafie Essence, moje serce szybciej zabiło. Świetnie się ją nosi, bo ma formułę, która nie przesusza ust. Kolor to delikatna jagoda. No cudo! Jedynie mały minus za to, że jeśli przypadkowo się ją poliże, to w ustach jest posmak męskich perfum (tak, wiem, dziwne :P)


Golden Rose Velvet Matte nr 04
Uwielbiam za kolor, który jest niesamowicie energetyzujący i żywy. O tej i jeszcze jednej pomadce z tej serii pisałam tutaj


Essence Lip Liner Wish Me a Rose
Jak widać Essence ma liczebną przewagę w tym zestawieniu :). Lip linery, które mają w swojej ofercie są naprawdę godne uwagi. Tym razem udało mi się upolować nowość - kolor Wish Me a Rose. Chyba nie muszę mówić, jak lubię, gdy kosmetyki mają urocze nazwy zamiast numerków? Ten kolor określiłabym jako trochę chłodny baby pink. Jak najbardziej kolor na dzień. Bezproblemowa aplikacja i świetna trwałość to na pewno są ogromne plusy tego lip linera. No i cena! Całe 4,99 zł :). 


Essence Lip Liner Cute Pink!
Kiedyś o nim pisałam. Mogę powiedzieć o nim to samo, co o linerze powyżej. Uwielbiam. Jest nieco bardziej intensywny niż na zdjęciu. Poczytacie o nim tutaj. Szkoda tylko, że stosunkowo szybko się zużywa. Ale za taką cenę... Jest świetny :)


Łatwo zauważyć, że w tym zestawieniu nie ma błyszczyków. Nie to, że nie lubię efektu, jaki dają. Po prostu wolę zaznaczone kontury ust i z użyciem pomadki łatwiej jest mi ten efekt osiągnąć. Usta są wtedy wyraźne, a tu lubię. 

Chętnie się dowiem, jakie są Wasze ulubione pomadki?

środa, 19 marca 2014

Kosmetyczne nowości marca

Cześć :)!

Jak do tej pory, marzec jest obfity w nowe kosmetyki. To głównie za sprawką tego, że wczoraj otworzyli Rossmanna 200 m od miejsca, gdzie mieszkam! Totalne szaleństwo :). Wśród nowości można znaleźć także moje zamówienie z apteki Dbam o Zdrowie. Miałam chętkę na sprawdzenie działania nafty kosmetycznej, a przy okazji do koszyka wpadło parę innych rzeczy, bo zamówienie internetowe można składać powyżej 20 zł. Ale do rzeczy :)


Zacznę od moich Rossmanowych łupów. Głównie znajdą się tutaj kosmetyki, których potrzebowałam pilnie, bo mi się pokończyły.

Syoss, Hair Perfection, szampon do włosów z keratyną. 500 ml było w promocji za około 8 zł, więc postanowiłam spróbować, jak sprawdzi się u mnie.

Garnier Czysta Skóra, tonik ściągająco oczyszczający. Dobrych kilka lat temu używałam go namiętnie, więc teraz chciałam do niego powrócić i zobaczyć, czy nadal będzie się sprawdzał tak, jak kiedyś.

Cztery Pory Roku, glicerynowy krem do rąk i paznokci. Naczytałam się dobrych opinii i zamierzam wypróbować każdą wersję zapachową. Na początek wybrałam wiśnię japońską.

Nivea, Stress Protect antyperspirant. Skoro stress protect, to będzie w sam raz na egzamin licencjacki ;P. A tak poważnie, to z pokorą wracam do kulkowych antyperspirantów po nieudanym romansie ze sztyftami.

Jako że wczoraj było otwarcie Rossmanna każdy mógł sobie wybrać gratis. Ja wybrałam dla siebie serum do paznokci z L'oreal z serii La Manicure. Potem sprawdziłam na wizażu i okazuje się, że ma świetne opinie, więc jestem go ciekawa. Dla M. wybrałam dezodorant David Beckham :)


Jeśli chodzi o zamówienie z doz.pl, to:

Nafta kosmetyczna z olejkiem rycynowym. Jestem niesamowicie ciekawa. Chciałabym, żeby moje włosy były w końcu miękkie! Czytałam różne sprzeczne opinie, więc przetestuję na sobie :). 

Sulphur Zdrój, Agda Plus, preparat do pielęgnacji paznokci. Taniutki, a ma dobre opinie. Oby się sprawdził razem z odżywką L'oreal, bo moje paznokcie przechodzą kryzys!

Maseczki z glinki czerwonej i zielonej w proszku do samodzielnego przygotowania. Dodałam do koszyka, żeby dobić do 20 zł :). Glinki to sama natura :)!

W ogóle ile kosmetyków można znaleźć na doz.pl! Są tam takie marki i produkty, do których nie mam dostępu. Wygodą jest to, że dostawa jest do apteki, która znajduje się kilka kroków ode mnie, a dodatkowy plus to to, że ceny są niższe niż stacjonarnie. Czuję, że będę bywalczynią apteki internetowej ;).


Jest i kolorówka!

Mając do dyspozycji rabat na kolorówkę w Naturze wybrałam sobie kilka rzeczy :)
My Secret, Star Dust sypki cień nr 4. Jestem oczarowana i uwielbiam go! Nie przeszkadza mi nawet to, że trochę się osypuje. Efekt daje fenomenalny :).

Essence Lipliner. Pisałam już o innych wersjach kolorystycznych. Tym razem kupiłam Wish me a rose, który jest nowością oraz In the nude. Kocham te liplinery!

Green Pharmacy jedwab w płynie. Osławiony jedwab, który postanowiłam wypróbować i ja. Stosuję go już trochę i jestem zadowolona :).

A jak Wasze zakupy? Ja teraz omijam drogerie szerokim łukiem :P. No dobra, przyznam się, że poluję jeszcze na jumbo kredkę z Essence, która jest nowością i również nowe kolorowe tusze do rzęs! Chcę turkusowy i granatowy, mam na nie pełno pomysłów :)!

***

Już po egzaminie (który jest w poniedziałek, trzymajcie kciuki!) wracam do Was pełną parą! Mam dla Was pełno nowości, które chcę bliżej pokazać i pomysły na makijaże! I w końcu spokojnie odwiedzę Wasze blogi, na które teraz nie mam czasu :(

niedziela, 29 grudnia 2013

Cera bez błyszczenia przez wiele godzin

Cześć dziewczyny!

Moja cera ma to do siebie, że lubi się błyszczeć. Nie jest to jednak błysk, który byłby pożądany! W związku z tym kosmetykami niezbędnymi w moim koszyczku są podkład matujący i puder, który musi również matować skórę. Oczywiście uwielbiam testować różne kosmetyki, raczej nie obstaję długo przy jednym, ale znalazłam duet, który w moim odczuciu radzi sobie świetnie z nieładnym błyszczeniem skóry! Mowa o podkładzie Bell Royal Mat Skin Camouflage oraz pudrze Essence All About Matt!


Są to kosmetyki za niewielkie pieniądze, a świetnie się spisujące. Podkład kosztował mnie 15 zł w Hebe, a puder kosztuje również coś koło 15 zł.


Według producenta podkład zapewnia trwały, matowy makijaż przez wiele godzin oraz kryje przebarwienia i niedoskonałości skóry, bez efektu maski. Tutaj muszę się zgodzić z obietnicami. Podkład wygląda na twarzy bardzo naturalnie, wtapia się w skórę. Nie tworzy na powierzchni skóry błyszczącej i lepkiej powłoki. Co prawda nie mam zbyt wiele niedoskonałości, ale za to spore zaczerwienienia skóry, z którymi podkład radzi sobie bardzo dobrze. W ogóle, w porównaniu z innymi podkładami, których używałam uważam, że ma dobre krycie i jeśli macie coś do ukrycia na twarzy, to będziecie z niego zadowolone. Co ważne - nie zapycha, nie podrażnia, ani nie wysusza cery! Podkład także jest trwały i nie ściera się zbyt szybko.


Pudrów transparentnych miałam już kilka, zazwyczaj były to pudry sypkie. Ucieszyłam się, że Essence wydało puder transparentny w kamieniu, ponieważ denerwowało mnie to, że sypkie tak bardzo pylą i jest tego wszędzie pełno. Puder nie bieli skóry, nawet jak nakładam go pod oczami na korektor w większej ilości. Początkowo puder podkreśla meszek na twarzy, jednak po chwili stapia się z podkładem.

Moja dwójka do zadań specjalnych radzi sobie świetnie. Z zegarkiem na ręku - moja twarz pozostaje matowa przez około 7 godzin. Takiego efektu nie miałam jeszcze nigdy! Pewnie, jeśli biegnę na autobus, albo bardzo się spieszę i jestem cała zmachana, to twarz będzie wymagała wcześniejszej poprawki, ale to chyba nikogo nie dziwi. To, że jestem tak zadowolona z efektów wcale nie znaczy, że już nigdy nie użyję innych kosmetyków, zamierzam dalej eksperymentować jeśli chodzi o podkłady, ale wiem, że Bell spisuje się świetnie i pewnie niejednokrotnie do niego wrócę ;).

A jakie są Wasze sposoby na zachowanie matowej cery?

środa, 11 grudnia 2013

Do you speak love? Essence i błyskotka od Catrice

Cześć dziewczyny ;)!

Która z Was nie lubi błyskotek? Bo ja bardzo lubię, dlatego jak tylko zobaczyłam topper Catrice 41 Two Million Dollar Baby, totalnie oszalałam na jego punkcie! Stwierdziłam, że takiego jeszcze nie mam i że jest po prostu piękny. Oczywiście szybko zasilił mój lakierowy koszyk :). Od razu go nałożyłam i zachwytom nie było końca! Pokażę Wam go w połączeniu z lakierem Essence w kolorze krwistego bordo, które, w moim odczuciu, idealnie pasuje na jesień i zimę.


Lakier Essence z serii Colour & Go o nazwie Do You Speak Love? (uwielbiam takie słodkie nazwy kosmetyków!) jest u mnie już ponad rok, jednak sięgam po niego rzadko, sama nie wiem, dlaczego. Chyba zraziłam się po pierwszym nałożeniu, bo bardzo szybko odprysnął! Chociaż sam kolor jest świetny, aplikuje się bez zarzutu i wysycha w bardzo przyzwoitym tempie.


Ale nie o lakierze Essence miał być post! Two Million Dollar Baby to bezbarwna baza, w której zatopiony jest srebrny brokat. Znajdują się tutaj większe hexy i mniejsze brokatowe drobinki.


Na pędzelek nakłada się odpowiednia ilość brokatu, wcale nie trzeba go łowić z bazy, żeby stworzyć pożądany efekt na paznokciach. Takiego właśnie brokatu szukałam. Myślę, że z jego pomocą można stworzyć wiele ciekawych połączeń. Efekt który ja uzyskałam podoba mi się pod względem kolorystycznym, ale uważam, że na długich paznokciach wyglądałby o wiele lepiej!
Nie będę pisała o zmywaniu - wiadomo, jak to brokat, do najłatwiejszych nie należy. Taki mani zdobił moje paznokcie już jakiś czas temu, wydaje mi się, że ściągałam go za pomocą folii aluminiowej.


Koniecznie muszę spróbować nałożyć go na czarny lakier, butelkową zieleń albo biel :).
A teraz przyznawać się, komu podoba się brokacik :)?

Dostępność: szafy Catrice (Hebe, Natura)
Cena: ok. 11 zł / 10 ml

niedziela, 24 listopada 2013

Intensywny kolor na ustach z lip linerami Essence

Cześć dziewczyny ;)!

Miał być dzisiaj makijaż krok po kroku, którego dawno nie było. Zrobiłam makijaż, zdjęcia, obrobiłam je w programie i... efekt mi się nie spodobał na tyle, by makijaż publikować na blogu :P. Zamiast tego pokażę Wam kolejne kosmetyki do ust! Dziś pierwsze skrzypce będą grały lip linery marki Essence.


Muszę przyznać, że nigdy nie używałam kredek do ust. I gdyby nie blogi, które przeglądam, pewnie by tak pozostało. Jednak trafiłam na swatche lip linerów i przepadłam :). Zachwyciły mnie intensywnością koloru, musiałam mieć!


Kredkę 07 Cute Pink kupiłam jako drugą w kolei. Bardzo spodobał mi się kolor, a ja dobrze czuję się w intensywnym różu. Kredka jest bardzo miękka, z łatwością można obrysować kontur ust i je wypełnić. Zaletą jest ogromna pigmentacja! Producent podaje, że kredki są wodoodporne. Tutaj nie do końca się zgodzę, bo przy próbie jedzenia, czy picia zostawia ślady. Zgodzę się natomiast z tym, że jest bardzo trwała. Dopóki nie zjemy czegoś wytrzymuje na ustach w nienaruszonym stanie! Ostatnio z zegarkiem na ręku sprawdzałam - nałożyłam ją na usta rano, gdzieś przed 7, a po skończonym dniu praktyki, około 13, spojrzałam w lustro, a moje usta nadal były różowiutkie i nierozmazane :). Sama kredka na ustach jest dość sucha, dlatego ja na kredkę nakładam bezbarwną pomadkę ochronną, możecie to zobaczyć na drugim zdjęciu. Taki zabieg nieco skraca jej czas pozostania na ustach i sprawia, że kredka może zbierać się w wewnętrznej stronie ust.


06 Satin Mauve kupiłam jako pierwszą. Chciałam wybrać bardziej naturalny odcień, nadający się na co dzień. Myślałam, że Satin Mauve będzie dobrym wyborem, jednak się pomyliłam. Kolor kredki wpada w ciemniejszy brąz z jakąś domieszką fioletu, przez co bardzo odznacza się na ustach i niezbyt dobrze się w niej czuję. Oczywiście właściwości tej kredki są dokładnie takie same, jak tej drugiej, dlatego zdecydowałam się na zakup innego kolorku. 


Za cenę 4,99 zł dostajemy świetne kredki do ust. Moim zdaniem usta pomalowane kredkami są wyraźniejsze i pełniejsze, niż pomalowane samą szminką. Z pewnością dlatego, że kredka dokładnie zaznacza kontury ust. Czy są jakieś wady? Można do nich zaliczyć to, że często trzeba je temperować, przez co kredka szybko się zużywa. Ale za taką cenę nie stanowi to aż takiego problemu ;).

Jak wspomniałam, są to moje pierwsze tego typu produkty do ust, ale na pewno nie ostatnie. Kusi mnie jeszcze kolorek nude, a że teraz jest promocja w Hebe, to możliwe, że się skuszę :).

środa, 6 listopada 2013

Nowości października

Cześć dziewczyny!

Co prawda mamy już listopad, ale chciałam Wam jeszcze pokazać moje październikowe zdobycze. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że trochę się tego nazbierało, więc i post się pojawia ;).


Jestem na etapie poszukiwania idealnego kremu do rąk. Pisałam Wam już o bublu Eveline, kupiłam różowego Garniera, bo wiele osób go polecało. Stwierdzam, że nie do końca jest to to, czego oczekuję, szukam dalej ;). Chętnie poczytam, które kremy polecacie do bardzo suchych rąk.
Dzisiaj wyszłam z Hebe z transparentnym pudrem matującym z Essence. Miałam wersję sypką i postanowiłam sprawdzić nowość Essence :).
Polowałam na nowy podkład i dałam szansę taniutkiemu podkładowi Bell, Royal Mat Skin Camouflage w odcieniu 02 Sand. Mile się zaskoczyłam, podkład daje naturalne wykończenie, przy średnim kryciu. I o to mi chodziło!
Na promocji w Naturze skusiłam się na cień My Secret o numerku 521. Na facebooku pisałam Wam, że jestem oczarowana jego pigmentacją. Zdecydowanie chcę więcej :). Za 4,99 zł można sobie pozwolić, a co ;). Z kolorówki wpadł do mnie cień Pierre Rene, 108 Lilac Harmony. Wygląda, jakby był mokry, jest metaliczny, piękny do dziennego makijażu i nie tylko.


Poszalałam z kolorówką do ust! Na blogach czytałam o świetnych błyszczykach My Secret, Dress Up Your Lips. Z gamy pięciu kolorków wybrałam nr 202. Idealny na dzień!
Dowiedziałam się, że w Biedronce, zamiast kosmetyków Bell, zostaje wprowadzona firma Ladycode. Musiałam wypróbować kremowy błyszczyk w kolorze nude. Był to ostatni taki kolor, więc szybko wpadł do koszyka. Jestem z niego średnio zadowolona, bo smuży i podkreśla załamania ust.
No i mój dzisiejszy zakup to super trwały, matowy błyszczyk Lovely. W październiku Rossmann zapowiedział tę nowość i gdy tylko zobaczyłam go na ustach, wiedziałam, że musi być mój! Wybrałam kolor z numerkiem 1, jest to nude z domieszką brudnego różu. Na ustach daje mat i długo się trzyma, bardzo przypadł mi do gustu. Niebawem pewnie dowiecie się o nim więcej :).
Pomadka ochronna była dołączona gratis do kremu do rąk Garnier. Podoba mi się, nie błyszczy się na ustach, są one za to miękkie i apetyczne.
Na końcu wspomnę o moich pierwszych kredkach do ust. Oczywiście na blogach je zobaczyłam i strasznie spodobała mi się pigmentacja oraz efekt, jaki dają na ustach. Nigdy wcześniej nie myślałam, żeby malować usta kredką :). Kupiłam kolor 06 Satin Mauve oraz 07 Cute Pink z Essence. Z tego Satin Mauve na moich ustach nie wygląda za dobrze, za bardzo wpada w fiolet.


Na końcu pokażę Wam jeszcze dwie paczuszki, które dostałam wczoraj. Obie to wygrane w rozdaniach.
Pierwsza paczka jest od Arcy Joko, zobaczcie, same wspaniałości :)! Piękną biżuterię wygrałam u byilu


Czy u Was październik był równie obfity :)?