Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bottega Verde. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bottega Verde. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 kwietnia 2014

Kredka do oczu prosto z Włoch!

Cześć!

Kredka do oczu to chyba jeden z ważniejszych kosmetyków pojawiających się w naszych kosmetyczkach. Niejedna z nas lubi podkreślić oko czy to eyelinerem, czy właśnie kredką. I to nie jedyne jej zastosowanie! Ja dziś chcę Wam pokazać kredkę do oczu włoskiej firmy Bottega Verde.


Kredka do oczu o intensywnym kolorze.
z woskiem pszczelim i witaminą E

Łatwo się nakłada, zapewnia intensywny kolor, oraz nienaganny, precyzyjny i trwały makijaż.


Ja co prawda nie używam tej kredki stricte jako eyelinera z prostego powodu - trudno mi nią zrobić ostro zakończoną jaskółkę, a takie lubię najbardziej :). Do czego więc sprawdza się ta kredka?

>> Baza pod cienie. Kiedy nakładam ją pod ciemniejsze kolory, stają się one jeszcze bardziej nasycone i utrzymują się dobrze na oku.

>> Smokey eye. Mój sposób na smokey eye to nałożenie kredki na powiekę ruchomą oka i roztarcie jej pędzelkiem. Potem nakładam czarny cień, a granice nadal blenduję. Ta kredka jest bardzo miękka i sunie po powiece jak masełko, dlatego też bez problemu się ją rozciera! TUTAJ możecie zobaczyć, jak użyłam tej kredki do tworzenia smokey :)

>> Zagęszczenie linii rzęs. Kiedy nie mam czasu na makijaż (tak, czasem się tak zdarza, ale tylko jeśli nie muszę pokazywać się ludziom ;)) nakładam ją przy linii rzęs i rozcieram. A jak wspomniałam - rozciera się bardzo dobrze :). Czasami nakładam na roztarcie jakiś cień, ale sama linia rzęs pozostaje zagęszczona, a spojrzenie jest bardziej głębokie.

>> Na linię wodną. Czarnej kredki w tym celu używam rzadko, bo taki zabieg pomniejsza mi oczy. Zresztą nie jest to kredka wodoodporna i wyraźnie czarna linia wodna utrzymuje się tylko przez około godzinę. Potem pozostaje jakiś ślad, jednak jest bardzo niewyraźny.


Jak zapewnia producent, kredka ma intensywny kolor. Lubię w niej to, że jest miękka i nie sprawia problemów z nakładaniem. Wiecie pewnie, jak to jest, kiedy kredka jest tępa, twarda i prędzej oko Wam wypadnie, niż zrobicie sobie czarną kreskę. Szczerze nie cierpię tego i cieszę się bardzo, że kredka Bottega Verde jest taka mięciutka :). I o ile zgadzam się z tym, co mówi o niej producent, to jednak powiem, że nie do końca jest trwała. Jak wspomniałam, nie trzyma się za dobrze na linii wodnej. Bardzo łatwo się ją zmywa i moje łzawiące oko też z nią wygrywa. Szkoda, bo trwałość to najważniejsza cecha, jaką powinna posiadać kredka do oczu według mnie! Dlatego też znalazłam dla niej inne zastosowania. Oczywiście jeśli którejś z Was nie łzawią oczy, to będziecie zadowolone z tej kredki, ponieważ na powiece utrzymuje się bez zarzutu i nie blednie w ciągu dnia.

Kredkę oraz inne kosmetyki Bottega Verde można zobaczyć i zamówić na stronie poniżej.

www.pieknonatury.com.pl

wtorek, 1 kwietnia 2014

Marcowe Denko.

Cześć :)

Nieźle mi idzie, po kilku miesiącach, kiedy zużywałam tylko po jednym kosmetyku i nie opłacało się robić denka dla jednego mazidła, teraz jest drugi miesiąc, kiedy moje denko jest już konkretne :). Postanowiłam zużywać kosmetyki do końca, a nie, że mam 3 tusze, 5 balsamów otwartych. Znacie to? Na pewno :). No to zobaczcie, co w tym miesiącu wylądowało w koszu!


Natei Naturals szampon do włosów farbowanych z ekstraktem z jagód Acai: czy szampon za 3,99 zł może być dobry? Zdecydowanie tak! U mnie sprawdził się bardzo dobrze. Dobrze się pienił, mył włosy, a co najważniejsze dla mnie - nie obciążał ich. Dla mnie bomba za taką cenę :).

Bottega Verde oczyszczająca pianka do mycia twarzy: pisałam o niej tutaj. Wystarczyła mi na 3 miesiące używania 3 razy dziennie. 

Uroda, Melisa, tonik bezalkoholowy: to już moje drugie opakowanie, bardzo go lubię i pewnie jeszcze nie raz wrócę. Do poczytania tutaj.

Garnier ochronny krem do rąk przeciw wysuszeniu: czyli różowy Garnier :). Czerwoną wersją byłam zachwycona, różowa przypadła mi mniej do gustu. Pozostawia na dłoniach jakby sylikonową powłoczkę. W moim odczuciu nie radzi sobie z nawilżeniem trwale, przynosi ulgę chwilowo.


Anida odżywczy krem do rąk i paznokci z woskiem pszczelim i olejem makadamia: marzec był miesiącem zużywania resztek kremów do rąk :). W tym przypadku Anida bardzo mi się spodobała! Bardzo dobry krem, który szybko się wchłania i świetnie nawilża. I kosztuje 2,49 zł w Naturze. Na pewno do niego wrócę, ale zimą :).

Lady Speed Stick pH Active: nigdy więcej sztyftów. Nie radził sobie kompletnie z poceniem i zostawiał białe, ohydne ślady na obraniach. Z czarnej bluzki nie potrafiła nawet pralka doprać! Moim zdaniem bubel i chyba miałabym podobne zdanie o wszystkich sztyftach. 

Bell, Royal Mat Hi-Tech Make Up: super radził sobie z matowieniem twarzy w połączeniu z transparentnym pudrem Essence. Efekt naprawdę mnie zadowalał. Bezproblemowa aplikacja, dobre krycie (ja nie potrzebuję dużego krycia). Minus za to, że pod koniec ściemniał i już nie pasował tak idealnie do mojej cery. Do poczytania o nim tutaj.

Essence I <3 Extreme volume mascara: również moje drugie opakowanie. Bardzo dobry, tani tusz do rzęs. Byłam zachwycona efektem, jaki daje, ale zauważyłam, że po kilku godzinach się kruszy i zostaje pod oczami. Ten efekt zdecydowanie mi się nie podobał. Może wynikało to z tego, że był otwarty długo, bo początkowo tego problemu nie było. O nim również poczytacie tutaj :).

Kobo Longlasting eyeliner: automatyczna kredka do oczu. Kupiłam ją, bo potrzebowałam, wodoodpornej kredki do oczu, która przetrwa wizytę na basenie. Wiem, dziwne malować się do wody, ale wtedy była okazja - druga randka z moim M. i nie chciałam, żeby się wystraszył, więc zależało mi na delikatnym podkreśleniu oka, ale żeby nie wyglądać śmiesznie :). Kredka się spisała i mimo nurkowania nie rozmazała się :). Nie używałam jej potem regularnie, a skończyła się dosyć niespodziewanie. Nie rozmazywała się. Czasami odbiła się na górnej powiece.

I tyle :). Używałyście któreś z tych kosmetyków? Jakie macie doświadczenia? 

poniedziałek, 17 marca 2014

Bottega Verde, oczyszczająca pianka do mycia twarzy.

Hej :)!

Chcę Wam pokazać kosmetyk, o którym pisałam w ulubieńcach stycznia. Mowa o oczyszczającej piance do mycia twarzy z ekstraktem z ogórka firmy Bottega Verde. Tego typu kosmetyki są dla mnie podstawą pielęgnacji i nie wyobrażam sobie poranka i wieczora  bez dokładnego umycia twarzy! Od takiego produktu oczekuję przede wszystkim domywania resztek makijażu, szczególnie podkładu. Jesteście ciekawe, jak sprawdziła się u mnie pianka?


Skład:


Kiedy dostałam kosmetyk i zobaczyłam, że to pianka, to pomyślałam "Pianka w takim opakowaniu?". Pianka kojarzy się z opakowaniem z pompką, tymczasem włoska firma Bottega Verde oferuje piankę w zwykłej tubce, która jest otwierana na zatrzask. Opakowanie typowe dla żelów. Zostając przy opakowaniu, to zatrzask jest bardzo mocny. Kilkakrotnie odarłam sobie naskórek, można nawet paznokcie połamać, na szczęście mi nic się takiego nie przydarzyło ;). Uważam, że opakowanie z pompką byłoby lepszym rozwiązaniem, a na pewno bardziej poręcznym :). Poza tym sporo produktu wylewa się na zakrętkę, a to niepotrzebne.


Czy jest to typowa pianka? Moim zdaniem nie do końca. Gdybym miała określić konsystencję, to powiedziałabym, że to taka napowietrzniona emulsja. Dzięki emulsyjnej konsystencji wystarczy jej niewielka ilość, by umyć twarz. Używam jej od ponad dwóch miesięcy dwa razy dziennie i na wyczucie mam jeszcze jedną czwartą opakowania. Myślę, że to dobry wynik! Jak wspomniałam, pianka świetnie rozprowadza się na twarzy. Delikatnie się pieni i ślizga po twarzy. Po jej użyciu skóra jest miękka i taka jakby jedwabista. Jeszcze nie miałam takiego uczucia po umyciu twarzy :). 


Kosmetyk dobrze radzi sobie z myciem twarzy. Resztki makijażu zostają domyte całkowicie i mam wrażenie czystej i świeżej skóry. Nie ma uczucia ściągnięcia. Nie podrażniła mi skóry, nie powstały żadne zaczerwienienia ani skóra się nie zapchała. Jedynie co jeśli produkt dostanie się do oczu, to szczypie. Pisałam Wam, że ostatnimi czasy moja skóra jest bardzo uspokojona, wyciszona i nie mam inwazji nieprzyjaciół, myślę, że ta pianka też ma swój udział :)! Pachnie bardzo świeżo, ale moim zdaniem akurat ogórek jest słabo wyczuwalny. Jest to rodzaj zapachu, który orzeźwia, a nie przytłacza.

Podsumowując jest to dobry produkt do mycia twarzy, który świetnie wywiązuje się z roli, pozostawiając miękką i czystą skórę!

www.pieknonatury.com.pl

piątek, 28 lutego 2014

Zdenkowane w lutym.

Hej, hej :)

Miesiąc luty muszę chyba nazwać miesiącem zużywania. Nie zdarzyło mi się, żebym wykończyła aż tak dużo kosmetyków w jednym miesiącu! Kiedy postanowiłam umieszczać u siebie na blogu posty ze zdenkowanymi kosmetykami, wiedziałam od razu, że nie będą pojawiać się co miesiąc. Dlatego pierwsze denko było w sierpniu, a przez kolejne miesiące nie chciałam pokazywać jednego, czy dwóch zużytych opakowań :P. Dlatego luty pod tym względem jest jakiś wyjątkowy :). Poniżej cała moja zdenkowana gromadka. 


Trzymając się schematu z poprzedniego denka zielonym kolorem zaznaczę kosmetyki, do których na pewno wrócę, pomarańczowym kosmetyki, co do których mam mieszane uczucia, a czerwonym produkty, które u mnie się nie sprawdziły.



1. Palmolive, Mediterranean Moments żel pod prysznic - pachnie przepięknie, naprawdę śródziemnomorsko, afrykańsko. Bardzo przypadł mi do gustu i choć nie zauważyłam specjalnych właściwości pielęgnacyjnych, to wrócę do niego, bo myje i pięknie pachnie.

2. Original Source, płyn do kąpieli. Byłam bardzo ciekawa kosmetyków OS, szczególnie, że są bardzo zachwalane. Ucieszyłam się, kiedy u Joko wygrałam m.in. ten płyn - w końcu mogłam się sama przekonać o jego właściwościach. Fanką zdecydowanie nie zostałam. Co prawda, po odkręceniu ładnie pachnie, tak naturalnie truskawkami z wanilią, jednak po dodaniu go do wody zapach znika. Podczas kąpieli nie czułam zupełnie nic. Fajnie, że chociaż się dobrze pienił, jednak sama kąpiel nie była ucztą dla zmysłów.

3. Biały Jeleń, hipoalergiczny żel do higieny intymnej. Sięgnęłam po niego przypadkowo i jestem zadowolona. Pasuje mi konsystencja i wydajność. Dobrze myje i odświeża.


4. DeBa, odżywczy szampon. Kompletnie mi się nie spodobał. Pamiętam, że było głośno o szamponach DeBa, kiedy wprowadzili je do Biedronki. Kosztował całe 3,99 zł, więc spróbowałam. Niestety obciążał włosy i rano moje włosy były jakby tłuste, sklejone, po prostu nieświeże. No i pachniał jak cytrynowy odświeżacz do kibla.



5. Maybelline, Cils Demasq, płyn do demakijażu. W zasadzie nie mam mu nic do zarzucenia. Zmywał wodoodporny eyeliner, a to duży plus. Nie podrażnił. Nie należy do zbyt wydajnych.
                        
6. Isana, zmywacz do paznokci. Mój faworyt wśród zmywaczy! Bardzo dobrze zmywa lakiery i ma dużą pojemność. Już mam kolejną buteleczkę :).

7. Balea, mleczko do włosów z mango i aloesem. Niejednokrotnie pisałam, że na moich włosach mało co się sprawdza. To mleczko również szału nie zrobiło. Nie odczułam nawilżenia. Nie obciążył włosów mimo tego, że obficie go nakładałam. Ma przyjemny zapach mango i pompkę, która ułatwia aplikację. Co do pompki - wydaje małe ilości mleczka. Musiałam się chyba z 10 razy namachać, żeby uzyskać pożądaną ilość odżywki.


8. No36, odświeżający dezodorant do stóp. O tym gagatku już pisałam, możecie poczytać tutaj.




9. Be Beauty, nawilżający krem do rąk. Uwielbiam czerwoną wersję tego kremu, moim zdaniem działa i pachnie tak samo, jak czerwony Garnier. Nawet daje takie samo uczucie na dłoniach. Jeśli chodzi o tę wersję, to kremik jest lekki, szybko się wchłania i jest całkiem niezły, ale moich dłoni nie nawilżał tak dobrze, jak wersja czerwona, dlatego nie wrócę do niego. 

10. Bottega Verde, masło Karite. Właśnie niedawno pisałam o tym masełku. Pięęęękny zapach!

11. Pierre Rene, żelowy eyeliner. O nim też było już na blogu. Uwielbiam go i już mam kolejny słoiczek. Ulubieniec wśród eyelinerów! Poczytajcie tutaj.

12. Lovely, Curling Pump Up Mascara. Taniutki tusz do rzęs (ok. 9 zł), dający ładny efekt. Nie osypuje się, wydłuża i pogrubia rzęsy, wrócę do niego na pewno :). No i podoba mi się żółte opakowanie, takie pozytywne :).

13. Alverde, balsam do ust z mandarynką i kwiatem wanilii. Pisałam o nim tutaj. Nie wiem, czy kupię ponownie. Może będę wolała sprawdzić inne wersje.

14. Facelle, chusteczki do higieny intymnej. Bardzo dobre! Odpowiednio nasączone, odświeżają, nie podrażniają i są tanie!


No to dobrnęłam do końca! Jestem pewna, że niejedna z Was mnie pobije w swoich zużyciach, jednak dla mnie jest tego sporo :D. Cieszę się, tyle miejsca na nowe kosmetyki :P. Używałyście, któryś z tych kosmetyków? Jak wrażenia :)?

piątek, 21 lutego 2014

Bottega Verde masło do ciała.

 Cześć!

Od pewnego czasu mam okazję używać kosmetyków włoskiej marki Bottega Verde. Producent zapewnia nas o naturalności kosmetyków, które są wypełnione po brzegi substancjami aktywnymi. Ja chcę Wam najpierw pokazać masło do ciała. Jesteście ciekawe, jak się u mnie sprawdziło?


Zanim przejdę do mojej opinii chciałabym zmierzyć się ze składem tego smarowidła. Jestem ciekawa ile znajdę tutaj naturalności :). Przypominam, że ekspertem w tej dziedzinie nie jestem, ale wspomogę się wszystkimi możliwymi źródłami :).


C12-20 acid PEG-8 Ester - to emulgator, który poprawia stabilność emulsji oraz wiązania wody. Jest nietoksyczny i bezpieczny do stosowania na skórę. Jest łagodny nawet dla osób, które w jakiś sposób mają podrażnioną skórę.

Butyrospermum Parkii Butter - nic innego, jak masło Shea (Karite). Tworzy na powierzchni skóry film, który zapobiega utracie wody, czyli działa pośrednio nawilżająco. Zmiękcza i wygładza skórę, działa regenerująco.

Propylene Glycol - substancja nawilżająca, ma zdolność do przenikania przez warstwę rogową naskórka, dzięki czemu ułatwia transport substancji wgłąb skóry.

Cyclpentasiloxane - związek krzemu, emolient o takich samych właściwościach, jak substancja powyżej.

Cetearyl Alcohol - emolient tłusty, funkcja jak powyżej. Może być komedogenny, czyli sprzyjający powstawaniu zaskórników.

Prunus Amygdalus Dulcis Oil - olej ze słodkich migdałów, ma właściwości silnie nawilżające.

Peg-100 Stearate - emulgator, który umożliwia powstanie emulsji.

Glyceryl Stearate - emolient tłusty, całkowicie bezpieczny dla skóry, tworzy na skórze film, który zapobiega utracie wody.

Cyclohexasiloxane - silikon lotny, ułatwia aplikację kosmetyku, nie tworzy warstwy okluzyjnej (filmu).

Dicaprylyl Ether - emolient suchy. Zapobiega utracie wody.

Dimethicone - emolient suchy, poprawia właściwości sensoryczne, ułatwia rozprowadzanie. Niekomegogenny. Tworzy film, który utrudnia ucieczkę wody z naskórka. Nietoksyczny.

Stearic Acid - emulgator, substancja natłuszczająca. Chroni masło przed rozwarstwieniem. Nie powoduje działania drażniącego na skórę.

Cera Alba - wosk pszczeli. Tworzy film na skórze, zapobiegający utracie wody. Pełni funkcję emulgatora.

Phenoxyethanol - substancja konserwująca.

Parfum - substancja zapachowa.

Imidazolidinyl Urea - substancja konserwująca, można go stosować w kosmetykach w ograniczonym stężeniu.

Xsanthan Gum - zagęstnik, zwiększa lepkość preparatu.

Cetyl Hydroxyethylcellulose - wpływa na konsystencję kosmetyku, powoduje wzrost lepkości.

Ethylparaben - konserwant. Dozwolony do stosowania w ograniczonych stężeniach. Komisja Europejska dowodzi, że jest bezpieczny w stosowaniu.

Dimethicone / Dimethicone Vinyl Crosspolymerelastomer silikonowy, poprawia własności sensoryczne preparatu, dając odczucia suchego, jedwabistego filmu na skórze. Absorbuje sebum, wygładza i matuje. Dodatkowo optycznie wygładza drobne zmarszczki.

Disodium EDTA - sekwestrant. O samym Disodium EDTA dowiedziałam się tyle, że to raczej nic ciekawego. Jest stosowany jako stabilizator, zapobiega zmianie zapachu i barwy kosmetyków. Wiąże metale ciężkie, które mogły powstać podczas produkcji. Pełni funkcje antyoksydacyjne i konserwujące. Wiele organizacji pro-naturalnych uznaje ten związek za niebezpieczny i kancerogenny, a zwolennicy twierdzą, że skoro nie został wycofany, to jest bezpieczny dla skóry. Badania dowodzą, że stężenie składnika w kosmetykach jest zbyt niskie, by zaszkodzić skórze, ale... przemyślenia pozostawiam Wam.

Methylparaben - konserwant.

Hexyl Cinnamal - składnik kompozycji zapachowej.

Lecithin - lecytyna, poprawia nawilżenie skóry. Pełni rolę emulgatora umożliwiającego powstawanie emulsji.

Limonene - składnik kompozycji zapachowej.

Coumarin - składnik kompozycji zapachowej.

Sodium Hydroxide - wodorotlenek sodu, regulator pH.

Tocopherol - witamina E, antyoksydant, hamuje procesy starzenia, wzmacnia barierę naskórka, hamuje tranepidermalną utratę wody, zapobiega podrażnieniom i powstawaniu stanów zapalnych, wzmacnia naczynia krwionośne i polepsza ukrwienie.

Ascorbyl Palmitate - przeciwutleniacz, likwiduje wolne rodniki, działa na powierzchni skóry. Stymuluje podziały komórkowe. Wyrównuje koloryt skóry, stymuluje syntezę kolagenu. Działa przeciwzapalnie.

Citric Acid - usuwa przebarwienia, rozjaśnia skórę. Pełni rolę sekwestranta, czyli substancji, która kompeksuje jony metali, dzięki czemu zwiększa trwałość kosmetyku oraz jego stabilność. Regulator pH.

Co myślicie o tym składzie? Poproszę o głos dziewczyny, które się na tym znają :). Na mój rzut oka masełko zawiera masło Shea, olej ze słodkich migdałów, wosk pszczeli, witaminę E oraz związki witaminy C, które są jak najbardziej dobre dla nas, poza tym znajdują się emulgatory i stabilizatory, bez których masło by nie powstało, chodzi mi o konsystencję. No i są też niestety konserwanty i to nawet jest ich trzy. Wizja konserwantów w kosmetyku nie bardzo łączy mi się z naturalnością! Co Wy o tym myślicie?


Masełko znajduje się w brązowym opakowaniu i jest dokładnie zabezpieczone sreberkiem. Lubię takie opakowania ze względu na łatwość aplikacji. Samego masła jest 125 ml, co jest dosyć małą pojemnością. Nad "specyfikacją" nie będę się rozwodzić za wiele, bo każda z Was widzi wszystko na zdjęciu. Chcę się skupić na działaniu.


O ile za kosmetykami szaleję i lubię się otaczać nimi oraz mieć kosmetyk praktycznie do wszystkiego, to na pewno nie mogę powiedzieć, że zafiksowałam się na punkcie kosmetyków naturalnych. Chodzi mi o to, że jest mi to obojętne, czy kosmetyk jest eko czy też nie - musi spełniać swoją rolę. Na pewno jest to spowodowane także tym, że moja skóra nie jest wrażliwa i chyba nigdy żaden kosmetyk mnie nie uczulił, obojętnie co bym na siebie nałożyła.

Po otwarciu masła obezwładnił mnie zapach. Tak, to dobre słowo, bo masło pachnie naprawdę bardzo intensywnie i jest perfumowane. Długo się zastanawiałam, jak mogłabym Wam opisać zapach i nic mądrego nie przychodzi mi do głowy. Jest to zapach otulający i relaksujący. Na opakowaniu jest napisane "Karite d'Africa" i jakby się zastanowić to Afryka pasuje i do tego zapachu ;).

Konsystencja masła jest naprawdę twarda, gęsta i treściwa. O jak ja uwielbiam takie konsystencje! Typowa dla masła (chociaż widziałam "masła" o konsystencji balsamu, ale nie lubię takich). Pomimo gęstego kosmetyku nie ma absolutnie żadnego problemu z rozsmarowaniem go na skórze. I tutaj muszę wspomnieć o tym, że pierwszy raz spotkałam się z tym, żeby masło wchłaniało się ekspresowo! Naprawdę, smaruję nogi, ręce, dekolt i co tylko chcę, następnie na przykład myję twarz albo zęby i bum, masełko jest wchłonięte i nie pozostawia żadnego tłustego filmu. Bez obaw można się ubrać bez ryzyka tłustych plam na materiale.

W moim odczuciu masło jest mało wydajne. Pierwszy raz udało mi się wykończyć całe masło w miesiąc. Co prawda stosowałam go dwa razy dziennie, ale i tak uważam, że jest mniej wydajne. Myślę, że jest to sprawka dosyć małej pojemności, ale też tego, że jak wspomniałam masło idealnie się wchłania, więc często stosowałam go sporo.

Uwielbiam smarować się nim przed snem. Naprawdę ze względu na zapach przyjemnie się zasypiało. Pewnie jesteście ciekawe jak z efektami? Po nałożeniu skóra jest odczuwalnie nawilżona, nawet pomimo tego, że wchłania się tak szybko. Dodatkowo skóra jest miękka i przyjemnie gładka. Aczkolwiek jeśli ktoś ma bardzo suchą skórę, która wymaga mocnego nawilżenia - tym masłem nie zaspokoi potrzeb skóry. Jest to masło do codziennej pielęgnacji skóry normalnej, ewentualnie lekko suchej. Moim zdaniem o wiele lepiej sprawdzi się wiosną i latem, niż zimą. Masło do tego stopnia jest lekkie, że fajnie się sprawdza jako krem do rąk. Raz nawet pokusiłam się o nałożenie go na twarz, bo miałam katar i przesuszoną skórę pod noskiem ;). Dobrze, że zrobiłam to raz, bo mogłabym mieć wysyp zaskórników :P. Jeśli chodzi o ciało, to masło nie podrażniło mnie, ani nie uczuliło, ale jak wspomniałam - mnie nic nie uczula :). Ja z masełkiem się polubiłam, choć mogłoby być bardziej wydajne.


Znacie markę Bottega Verde? Koniecznie dajcie mi znać, jeśli nasuną się Wam przemyślenia odnośnie składu :).

środa, 12 lutego 2014

Ulubieńcy stycznia, kolorówka + pielęgnacja

Cześć!

Tego typu postów na moim blogu jeszcze nie było, jednak z nowym rokiem, wprowadzam także nowości :). Co prawda mamy prawie połowę lutego, no ale... ulubieńcy będą ze stycznia. Nie mówię, że ulubieńcy będą pojawiać się co miesiąc, bo często jestem wierna kosmetykom, który używam. Może będą to posty kwartalne, zobaczymy, jak to mówią - wszystko wyjdzie w praniu.


W debiutanckich ulubieńcach mam kilka produktów pielęgnacyjnych, kilka z kolorówki i pędzle. Niewiele, ale sięgam po nie bardzo chętnie. Przejdźmy do szczegółów, pielęgnacja na pierwszy ogień!


Piankę do mycia twarzy marki Bottega Verde otrzymałam do przetestowania. Znalazła się w ulubieńcach, ponieważ bardzo ładnie myje twarz i ślicznie pachnie. Plusem jest jej konsystencja, ale o tym na pewno dowiecie się osobnym poście.

Mimo, że do 25 lat jeszcze mi daleko, postanowiłam zaopatrzyć się w chwalony krem nawilżająco matujący z Ziaji. Generalnie bardzo lubię tę markę i na tym produkcie absolutnie się nie zawiodłam. Wręcz pozytywnie mnie zaskoczył, ale na jego temat też spodziewajcie się osobnego postu!


Ostatnio w ogóle nie maluję paznokci. Tak, stało się! Chyba dlatego, że mam zmywacz na wykończeniu, a preferuję tylko ten z Isany, a do Rossmanna ostatnio mi nie po drodze. W związku z tym odgrzebałam serum z wapniem i witaminą C od Lovely. Mam je kilka miesięcy i teraz wróciłam do systematycznego nakładania serum. Paznokcie obcięłam na zero i zdarza się, że nakładam serum kilka razy dziennie. Co zaobserwowałam? Paznokcie odrastają i żaden się nie rozdwaja! Świetny efekt, zwłaszcza, że ostatnio moje pazurki przechodziły gorsze chwile. Sporym ułatwieniem jest to, że preparat szybko się wchłania, a tego nie dawało mi olejowanie paznokci.


O uwielbianej paletce SleekaUltra Matte Darks pisałam TUTAJ. Myślę, że to mój ulubieniec nie tylko stycznia ;).

W świątecznym Paese Box znalazłam tę oto szminkę z serii Sexapil nr 12. Niby niepozorna, ale uwiódł mnie jej zapach! Jest bardzo intensywny jak na szminkę i pachnie... arbuzami. Poza tym daje perłowy, lekko transparentny efekt na ustach. No i nadaje się do noszenia nawet w mrozy, bo utrzymuje nawilżenie ust!Na pewno Wam ją bliżej pokażę.


Pędzle Hakuro używam od początku stycznia i razem z nimi odkryłam nową jakość makijażu. Mój puchacz H74 świetnie rozciera cienie, H76 świetnie nadaje się do precyzyjnych robótek, a pędzel do pudru H55 daje przemiłe uczucie podczas nakładania kosmetyku na twarz :)! Na pewno zaopatrzę się w jeszcze inne pędzle Hakuro.

To już tyle. Znacie i lubicie któreś z pokazanych przeze mnie kosmetyków?

czwartek, 23 stycznia 2014

Nowa współpraca: Betterware - Bottega Verde

Cześć!

Jakoś na samym początku roku napisała do mnie Pani Agnieszka z propozycją współpracy. Pani Agnieszka jest przedstawicielką firmy Betterware, która ma wyłączność na sprzedaż kosmetyków Bottega Verde. Zaproponowała mi przetestowanie kosmetyków tej włoskiej marki. Przyznam, że nazwa wpadła mi w ucho po raz pierwszy, a że czuję sentyment do Włoch, po wymianie kilku maili i ustaleni szczegółów - zgodziłam się. Słyszałyście kiedyś o tej marce? Jeśli nie, tak samo jak ja, poniżej kilka informacji:

Betterware Polska to jedyna firma w naszym kraju, która ma w sprzedaży kosmetyki włoskiej marki Bottega Verde. Punktem wyjścia dla każdej formuły produktów Bottega Verde jest harmonia i równowaga z naturą oraz wellness dlatego w kosmetykach BV znajdziemy ponad 300 aktywnych składników naturalnych. W swojej ofercie Bottega Verde posiada kosmetyki kolorowe do makijażu, pielęgnacyjne do twarzy, ciała, włosów i paznokci oraz zapachy. 
Dzisiaj Bottega Verde może pochwalić się ponad 6 milionami zadowolonych klientek oraz pozycją numer 1 we Włoszech w produkcji i sprzedaży kosmetyków z naturalnych, aktywnych składników.

A oto, co przyszło wczoraj w paczce:


>> Masło do ciała Karite z Afryki
>> Pianka oczyszczająca z ekstraktem z ogórka
>> Kredka do oczu w kolorze intensywnej czerni
>> 2 próbki kremu do rąk z czarną wanilią
>> Katalog firmy Batterware


Chociaż przesyłka dotarła przedwczoraj, to dopiero wczoraj odpakowałam swoją paczuszkę z racji tego, że wróciłam do Zabrza. Oczywiście wszystko dokładnie obwąchałam ;). Masło pachnie przepięknie, otulająco i jakoś tak... relaksująco. Z przyjemnością posmaruję się nim po kąpieli, na pierwszy rzut "nosa" pachnie bardzo intensywnie, więc przyjemnie będzie mi się zasypiało. Pianka do mycia twarzy pachnie równie świeżo, delikatnie i ładnie. Kredka jest bardzo mięciutka.

Katalog jest jakby podwójny, tzn. z jednej strony znajduje się część kosmetyczna, a z drugiej strony, po odwróceniu znajduje się część z akcesoriami dla domu i środkami czystości. Zauważyłam ciekawe akcesoria do kuchni! No bo już wiecie, że jestem gadżeciarą :). Oprócz tego, w części kosmetycznej znajduje się wiele kosmetyków pielęgnacyjnych i kolorowych.

Jestem bardzo ciekawa właściwości kosmetyków, dlatego z przyjemnością przystępuję do testów! Spodziewajcie się recenzji, kiedy dokładnie zapoznam się z kosmetykami!