Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 października 2015

Rzęsy aż do nieba z odżywką Bodetko Lash?

Cześć dziewczyny!

Która z nas nie marzy, by mieć rzęsy aż do nieba, które sprawią, że spojrzenie będzie niezwykle zalotne? Pewnie każda! Niestety często się zdarza, że natura nie obdarza nas tak pięknymi firankami, jakbyśmy chciały. Tutaj z pomocą przychodzą nam różnego rodzaju odżywki do rzęs. Miałam okazję przetestować odżywkę Bodetko Lash. Jeśli jesteście ciekawe, jaka jest moja opinia, zapraszam na recenzję.


Muszę przyznać, że w użytkowaniu tej odżywki byłam bardzo systematyczna. Zaczęłam ją stosować 22 maja i stosuję ją do dziś, zostało mi jeszcze troszeczkę. Nakładam ją codziennie, w ciągu tych niemal 4 i pół miesiąca stosowania zdarzyły się może ze 3 dni, kiedy jej nie zaaplikowałam. Przede wszystkim byłam bardzo ciekawa efektów, ponieważ odżywka jest luksusowa, no i przyznajmy szczerze - nie taka tania.

Odżywka jest umieszczona w czarno złotym kartoniku. Minimalny wygląd i dobór kolorów faktycznie sprawia wrażenie, że w ręku trzymamy coś luksusowego. Mamy do wyboru dwie pojemności odżywki - 1,5 ml i 3 ml, z czego ja używam tej większej. 

Samo opakowanie przypomina eyeliner. Odżywkę aplikuje się za pomocą pędzelka i ta forma na pewno sprawdza się najlepiej. Płyn jest bezbarwny i dość rzadki, nie wyczułam żadnego zapachu. Co ważne, stosowanie odżywki nie wywołało u mnie żadnego podrażnienia oczu. Nie odczuwałam pieczenia, łzawienia, ani nic w tym stylu, choć zdarzało się, że wjechałam pędzelkiem do oka. Odżywkę nakładałam codziennie wzdłuż linii rzęs.



Teraz najważniejsze, czyli efekty! Początkowo pierwszym zauważalnym przeze mnie efektem było wyraźne przyciemnienie rzęs. Stały się bardziej wyraziste, jakby po hennie. Widziałam efekty już po miesiącu, jeśli chodzi o długość rzęs. Moim punktem odniesienia było załamanie powieki, obecnie widzę wyraźnie, że rzęski sięgają ponad załamanie! 

Muszę też zaznaczyć, że odżywka nie wpłynęła na wypadanie rzęs. Przy każdym demakijażu widziałam na waciku 3-4 rzęsy, czyli tak, jak było u mnie w standardzie. Mimo tego, rzęsy wyraźnie się zagęściły. 


Na powyższym zdjęciu wyraźnie widać, że efekt jest naprawdę widoczny. Przyznam szczerze, że dopiero po zestawieniu tych zdjęć pomyślałam sobie "wow, ale różnica!".

W ten weekend odwiedziłam moją mamę. Wczoraj rano, kiedy byłam bez makijażu, zapytała mnie, czy jakoś przedłużałam lub zagęszczałam rzęsy. I to chyba jest najlepsza rekomendacja :).


Tutaj macie jeszcze dwa, skrajne efekty. Ja jestem pod wrażeniem, a Wy? Na drugim zdjęciu rzęsy są przyprószone pudrem, nie zauważyłam tego wcześniej :).


Cena: 149 zł
Dostępność: sklep internetowy Bodetko Lash

środa, 23 września 2015

Zabieg eksfoliacji kwasem glikolowym Bielenda Professional

Cześć dziewczyny!

Mamy dzisiaj pierwszy dzień jesieni, choć na dworze jest całkiem przyjemna pogoda. Kilka dni temu na facebooku pisałam Wam o tym, że zamierzam przeprowadzić na sobie serię zabiegów z użyciem kwasu glikolowego. Tego typu zabiegi przeprowadza się wyłącznie jesienią/wczesną wiosną, więc dzisiejsza data wyjątkowo pasuje na tego typu notkę :).

Moja cera jest mieszana, w kierunku tłustej. Ostatnimi czasy zupełnie nad nią nie panuję. Mam wysyp zaskórników zamkniętych na linii żuchwy, czole i skroniach. Do zaskórników na skroniach przyczynił się... telefon komórkowy, ponieważ są one z tej strony, gdzie zazwyczaj trzymam telefon podczas rozmowy, dlatego pamiętajcie, żeby codziennie dezynfekować ekran, bo to siedlisko bakterii, które może pogorszyć stan skóry!

Moja cera wygląda źle, a w makijażu wcale nie jest lepiej, bo grudki wystające ponad poziom skóry nie można niczym zamaskować. W tym celu postanowiłam zainwestować w zestaw do eksfoliacji kwasem glikolowym. Chcę zadziałać raz i porządnie, żeby pozbyć się nieproszonych gości i poprawić kondycję cery.

ZABIEG EKSFOLIACJI KWASAMI JEST ZABIEGIEM PROFESJONALNYM, WYKONYWANYM W GABINETACH KOSMETYCZNYCH. NIE WOLNO GO WYKONYWAĆ BEZ ODPOWIEDNIEGO PRZESZKOLENIA!!!
Preparaty do użytku profesjonalnego są mocniejsze w działaniu od tych dostępnych w drogeriach, pamiętajcie o tym! Nieumiejętne stosowanie kosmetyków z kwasami może doprowadzić do dużych podrażnień skóry!


Kwas glikolowy wybrałam, ponieważ jest mocniejszy od kwasu migdałowego. Naturalnie występuje w trzcinie cukrowej i należy do kwasów owocowych AHA - alfahydroksylowych. Można go stosować w różnych stężeniach i to właśnie od stężenia zależy jego działanie (ale od pH również, ale o tym później). W stężeniu do 15% ma działanie nawilżające, ale także powoduje niewidoczne dla oka złuszczanie naskórka. Jeśli chcemy oczyścić skórę, wybieramy stężenie od 20-35%, wyższe stężenia pobudzają już procesy regeneracyjne w skórze właściwej. 

Dla kogo przeznaczony jest zabieg eksfoliacji?

Przede wszystkim dla cer trądzikowych, z zaskórnikami zamkniętymi i otwartymi, dla cery łojotokowej. Kwas dobrze sprawdza się na przebarwienia potrądzikowe, zaburzenia pigmentacji skóry, blizny. Ale to nie wszystko. Użycie kwasu jest odpowiednie dla cer dojrzałych, ponieważ wygładza drobne zmarszczki. Nawilża skórę, więc cera sucha, szara, potrzebująca rewitalizacji również będzie zadowolona. 

Działanie kwasu.

Złuszcza obumarły naskórek, rozluźnia połączenia pomiędzy martwymi komórkami, ułatwia wnikanie składników aktywnych, stymuluje fibroblasty do produkcji kolagenu i elastyny, poprawia nawilżenie, spłyca zmarszczki i płytkie zmiany potrądzikowe, hamuje powstawanie przebarwień, reguluje proces wydzielania sebum, działa oczyszczająco, zwiększa skuteczność stosowanych preparatów pielęgnacyjnych, wyrównuje koloryt skóry.



Wykonanie zabiegu.


KROK 1: 
Przed przystąpieniem do zabiegu należy zabezpieczyć okolice oczu. Ja będę wykonywać ten zabieg sama na sobie, więc ciężko, żebym zakryła oczy płatkiem kosmetycznym, dlatego muszę bardzo uważać. Płatki nosa, kąciki ust, a także wszelkie zmiany na skórze (uszkodzenia naskórka, zmiany barwnikowe, stany zapalne) trzeba zabezpieczyć wazeliną kosmetyczną.
Na około tydzień przed pierwszym użyciem kwasu zaleca się stosowanie żelu przygotowującego. W składzie tego żelu znajduje się kwas laktobionowy, kwas mlekowy i kwas migdałowy. Żel ma za zadanie przygotować cerę do zabiegu z kwasami o wyższym stężeniu. Dodatkowo żel głęboko oczyszcza twarz. Preparat należy rozprowadzać na twarzy kolistymi ruchami przez 2-4 minuty, a następnie zmyć wodą, a twarz osuszyć. 


KROK 2:
Kolejna czynność to już właściwe złuszczanie kwasem glikolowym. Nakłada się go pędzelkiem wachlarzowym na suchą skórę. Najlepiej jest podzielić twarz na strefy, ponieważ wtedy łatwiej kontrolować czas. Dlatego też najpierw nakładam kwas na czoło, zmywam, następnie na jedną stronę twarzy - zmywam, na drugą stronę twarzy - zmywam. Należy cały czas obserwować twarz, jeśli pojawią się przekrwienia, pieczenie, mrowienie wtedy trzeba zneutralizować kwas natychmiast. Początkowo będę trzymać kwas przez 4 minuty, a z każdym zabiegiem będę zwiększać czas, ale tak, żeby nie przekroczyć 10 minut. Mój kwas jest 20% i ma pH 1,6. Wyżej wspominałam, że działanie kwasu zależy nie tylko od stężenia, ale od pH - im niższe pH kwasu, tym jego działanie jest mocniejsze! 


KROK 3:
Aplikacja neutralizatora. Ten preparat natychmiast zatrzymuje działanie kwasu. Bardzo szybko znosi pieczenie czy też świąd skóry. Ma za zadanie ukoić cerę. Aplikuje się go na kwas, po czym zmywa chłodną wodą (ważne, żeby to była chłodna woda, żeby dodatkowo nie podrażniać cery, która jest już podrażniona działaniem kwasu).


KROK 4:
Na samym końcu należy położyć na twarz maskę, która ma za zadanie zregenerować, wyciszyć i ukoić skórę. Ja kupiłam maskę algową, jednak po zabiegu eksfoliacji należy zastosować maskę kremową. Po zastosowaniu kwasów nie nadają się do nałożenia maski okluzyjne (taką jest algowa), ponieważ znoszą działanie kwasów na skórę. Algi bardzo lubię i będę je stosować pomiędzy zabiegami, żeby odżywić, nawilżyć i ujędrnić cerę.

Z czym walczę?

Uwaga, zdjęcia nie dla osób wrażliwych :P.


Jak widzicie, wygląda to mało ciekawie. W sumie aż nie spodziewałam się, że aż tak źle. Na zdjęciach zawsze wygląda gorzej. Zamierzam zrobić serię około 10 zabiegów. Pomiędzy kolejnymi zabiegami musi być około 10 dni przerwy. Na pewno zdam Wam relację z efektów :).

Jeśli zaciekawiłam Was zabiegiem z kwasem glikolowym, zachęcam Was do odwiedzenia profesjonalistki. Będziecie miały pewność, że wszystko pójdzie dobrze i okaże się, jak Wasza skóra reaguje na kwasy. Tak jak pisałam wyżej - trzeba być przeszkolonym, żeby robić to samemu. 

Cena: ja za cały zestaw zapłaciłam około 200 zł (żel przygotowujący, kwas, neutralizator, maska algowa). Do tego zamówiłam sobie krem seboregulujący o działaniu nawilżającym. Kupiłam także zestaw do rozrabiania alg (potrzebna jest miseczka silikonowa, szpatułka i miarka) oraz specjalny wachlarzowy pędzel do nakładania kwasu.

sobota, 30 maja 2015

Dermedic, Normacne Preventi, matujący krem na dzień

Cześć dziewczyny!

Niedawno pisałam Wam o serum na rozszerzone pory, dzisiaj przyszedł czas, bym naskrobała kilka słów o kremie matującym na dzień marki Dermedic. Jesteście ciekawe, jak się sprawdził? Zapraszam do recenzji.




Po raz pierwszy mam krem z pompką air less i już pokochałam ten typ pakowania kosmetyku. Jest bardzo praktyczny, a przede wszystkim higieniczny! To zdecydowanie najważniejsza cecha przemawiająca za tego typu opakowaniem. 

Jest to krem hipoalergiczny i niekomadogenny. Producent obiecuje zmatowienie skóry na długie godziny oraz zmniejszenie wydzielania sebum po 3 tygodniach.

Dla mnie przede wszystkim jest to krem świetnie nawilżający. To pierwsza cecha, którą zauważyłam po zastosowaniu tego kremu. Faktycznie skóra jest miękka i efekt ten się utrzymuje. To zdecydowany plus, bo zazwyczaj tego typu kremy przeznaczone do cery trądzikowej działają ściągająco i przesuszająco. Co idzie za tą cechą, to słabszy efekt matowienia. Miałam kremy, po których skóra była całkowicie matowa i się nie błyszczała, także mam porównanie. Po tym kremie cera jest jakby satynowa. Nie twierdzę, że skóra się błyszczy! Określiłabym to jako zdrowy blask, ale na pewno nie jest to pełny mat. 
Krem dobrze współgra z podkładem. Cera po aplikacji wszystkiego, czyli kremu, podkładu i pudru wygląda bardzo dobrze, jestem naprawdę zadowolona z efektu. Natomiast nie mogę powiedzieć, że ten krem spowodował zmniejszenie wydzielania się sebum, bo w zasadzie nie widzę zmian.

Kilka dni temu pisałam o serum z Dermedic, który spowodował małą masakrę na mojej twarzy. Początkowo oba kosmetyki stosowałam jednocześnie, ale jestem pewna, że to nie ten krem zadziałał niekorzystnie na moją cerę. Po odstawieniu serum więcej niespodzianek się nie pojawiało, a krem stosowałam dalej, także spokojnie mogę stwierdzić, że ten kosmetyk jest bezpieczny dla mojej cery.



Krem ma dosyć lekką konsystencję, łatwo się rozsmarowuje i dobrze wchłania. Skóra po nim jest przyjemnie miękka i cudownie nawilżona. Zgodzę się z tym, że krem regeneruje skórę. 
Producent określa ten krem jako idealny dla cery trądzikowej oraz tłustej i mieszanej. Co ciekawe dla mnie jest to przede wszystkim krem dobrze nawilżający buzię i osoby z cerą suchą, czy bez trądziku również byłyby zadowolone. Można powiedzieć, że odnalazłam w tym kremie właściwości, o których właściwie producent nie wspomina ;).

Znacie ten krem i całą serię Normacne? Jakie są Wasze odczucia :)?

czwartek, 14 maja 2015

Serum na rozszerzone pory z Dermedic

Cześć dziewczyny :)!

Moja cera, która jest mieszana lubi sprawiać mi czasem niespodzianki, dlatego chętnie stosuję kosmetyki, jeśli widzę, że w składzie są składniki dla niej odpowiednie. 
Od jakiegoś czasu stosuję kosmetyki marki Dermedic z serii Normacne, która właśnie jest odpowiednia do moich potrzeb. Jestem bardzo zadowolona z tych kosmetyków. Postanowiłam wypróbować także serum na rozszerzone pory. Jesteście ciekawe, jak się sprawdziło? 



Co prawda pory na mojej twarzy nie są aż tak bardzo rozszerzone, jednak kosmetyk poza tym, że ma je zmniejszać, to dodatkowo ma zmniejszyć wydzielanie sebum, działać rozjaśniająco i usuwać martwe komórki naskórka. Producent obiecuje również, że drobne nierówności będą wygładzone i że preparat ma działanie antyseptyczne i niekomedogenne, czyli niezatykające porów. Zerknijmy na skład:



Serum znajduje się w szklanej buteleczce z zakraplaczem. Bardzo lubię tę formę dozowania produktów, ponieważ jest dosyć higieniczna. Ma postać lekko żelową. Rozprowadzenie na skórze nie sprawia trudności, a sam kosmetyk wchłania się bardzo szybko. 

Z niecierpliwością czekałam na efekty. I się doczekałam, a jakże!


Niestety, nie były to efekty o jakich marzyłam... Na początku nie byłam pewna, co jest przyczyną pogorszenia się stanu mojej skóry, ponieważ równocześnie z serum, stosowałam matujący krem na dzień z tej samej serii. Zaskórniki zaczęły wyskakiwać jeden po drugim, a skóra pomiędzy brwiami i czoło wyglądało naprawdę źle. Szybko jednak doszłam do wniosku, że to właśnie to serum, które miało tak wspaniale zadziałać, spowodowało odwrotny skutek. Zaobserwowałam, że zmiany na skórze pojawiają się w tych miejscach, gdzie nakładam serum, czyli w strefie T. Upewniło mnie to, że jak odstawiłam serum, to część twarzy wróciła do normy, jednak z zaskórnikami na czole borykam się do teraz. 
Nie mam pojęcia, dlaczego niekomedogenny kosmetyk tak na mnie zadziałał. Być może po porostu mi nie pasuje, ale jest też możliwość, że może skóra się po prostu zaczęła oczyszczać i jest to stan przejściowy? Póki co odstawiłam ten kosmetyk, jednak gdy stan mojej cery jeszcze trochę się poprawi, zamierzam wrócić do używania tego serum i na pewno dam Wam znać, czy było to oczyszczanie, czy jednak zdecydowanie nie jest to kosmetyk dla mnie. 
Wspomnę jeszcze o tym, że serum na pewno nie zmniejszyło wydzielania sebum, moja twarz w makijażu bardzo szybko zaczyna się błyszczeć. Zauważyłam również, że serum nawilża skórę i zmniejsza wyraźnie nieprzyjemne uczucie ściągnięcia skóry po umyciu jej żelem do mycia twarzy. 
Pomimo tego w swojej podstawowej roli się nie sprawdził na dzień dzisiejszy.

niedziela, 29 marca 2015

Elfa Pharm, Vis Plantis - olejki do twarzy, ciała i włosów

Cześć dziewczyny :)

Jeszcze nie tak dawno nie byłam kompletnie przekonana do stosowania olejów w codziennej pielęgnacji. Myślałam, że używanie ich na ciało, a co dopiero na twarz musi być wysoce niekomfortowe, no bo przecież jak mam cokolwiek włożyć na siebie, kiedy ociekam tłuszczem? 
Później miałam okazję używać kilka rodzajów olejów, głównie do włosów i na ciało i moje nastawienie się nieco zmieniło. Tym bardziej ucieszyłam się, że mogę wypróbować działanie nowej serii Vis Plantis marki Elfa Pharm. W skład serii wchodzą trzy olejki: do włosów, do ciała i do twarzy. Jesteście ciekawe, jak się potoczyła moja olejowa przygoda?


Cała seria olejków znajduje się w kartonowych pudełkach. Każda buteleczka ma pojemność 30 ml. Szata graficzna jest czytelna i dość przyjemna dla oka, natomiast sama butelka jest bardzo prosta oznaczona tylko najważniejszymi informacjami dotyczącymi przeznaczenia. Butelki są zamykane zamknięciem (masło maślane, wiecie o co mi chodzi ;)) typu press. Dosyć wygodna forma jednak ze względu na to, że to jest olej, to w każdym przypadku kończyło się to wylewaniem z butelki resztek, albo "pluciem" olejkiem przy otwieraniu :). 





OLEJEK RÓŻANY do twarzy szyi i dekoltu

Olejek różany z nasion królowej kwiatów, symbolu miłości, siły i piękna, przeciwdziała starzeniu się skóry. Bogaty w niezbędne kwasy tłuszczowe (kwas linolowy, linolenowy) i witaminy sprzyja regeneracji skóry i odżywia ją. Wygładza zmarszczki i zapobiega powstawaniu nowych. Łagodzi blizny i przebarwienia. Nawilża, odświeża, poprawia elastyczność i jędrność skóry.
Skład:
Macadamia Ternifolia Seed Oil, Rosa Moschata Seed Oil, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid,Citronellol, Geraniol 

Zacznę od olejku, który przypadł mi najbardziej do gustu. To właśnie olejku do twarzy byłam najbardziej ciekawa, bo nigdy wcześniej nie nakładałam oleju na twarz. Przyznam, że miałam obawy dotyczące wysypu zaskórników. Od razu mówię - nie miałam czego się obawiać, a moja skóra bardzo polubiła się z tą formą pielęgnacji. Olejek zawiera niemal 90% olejku macadamia i 10% olejku różanego. Skład jest bardzo krótki i jest to niewątpliwa zaleta produktu. Olejek świetnie nawilża skórę. Stosuję go każdy dzień na noc w celu dogłębnego nawilżenia i odżywienia skóry. Pod makijaż wolę nie ryzykować z moją mieszaną cerą. Podczas nakładania czuję wręcz ulgę, ponieważ po zastosowaniu żelu antybakteryjnego moja skóra jest mocno ściągnięta. Olejek wchłania się bardzo szybko i to praktycznie do matu. Skóra pozostaje miękka i elastyczna. Nie pojawiły się żadne niedoskonałości po stosowaniu olejku. Co prawda ani zmarszczek ani przebarwień nie mam, więc nie mogę się wypowiedzieć w kwestii działania przeciwstarzeniowego. Uważam, że jego wydajność jest jak najbardziej w porządku i opakowanie 30 ml jest jak najbardziej trafione, bo po miesiącu stosowania codziennie wieczorem ubyło mi tylko 1/3 buteleczki. Przewiduję, że wystarczy mi go jeszcze na 2-3 miesiące, może nawet więcej. Pachnie różami, jednak zapach jest bardzo delikatny i ulatnia się na skórze.



OLEJEK MACADAMIA do ciała

Lekki, nietłusty, egzotyczny olej z Australii odżywia, regeneruje, wygładza i zmiękcza. Pomaga nawilżyć suchą skórę. Działa przeciwstarzeniowo i ujędrniająco dzięki wysokiej zawartości kwasu oleopalmitynowego (omega 7), który jest głównym składnikiem młodej skóry. Nie daje uczucia tłustości, jest wydajny i dobrze się wchłania. Jest świetnie tolerowany przez skórę. Bogaty w antyutleniacze skutecznie neutralizuje wolne rodniki co przedłuża młodość skóry. Poprawia jej wygląd i stan. Łagodzi podrażnienia posłoneczne i drobne zmiany.

Skład:
Macadamia Ternifolia Seed Oil, Parfum, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal. Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool


Kolejny olejek, który się sprawdził, ale z jednym zastrzeżeniem. Kto to widział olej do ciała o pojemności 30 ml?! Ja i tak oszczędnie go stosowałam, bo tylko na łydki i ręce i skończył się po 1,5 tygodnia, ale jeśli ktoś chciałby się cały wysmarować, to po kilku dniach może wyrzucić pustą butelkę do kosza na śmieci. Moim zdaniem 100 ml, byłoby optymalną pojemnością.
Co do działania, to tak jak poprzednik wchłania się natychmiast. Nie tłuści ubrań. Zostawia otulający, ale nietłusty film na skórze, ale zupełnie inny, niżby zostawiła parafina. Daje uczucie dobrze nawilżonej i gładkiej skóry. Bardzo polubiłam ten efekt. Nawilżenie utrzymuje się cały dzień, a że nauczyłam się ostatnio regularności w balsamowaniu, to po kąpieli moja skóra woła"pić". Olejek pachnie bardzo delikatnie i przyjemnie. Szkoda, że zapach nie utrzymuje się dłużej na skórze. 99% tego olejku to czysty olej macadamia, więc wierzę w jego zbawienne właściwości na skórę, szczególnie, że widzę, jak ją odżywia, nawilża i wygładza.


OLEJEK ARGANOWY do włosów

Płynne złoto Maroka, olejek arganowy z drzewa życia łatwo się wchłania, odżywia skórę głowy i cebulki włosowe. Zmniejsza łojotok, działa przeciwzapalnie, przeciwłupieżowo, łagodzi podrażnienia. Wysoka zawartość kwasów omega-3 i omega-9 pozwala odbudować strukturę włosów, wzmacnia je i chroni. Bogactwo tokoferoli, polifenoli, fitosteroli i saponin sprzyja neutralizacji wolnych rodników. Nawilża, przywraca blask, wygładza, ułatwia czesanie i stylizację. Nadaje miękkość i elastyczność i chroni włosy przed puszeniem. Włosy stają się zdrowe i pełne życia.

Skład:
Argania Spinosa Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Parfum, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid

Olejek o zdecydowanie najmocniejszym zapachu. A pachnie naprawdę pięknie. Tak jak w przypadku poprzednika, jego pojemność nie jest strzałem w dziesiątkę. 30 ml wystarczyło mi na 6 razy. Mam gęste i długie włosy, więc w sumie i tak dziw, że aż na sześć razy wystarczył. Moje włosy generalnie nie lubią olejów. Tzn. nic się z nimi nie dzieje. Nie odnotowałam nigdy żadnego pozytywnego wpływu na włosy. Może za szybko się poddawałam, jednak w tym przypadku też nie miałam okazji przekonać się o długofalowych skutkach ze względu na małą pojemność. Olejek nakładałam na 20 minut przed myciem włosów. Bez problemu się spłukuje. Moje naturalnie sztywne włosy nie zostały niestety zmiękczone. Natomiast, kiedy nałożyłam go na suche końcówki, to ogarnął puszenie się moich włosów i nie przetłuścił ich przedwcześnie, więc dla mnie jest do przyjęcia tylko w formie serum na suche włosy. Olejek zawiera praktycznie 50% oleju arganowego i 50% oleju macadamia. 


Jeśli ktoś lubi oleje, to koniecznie musi spróbować. Szczególnie polecam olejek do twarzy i do ciała. Dobrze by było, gdyby producent wypuścił większą pojemność olejków. Za niską cenę ok. 9-12 zł dostajemy dobre jakościowo produkty!


Wpis powstał dzięki przynależności do Klubu Elfa Pharm, co nie miało wpływu na moją opinię
o produktach.


Poznałyście już serię Vis Plantis? Używacie olejów w codziennej pielęgnacji?

środa, 11 marca 2015

Dermedic, Normacne Preventi, regulujący tonik antybakteryjny do skóry tłustej i mieszanej

Cześć dziewczyny :)!

Chcę podzielić się z Wami moją opinią na temat toniku Dermedic z serii Normacne. To już kolejny z kosmetyków tej linii, który miałam okazję stosować. Tonik jest przeznaczony do skóry tłustej i mieszanej ze skłonnością do trądziku. Zawiera substancje aktywne takie, jak kwas salicylowy oraz wyciąg z brzozy. Jeśli jesteście ciekawi, czy jestem równie zadowolona, jak z poprzednich kosmetyków Dermedic, zapraszam do recenzji.


Na początku chciałabym Wam opowiedzieć o tym, po co w ogóle używać toniku? Na pewno nie raz słyszałyście, że podstawą pielęgnacji jest mycie i tonizowanie skóry, ale czy zastanawiałyście się kiedyś, co daje tonizacja twarzy? Naszą skórę pokrywa warstwa lipidów o ochronnym działaniu, której pH wynosi około 5,0 - 5,5. Kiedy skóra ma kontakt z wodą i środkami myjącymi, jej pH zmienia się na zasadowe. Tonik ma za zadanie przywrócenie naturalnego pH skóry. Kwaśne pH jest o tyle ważne, że tworzy pierwszą linię obrony przed groźnymi dla nas patogenami. Inaczej mówiąc drobnoustroje giną w kwaśnym środowisku. Uważam, że to najważniejsza funkcja toniku. Dodatkowo oczywiście tonik usuwa zewnętrzne zanieczyszczenia czy resztki kosmetyków myjących lub makijażu. Często toniki zawierają substancje aktywne, które dobroczynnie wpływają na naszą skórę. W przypadku toniku marki Dermedic są to kwas salicylowy oraz wyciąg z brzozy. Ten pierwszy należy do betahydroksykwasów, a ich zadaniem jest delikatne złuszczanie skóry, czyli usuwanie zbędnej warstwy rogowej naskórka. Dodatkowo działa antybakteryjnie i przeciwzapalnie, przyspieszając gojenie się podrażnień. Wyciąg z brzozy ma podobne działanie antybakteryjne, odkażające i oczyszczające. Te składniki sprawiają, że tonik z serii Normacne idealnie sprawdza się dla skóry tłustej i mieszanej. 


Tonik znajduje się w białej, plastikowej butelce z zamknięciem na klik, które dla mnie jest bardzo wygodne. Pachnie przyjemnie, tak samo jak inne kosmetyki z tej serii, które używałam. Pojemność 200 ml jest bardzo wydajna w przypadku tego toniku, używam już go koło miesiąca i dosyć dużo pozostało go w butelce. Butelka jest nieprzezroczysta, więc opieram się na wyczuciu ;). 
Tonik nie podrażnia mojej skóry, ma właściwości hypoalergiczne. Używając toniku czuję, się jakbym robiła reset mojej skórze, to pewnie zasługa właściwości antybakteryjnych. Mam po prostu wrażenie, że wszystko co, niepożądane znika z mojej skóry po jej tonizacji :). Czuję, że skóra jest odświeżona i złagodzona, przygotowana do dalszych etapów pielęgnacji. Co do zapobiegania trądzikowi, to zdaję sobie sprawę, że tonik wchodzi w skład całej linii, ale na pewno ma działanie wspomagające. Zauważyłam, że używając kosmetyków linii Normacne moje zaskórniki szybciej znikały. Zazwyczaj mam wysyp podskórnych grudek przed okresem, a w tym miesiącu udało mi się ich szybciej pozbyć. Zaletą jest, że użycie toniku nie powoduje u mnie uczucia ściągnięcia skóry. Nawet więcej, niweluje to uczucie po umyciu twarzy żelem antybakteryjnym, więc tonizacji towarzyszy uczucie ulgi.

Cena: ok. 20 zł / 200 ml

Pisałam o:

czwartek, 5 marca 2015

Dermedic, Normacne Preventi - antybakteryjny żel do mycia

Cześć dziewczyny :)!

Żel do mycia twarzy towarzyszy mi w pielęgnacji każdego dnia. A w zasadzie dwa razy dziennie. Nie wyobrażam sobie pominięcia tego etapu oczyszczania skóry twarzy. Używając żelu mam poczucie, że skóra jest naprawdę oczyszczona i przygotowana do dalszych etapów pielęgnacyjnych.
Przez ostatni czas używam żelu antybakteryjnego do mycia twarzy, przeznaczonego do cery mieszanej i tłustej ze skłonnością do trądziku, czyli dokładnie takiej, jaką posiadam. Czy się sprawdza? Zapraszam do recenzji.


   Skutecznie usuwa wszelkie zanieczyszczenia, nie powodując podrażnień - łagodne środki powierzchniowo czynne delikatnie oczyszczają skórę z zanieczyszczeń i nadmiaru sebum, nie podrażniając i nie naruszając jej naturalnej bariery ochronnej. Preparat pozostawia skórę czystą i odświeżoną.
  Reguluje pracę gruczołów łojowych, zapobiegając tworzeniu nowych zmian trądzikowych - ekstrakt z zielonej herbaty o działaniu antybakteryjnym oraz cynk wspomagają leczenie trądziku, dzięki ochronie przed namnażaniem bakterii (w tym Propionibacterium acnes). Dodatkowo ograniczają wydzielanie sebum i łagodzą podrażnienia po zmianach trądzikowych.
   Ma właściwości antyseptyczne - zastosowany w preparacie naturalny barwnik - chlorofil, który ponadto ma pozytywny wpływ na kondycję skóry, intensywnie ją nawilża, przyspiesza regenerację, koi podrażnienia.
Regularnie stosowany przywraca skórze zdrowy wygląd.
>> Skutecznie oczyszcza z wszelkich zanieczyszczeń
>> Nie pozostawia uczucie ściągnięcia
>> Nie zawiera alkoholu
   Zalecany do: codziennego oczyszczania skóry mieszanej i tłustej ze skłonnością do zmian trądzikowych. Polecany również do mycia pleców.
HYPOALERGICZNY

Żel do mycia twarzy znajduje się w plastikowej butelce z pompką o pojemności 200 ml. Najbardziej lubię takie rozwiązania ze względu na prostotę obsługi. Nie ma nic gorszego rano niż męczenie się z otwieraniem butelki. W tym przypadku jedno naciśnięcie pompki i problem z głowy. Dodać muszę, że pompka działa sprawnie i jedno naciśnięcie dozuje ilość produktu, który wystarcza na umycie całej buzi. Buteleczka jest prosta, minimalistyczna i to mi odpowiada. Wszystkie informacje, które chcę uzyskać o kosmetyku są wyraźnie zaznaczone na butelce. Sam żel ma kolor zielony. Z góry plus więcej za ten kolor, który wprost uwielbiam ^^. Zapach ma taki sam jak płyn micelarny z tej samej serii - przyjemny, dość intensywny, ale nie drażniący, trudny do zidentyfikowania. 


Żel ma świetne właściwości pieniące. To znacznie ułatwia mycie buzi i zwiększa jego wydajność. Należy jednak pamiętać, żeby pianę stworzyć już w dłoniach. Kosmetyk bardzo dobrze radzi sobie ze zmyciem podkładu. Po umyciu twarzy sprawdziłam to za pomocą czystego waciku z płynem micelarnym i nie pojawiły się na nim pozostałości podkładu, co jasno świadczy o tym, że żel wszystko zmywa. 
W składzie znajdują się składniki aktywne takie, jak zielona herbata i cynk, które są typowo przeznaczone właśnie do cery tłustej i mieszanej. Ekstrakt z zielonej herbaty zawiera sporo flawonoidów, które chronią skórę przed wolnymi rodnikami, a więc m.in. przed starzeniem się. Dodatkowo wykazuje działanie ściągające i stymuluje przepływ krwi. Duży plus za formułę antybakteryjną, która jest niezwykle ważna przy takim typie cery, bo przecież nie chcemy, by bakterie powodujące trądzik się namnażały!
Jak wspomniałam, żel dobrze spełnia swoją funkcję - myje, a skóra jest odświeżona i się nie błyszczy. Nie mogę jednak zgodzić się z twierdzeniem producenta, że żel ten nie powoduje uczucia ściągnięcia. Czuję ściągnięcie skóry, co jest dosyć typowym zjawiskiem dla tego typu kosmetyków. Poza tym żel ten zawiera przecież ekstrakt z zielonej herbaty i cynk o działaniu ściągającym, więc wydaje mi się, że to zupełnie naturalne, że takie uczucie występuje. 
Podsumowując - marka Dermedic wprowadziła na rynek dobry żel przeznaczony do cer tłustych i mieszanych. Nie przeszkadza mi uczucie ściągnięcia po jego zastosowaniu, bo zawsze stosuję kremy, które ten efekt niwelują. Ważniejsze jest to, że świetnie oczyszcza i odświeża skórę :).

Dajcie znać, czy znacie ten żel i jak się u Was sprawdził :)

poniedziałek, 23 lutego 2015

Dermedic: Normacne Preventi Płyn Micelarny H2O

Cześć dziewczyny!

Jakiś czas temu otrzymałam do testowania kilka kosmetyków firmy Dermedic. Było to moje pierwsze spotkanie z tą marką, choć ze słyszenia markę znałam. Cieszę się, że mogę sobie wyrobić opinię na temat tych kosmetyków. Przeglądałam stronę Dermedic, próbując wybrać kosmetyki najbardziej dopasowane do mojej cery i w końcu patrzę: kwas salicylowy, ekstrakt z zielonej herbaty, zincidone, chlorofil... To tylko niektóre składniki aktywne serii Normacne, którą postanowiłam przetestować, bo wydaje się być idealna do mojego typu skóry. Dla przypomnienia mam cerę mieszaną, z mocno przetłuszczającą się strefą T, skłonnościami do zaskórników zamkniętych i otwartych.

Na początku przedstawiam Wam płyn micelarny H2O, Normacne Preventi.

Dermedic, Normacne, płyn micelarny H2O, Normacne Preventi, skóra tłusta, mieszanka, woda termalna, gliceryna, rozmaryn, skłonność do trądziku

Od producenta:

Skutecznie usuwa makijaż i wszelkie zanieczyszczenia, nie wysuszając skóry - micele estrów kwasów tłuszczowych "przyciągają" zanieczyszczenia bez potrzeby nadmiernego tarcia wacikiem, pozostawiając skórę czystą i odświeżoną.

Nie wysusza skóry jak inne środki myjące - zastosowana gliceryna przenika do głębszych partii warstwy rogowej naskórka i pozostaje w skórze, wiążąc cząsteczki wody przez około 24 h.

Działa łagodząco dzięki zastosowaniu ekstraktu z rozmarynu ograniczającego również nadmierne przetłuszczanie.

Zalecany do:
codziennego oczyszczania skóry tłustej i mieszanej ze skłonnością do zmian trądzikowych.

HYPOALERGICZNY Z WODĄ TERMALNĄ


O roli demakijażu i tego, jak ważny jest w codziennej pielęgnacji skóry chyba nie muszę przypominać. Nie wyobrażam sobie jak mogłabym położyć się spać w makijażu, a rano dokładać na twarz kolejne warstwy kosmetyków. To istna zbrodnia na skórze! Choć wiem, że są takie "przypadki", które niestety tak postępują, nie mając pojęcia, jak bardzo szkodzą swojej skórze. 
Tym samym płyn do demakijażu oczu oczywiście jest moim must have na łazienkowej półce. 

Płyn micelarny Normacne Preventi znajduje się w plastikowej buteleczce o pojemności 200 ml. Butelka jest przezroczysta, więc na bieżąco można kontrolować, ile płynu jeszcze pozostało. Przyjemnym dla oka efektem jest zastosowanie kolorowej wstawki na tylnej ściance butelki, daje to trójwymiarowy, ciekawy efekt. Bardzo lubię, kiedy opakowania zaprojektowane są w sposób minimalistyczny i estetyczny i tak też jest w tym przypadku. 

Płynu micelarnego używam wyłącznie do demakijażu oczu, choć akurat ten płyn użyłam także do demakijażu twarzy, by sprawdzić, jak poradzi sobie z podkładem.
Muszę powiedzieć, że kosmetyk ten miał przed sobą nie lada zadanie, bowiem używam kosmetyków wodoodpornych, a przynajmniej eyeliner zawsze jest wodoodporny. 

Na samym początku muszę wspomnieć o zapachu. Nie potrafię go określić, ale jest intensywny, co mi się nawet podoba. Jeśli miałabym wyobrazić sobie zapach kosmetyków z serii trądzikowej, to to właśnie byłby ten zapach, jakim pachnie cała seria kosmetyków z serii Normacne. Heh, nie wiem, czy rozumiecie, o co mi chodzi, w każdym razie zapach jest przyjemny :).

Pierwszym dużym plusem jest to, że płyn całkowicie radzi sobie ze zmyciem makijażu, nawet tego wodoodpornego. Zawsze namaczam wacik, przykładam do oka na kilka sekund i zmywam wszystko ruchami w dół (pamiętajcie, że nie jest wskazane tarcie i rozmazywanie makijażu na oku i twarzy!). Wszystko bez problemu schodzi. Jednym wacikiem jestem w stanie zmyć oba oka. Micel zmywa makijaż bardzo dokładnie, do zera. Rano nie budzę się z pandą pod oczami. Po prostu świetnie sprawdza się w swojej roli.

Kolejny plus za to, że płyn w ogóle nie podrażnia oczu! Z tym się jeszcze nie spotkałam, bo zawsze płyn w mniejszym lub większym stopniu szczypał w oczy. Ten jest dla mnie zupełnie neutralny, chyba woda bardziej szczypie. Mam wrażenie, że mogłabym lać tym płynem po gałce ocznej i to nie wywołałoby szczypania. To istotna informacja dla posiadaczek cery wrażliwej. 

Na koniec kilka słów o zmywaniu podkładu, pudru, różu i bronzera. Chyba zaskoczeniem nie będzie, jeśli powiem, że też zmywa wszystko bardzo dobrze. Jeśli ktoś nie używa wody, to będzie zadowolony z efektu. Ja i tak na końcu myję zawsze twarz żelem. Po użyciu czuć minimalne uczucie ściągnięcia, ale ma to pozytywny wydźwięk. Skóra jest matowa i wyraźnie odświeżona. Nie zauważyłam podrażnień na skórze ani negatywnego wpływu na powstawanie zaskórników. 

Cena: ok. 20 zł / 200 ml

Dajcie znać, czy używałyście kosmetyków marki Dermedic? Albo czy znacie tę serię?

środa, 4 lutego 2015

Współpraca z firmą Dermedic, linia kosmetyków Normacne

Cześć dziewczyny!

Niedawno nawiązałam współpracę z firmą Dermedic. Bardzo się z tego powodu ucieszyłam, ponieważ nigdy nie miałam nic z tej firmy, a generalnie marka kojarzyła mi się z dobrymi kosmetykami. Cieszę się, że będę miała okazję wypróbować je na własnej skórze.

Postanowiłam wypróbować linię kosmetyków Normacne, która jest przeznaczona dla cery tłustej, mieszanej i ze skłonnością do trądziku. Wypisz, wymaluj seria dla mnie. Ostatnio znów walczę z zaskórnikami na linii żuchwy, nie wspominając o nieustępującym błyszczeniu się skóry. 


Do testów dostałam żel antybakteryjny do mycia twarzy, regulujący tonik antybakteryjny oraz płyn micelarny.

Żel antybakteryjny:
Składniki aktywne: Zincidone, Ekstrakt z zielonej herbaty, Chlorofil
Skutecznie usuwa wszelkie zanieczyszczenia, nie powodując podrażnień
Działa antybakteryjnie
Reguluje pracę gruczołów łojowych, zapobiegając tworzeniu nowych zmian trądzikowych
Ma właściwości antyseptyczne (zapobiegające zakażeniom)
Nie pozostawia uczucia ściągnięcia
Nie zawiera alkoholu
Hypoalergiczny

Regulujący tonik antybakteryjny:
Składniki aktywne: 
Kwas salicylowy, Sok z brzozy, AC.NET, Gliceryna
  • Działa bakteriobójczo i przeciwzapalnie
  • Przyspiesza odnowę komórek naskórka, poprawia koloryt i strukturę skóry, redukując widoczność przebarwień
  • Łagodzi miejscowe stany zapalne skóry
  • Zwalcza nadmierny łojotok, reguluje wzrost komórek oraz zmniejsza nadmierne rogowacenie skóry
  • Wpływa kojąco na podrażnienia
  • Nie wysusza skóry
  • Bez alkoholu
  • Hypoalergiczny
Rezultat:
Działa bakteriobójczo i przeciwzapalnie

Płyn micelarny:
Składniki aktywne: 
Woda termalna, Ekstrakt z rozmarynu, Gliceryna
  • Skutecznie usuwa makijaż i wszelkie zanieczyszczenia
  • Nie wysusza skóry jak inne środki myjące
  • Działa łagodząco i przeciwzapalnie
  • Ogranicza nadmierne przetłuszczanie
  • Bez alkoholu
  • Hypoalergiczny
Rezultat:
Skutecznie usuwa makijaż i wszelkie zanieczyszczenia


DERMEDIC to marka stworzona z doświadczenia dermatologów. 
Przy opracowywaniu receptur produktów wykorzystuje się najnowsze trendy 
w dermatologii i światowe technologie. Dzięki uczestnictwu 
w międzynarodowych kongresach i sympozjach dermatologicznych oraz targach 
kosmetycznych DERMEDIC zdobył zaufanie wymagających 
Klientów jako ekspert od specjalistycznej pielęgnacji skóry wrażliwej. 
Dermokosmetyki DERMEDIC cieszą się uznaniem najlepszych 
dermatologów w Polsce i są przez nich chętnie polecane.


Znacie kosmetyki z tej serii?

sobota, 11 października 2014

Bielenda, Skin Clinic Professional - kuracja z kwasem migdałowym i laktobionowym dla cery z niedoskonałościami

Cześć!

Do mojej cery powoli przestaję mieć cierpliwość. Nigdy nie miałam problemów z trądzikiem, kiedy byłam nastolatką miałam to szczęście, że przez bardzo krótki czas miałam niewielki wysyp zaskórników na czole i to wszystko. 
Obiektywnie patrząc, to teraz też nie mam jakichś super powodów do narzekań, jednak na linii żuchwy zrobił mi się wysyp zaskórników i ten stan utrzymuje się od dłuższego czasu. Przypuszczam, że za tę masakrę odpowiada krem z Ziai z serii Liście Manuka. Mam pełno podskórnych grudek i ostatnimi czasy ciągle eksperymentuję i próbuję odzyskać dawny stan, kiedy pojedyncze niespodzianki pojawiały się ewentualnie przed okresem. 

Oczywiście krem Ziai został dawno wyeliminowany, jednak zaskórniki zostały. Co prawda moja pielęgnacja jest teraz trochę rozchwiana, bo poszukuję zadowalających mnie kosmetyków, a jeszcze w międzyczasie używałam próbki Vishy Dermablend. Będąc ostatnio w drogerii natknęłam się na nową serię kosmetyków Bielenda z linii Skin Clinic Professional. W skład serii wchodzą tonik, krem na dzień i na noc, maska do twarzy oraz aktywne serum korygujące. Bardzo mnie zaciekawiła cała seria i ujrzałam światełko w tunelu odnośnie moich zaskórników. Więc dziś stałam się posiadaczką, mam nadzieję, że szczęśliwą.

"Skin Clinic Professional to zaawansowana linia profesjonalnych, mocno skoncentrowanych preparatów ANIT-AGE do pielęgnacji twarzy, których udowodniona skuteczność wynika z innowacyjnych, specjalnie opracowanych receptur inspirowanych medycyną estetyczną oraz wysokiego stężenia składników aktywnych używanych w profesjonalnych zabiegach w gabinetach kosmetycznych"

Bielenda, Super Power Mezo Serum, Super Power Mezo Krem, serum z kwasem migdałowym, krem z kwasem migdałowym, kwas migdałowy, kwas laktobionowy, Skin Clinic Professional, cera z niedoskonałościami

Wybrałam Super Power Mezo Krem aktywny krem korygujący z kwasem migdałowym, kwasem laktobionowym, witaminą B3 oraz aktywne serum korygujące również z kwasami i niacyną (B3).

KWAS MIGDAŁOWY - delikatnie złuszcza naskórek, dziala antybakteryjnie, zwęża pory, redukuje nadmierne wydzielanie sebum, zapobiega zatykaniu porów, rozjaśnia przebarwienia.

KWAS LAKTOBIONOWY - złuszcza naskórek stymulując mechanizmy naprawcze skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków, wygładza i ujednolica koloryt cery, intensywnie nawilża.

WITAMINA B3 - wzmacnia, odnawia i matuje skórę, podnosi jej odporność na uszkodzenia. Zwalcza problemy skórne - trądzik, zaczerwienienia, szorstkość. Rozjaśnia naskórek, redukuje plamy pigmentacyjne, posłoneczne i starcze.

Co ma za zadanie ten duet?
>> Redukcja porów i błyszczenia skóry
>> Rozjaśnienie przebarwień
>> Dodanie blasku i korekta jakości skóry


Poza tym producent obiecuje, że stosowane razem spowodują, że biologiczny wiek skóry cofnie się o 10 lat ;). Bardzo mi zależy na zlikwidowaniu wysypu. Pokładam swoje nadzieje w tych dwóch produktach, trzymajcie kciuki za ich skuteczność ;).

Żeby uregulować pielęgnację, od dzisiaj będzie bardziej zrównoważona i jednorodna, podstawą będą oba produkty. 
Rano - żel do mycia twarzy, tonik antybakteryjny, krem Bielenda z kwasami. Wieczorem - żel do mycia twarzy, tonik pichtowy (moje DIY z nafty kosmetycznej i olejku pichtowego), serum i krem.

Znacie te kosmetyki? Szukałam w Rossmannie, ale z tej serii są tylko nawilżające. Większy wybór podobno ma Natura. Ja całość kupiłam w drogerii Endorphine i za krem zapłaciłam 25 zł, a za serum 27 zł. 

sobota, 4 października 2014

Sierpniowo - wrześniowe denko

Cześć dziewczyny!

Zużywanie idzie mi ciężko, ogrom produktów sprawia, że w ciągu dwóch miesięcy zużyłam tylko 13 opakowań. Zdecydowanie najwięcej zużywam produktów pielęgnacyjnych, natomiast nie przypominam sobie, żebym skończyła jakiś kolorówkowy produkt oprócz eyelinera :P. Niemniej zapraszam Was na trzynaście minirecenzji :).


Ziaja, aloesowy szampon do włosów suchych - bardzo lubię szampony Ziai, a już szczególnie te, w białych butlach. Ten szampon ma sporą pojemność, bo aż 500 ml, dobrze myje włosy, świetnie się pieni, nie plącze włosów. Na moje potrzeby jest wystarczający :).

Ziaja, Liście Manuka, pasta do głębokiego oczyszczania - pisałam o niej w tym poście :). Bardzo ją polubiłam, ale na zajęciach praktycznych z kosmetyki dowiedziałam się, że mam bardzo wrażliwą skórę, która nawet przy demakijażu robi się czerwona i produktów z drobinkami nie powinnam stosować. Będę się do tego stosować, jednak całe życie żyłam w przekonaniu, że jestem gruboskórna i mogę traktować twarz największymi ździerakami :P

Joanna, Sun & Fun, żel pod prysznic i szampon z odżywką - o miniaturkach idealnych na wyjazdy poczytacie tutaj :)

Luksja, Care Pro Nourish, kremowe mleczko pod prysznic ze składnikami balsamu - pokochałam ten żel pod prysznic! Co prawda nie zauważyłam, by działał jak balsam, ale jest niesamowicie wydajny, niewielka jego ilość wystarcza, by wytworzyła się spora piana. Poza tym zapach jest nieziemski. Na pewno do niego wrócę :)

Ziaja, nawilżający krem matujący 25+ - bardzo fajny kremik, który nawilża i matuje, poczytacie o nim pod tym linkiem.

Isana, zmywacz do paznokci - jest to kolejna buteleczka tego zmywacza. Super radzi sobie z lakierem i jest tani. Dziś kupiłam kolejną butelkę. Uwaga! Nadaje się do ściągania hybryd i teraz w tym celu go używam zamiast zwykłego i droższego acetonu do paznokci hybrydowych :).


L'oreal Men Expert, żel do mycia twarzy z mikrodrobinkami - produkt, który w denku pojawia się regularnie. Mam jeszcze 4 opakowania do zużycia, więc ciągle go męczę... Na pewno znów go nie kupię, bo po pierwsze - kupiłam go (a w zasadzie mój M.) za 5 zł i takiej ceny już nie ma, a po drugie - po tylu opakowaniach mi się zbrzydł :P. Ale ogólnie spisuje się dobrze i nie mam mu nic do zarzucenia.

Biedronka, mała perfumetka - kupiłam z rok temu za 6 zł, bo internety podają, że jest to odpowiednik zielonego jabłuszka Be Delicious DKNY. I faktycznie, bardzo podobny, świeży zapach. Jak na pachnidło za 6 zł, zapach utrzymuje się przyzwoicie długo, do kilku godzin, pachnie naturalnie i nie czuć zapachu alkoholu. Same sprawdźcie :). Idealny do torebki na szybkie odświeżenie :)

Pierre Rene, Longlasting Gel Eyeliner - w denku pojawia się po raz drugi. Za każdym razem wystarczył mi na pół roku robienia codziennie kresek. Bardzo go lubię. Obecnie używam żelowego eyelinera z Maybelline, jednak zostawiłam sobie pędzelek dołączony do eyelinera Pierre Rene, no świetnie robi mi się nim kreski :). Na pewno do niego wrócę. Więcej poczytacie w tym poście.

FA, Sport Ultimate Dry 96h - tego lata z antyperspirantów w kulce przeniosłam się na te w sprayu, z których jestem bardzo zadowolona. Ten ma świetny zapach i czuję się świeża przez cały dzień. Mimo, że producent obiecuje, że świeżość zostanie utrzymana przez 4 dni, to jednak nie chcę się o tym przekonać :D. Wystarczy mi dzień ;)

Nivea, Stress Protect - antyperspirant w kulce, nie zużyłam go do końca całkiem, bo już nie mogłam go znieść. W upały nie zapewniał mi świeżości. Przeszłam na spraye, jak pisałam wyżej. Co prawda kulki są zdecydowanie bardziej wydajne, jednak wolę zachować świeżość ;).

Bielenda, Biotechnologia ciekłokrystaliczna 7D, nawilżający płyn micelarny do mycia i demakijażu - dobrze radził sobie z makijażem, nawet wodoodpornym. Czasem odświeżałam nim twarz rano. Nie mam mu nic do zarzucenia, bo dobrze domywa wszelkie zanieczyszczenia.


Dzisiejsze denko całkiem jest pozytywne i pełne dobrych kosmetyków, tylko jeden bubelek. Dajcie znać, jak tam Wasze zużycia w ubiegłym miesiącu ;).

piątek, 5 września 2014

Alantandermoline, tani i dobry lekki krem z 5% d-panthenolem

Cześć dziewczyny!

Notka miała być o zupełnie innym produkcie. Byłam pewna, że mam gdzieś zdjęcia, jednak po dokładnym przeszukaniu folderów okazało się, że przepadły, jak kamień w wodę. W zamian postanowiłam Wam napisać o kosmetyku, który swojego czasu zrobił niemałą karierę w blogosferze. W tamtym czasie, kiedy było o nim głośno (chyba koło kwietnia), poczułam się oczywiście skuszona i kupiłam. W aptece doz.pl zapłaciłam za niego nie więcej niż  8 zł. Mowa o lekkim kremie Alantandermoline.


W krótkim składzie kremu króluje alantoina i d-panthenol. Te dwa składniki mają dobroczynne działanie na naszą skórę. D-panthenol to głównie substancja nawilżająca, sprawiająca, że skóra jest miękka i elastyczna. Ma również działanie podobne do alantoiny, a mianowicie koi podrażnienia, przyspiesza gojenie ranek, przyspiesza regenerację, wykazuje działanie przeciwzapalne, łagodzi zmiany trądzikowe, nawilża i wygładza skórę. 


Z góry mogę powiedzieć, że krem stał się hitem, do którego będę wracać. Czym sobie zasłużył na taką opinię? Moja skóra jest mieszana. Często po umyciu jej żelem czuję ściągnięcie skóry, które pojawia się również w chwili, kiedy nie nałożę żadnego kremu. Do tej pory ciężko było mi trafić dobrze z kremem do twarzy. Odpowiadał mi krem matująco nawilżający z Ziai, ale dowiedziałam się, że w składzie ma aluminium. Natomiast Amantandermoline odpowiada mi w 100%. Nie dość, że świetnie nawilża moją skórę, to wchłania się do matu za co chwała mu! Nie jest to jakiś bardzo płaski mat, można powiedzieć, że ma wykończenie pudrowo satynowe. Makijaż na nim trzyma się bez zarzutu. Sam proces wchłaniania trwa dosłownie chwilę, co jest bardzo komfortowe. Wydaje się, że moja skóra aż pije ten krem ;). 
Nie mam jako tako problemów z trądzikiem. Czasem pojawią się zaskórniki zamknięte na linii żuchwy, najczęściej w odpowiedzi na jakiś krem. Obecnie borykam się z grudkami na twarzy, wydaje się mi, że wysypało mnie po kremie z Ziai z kwasem migdałowym z nowej serii. Nie jestem jeszcze tego pewna, ciągle testuję. Po co o tym wspominam? Ano po to, że jak mnie wysypało, to było to dla mnie tak dokuczliwe, że wprowadziłam do pielęgnacji Alantandermoline zamiast Ziai na noc. I tu najważniejszy efekt: podskórne zaskórniki zaczęły znikać! Po około tygodniu wyczułam znaczną różnicę w stanie skóry. Kiedy powróciłam znów do Ziai na noc, to znów mnie wysypało, więc znów zastosowałam Alantandermoline. Także ze 100% pewnością mogę powiedzieć, że ten krem bardzo dobrze wpływa na regenerację skóry oraz cofanie się zmian trądzikowych!


Krem nie posiada żadnego zapachu. Znajduje się w tubce z miękkiego plastiku, coś jak kremy do rąk. Już niewielka ilość kremu wystarcza na dokładne pokrycie twarzy. Zresztą, nie tylko na twarz można go nakładać - nadaje się do całego ciała. Powinien zredukować podrażnienia po depilacji i pomóc na przesuszone miejsca na ciele, choć ja pod tym kątem go nie sprawdzałam. 

Bardzo polecam przetestowanie tego kremu. Jest taniutki i o wiele lepszy niż droższe kremy z długim składem, które miałam okazję testować. Jest to mój pewniak jeśli chodzi o redukcję zaskórników,

Słyszałyście o tym kremie? Próbowałyście? Dajcie znać :)