Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolorówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolorówka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 grudnia 2015

Konturowanie na mokro? Nie taki diabeł straszny, jak go malują || Face Contour Mix z Kobo Professional

Cześć!

Konturowanie zawsze było dla mnie sporym wyzwaniem. Przez długi czas miałam wrażenie, że robię to źle, coś mi zawsze nie pasowało. Nadal nie uważam, żebym robiła to rewelacyjnie, jednak chcę pokazać Wam efekty konturowania na mokro. Od zawsze używałam do tego celu bronzerów w kamieniu. Ostatnio moim ulubieńcem stał się bronzer z Kobo Nubian Desert, śmiem twierdzić, że jest to najlepszy bronzer, jaki kiedykolwiek miałam. Bardzo lubię markę Kobo, dlatego też nie mogłam przejść obojętnie od nowości Face Contour Mix. Jest to nic innego, jak zestaw kremowych podkładów do konturowania twarzy. Chciałam się przekonać, która opcja - konturowanie na sucho czy na mokro - będzie dla mnie lepsza. Obawiałam się, że kompletnie nie będę umiała się posłużyć tym zestawem. Poniżej zobaczycie zestaw zdjęć, są to moje pierwsze kroki z konturowaniem na mokro, ale efekt bardzo mi się podoba :).


sobota, 26 września 2015

Kolorowe maleństwa do ust z Born Pretty Store

 Cześć dziewczyny!

Ilość różnego rodzaju mazideł do ust rośnie u mnie w zastraszającym tempie. Po prostu nie umiem się im oprzeć i nic na to nie poradzę :). Nic więc dziwnego, że wybierając kosmetyki do przetestowania ze sklepu Born Pretty Store skusiłam się na te maleństwa :).


A w zasadzie wybrałam jedną szminkę, drugą dostałam dodatkowo. Zgadniecie, który kolor wybrałam ja? Tak, jest to ten soczysty róż :). Wyobraźcie sobie, jakie było moje zdziwienie rozmiarem tych pomadek! Są naprawdę maleńkie, idealne do kopertówki, jednak trzeba uważać, by gdzieś się nie zapodziały :). Na opakowaniu nie ma podanej gramatury, ale właśnie je zmierzyłam i mają 5,5 cm z zakrętką i 4,5 cm bez niej! Opakowanie jest plastikowe i należy do tych raczej łatwo zniszczalnych, jednak zamykają się na wyraźny klik i nigdy nie zdarzyło mi się, by same się otworzyły w torebce.


Powyżej możecie zobaczyć swatche kolorów. Są naprawdę dobrze napigmentowane! Nie wiedziałam czego się spodziewać po nich, jednak okazało się, że ich jakość jest bardzo dobra. Podoba mi się ich wykończenie, które jest satynowo - matowe. Raczej nie daje błysku, ale pełen mat też to nie jest. Dzięki temu są bardzo komfortowe w noszeniu i nie przesuszają ust.
Ich trwałość nie odbiega od normy, a nawet bym powiedziała, że są w stanie przetrzymać lekki posiłek. 



Kolor różowy zdecydowanie zdobył moje serce. Mogłabym go nazwać wręcz fuksjowym, zdecydowanie uwielbiam ten kolor :). Drugi to fiolet. Kiedyś byłam zakręcona na punkcie fioletu na ustach, ale wtedy miałam czarne włosy i taka kolorystyka bardziej mi pasowała. Obecnie niezbyt dobrze czuję się w tym kolorze.

Ogólnie rzecz biorąc kosmetyki z BPS zaskakują mnie swoją jakością. Jedna taka szminka kosztuje $1,59 i kupicie ją tutaj. Ja uwielbiam przeglądać ofertę tego sklepu, można wyhaczyć sporo fajnych kosmetyków ;). Jeśli jesteście zainteresowane, podaję kod rabatowy na zakupy :).


wtorek, 25 sierpnia 2015

Wibo Eyeshadow Base

Cześć!

Nie było mnie tutaj kupę czasu, jednak wcale nie zapomniałam o blogu. Jakoś tak się złożyło, że ciągle miałam coś do roboty, a kiedy nawiedziły nas upały, to byłam zmęczona samym byciem, więc tylko istniałam ;). 
Dziś dostałam weny do zrobienia kilku zmian na blogu. Nawet nie kilku, bo jak możecie zobaczyć, kompletnie zmieniłam szablon. I nazwę. Kiedy zakładałam bloga, chyba w 2012 roku, zupełnie nie miałam pomysłu na nazwę. Teraz już nie chcę zmieniać tytułu bloga, bo chyba zniknę z Waszych list czytelniczych, więc wolę być tak kojarzona niż wcale. Podczas tych kilku lat blogowania utwierdziłam się w przekonaniu, że najbardziej kocham wizaż i kosmetyki kolorowe. Tworzenie makijaży daje mi ogromną przyjemność i to właśnie na tym chcę się teraz skupić. Stąd nowa nazwa, która już od jakiegoś czasu funkcjonuje na moim fanpage'u - Aleksandra Make Up. Mam nadzieję, że przyjmie się i tutaj ;)!

W ostatnim czasie postanowiłam spróbować swoich sił w wizażu na większą skalę niż malowanie samej siebie. Wiąże się to też z powiększeniem mojego kufra. Zaczęłam kupować kosmetyki z wyższej półki, o większej trwałości. Nie wszystko na raz, dlatego też póki co nie jest tego dużo. Ale dzięki temu postanowiłam nie rozwalać pieniędzy na byle co, a jak już, to skupić się na konkretach. W przyszłości na pewno pokażę Wam mój kufer ;)!

Przechodząc już do tematu posta - chciałam dziś napisać o bazie pod cienie. U mnie jest to nieodłączny element każdego makijażu. Jako że moja powieka szybko się przetłuszcza, to co do bazy mam wysokie wymagania. Mam kilka baz, natomiast dzisiaj opowiem Wam o bazie z Wibo. 



Jest to jedna z niewielu baz pod cienie dostępnych np. w Rossmannie. W zasadzie z dostępnych baz przychodzi mi do głowy tylko kaszmirowa baza z Dax Cosmetics. Tym bardziej fajnie, że nasza polska marka Wibo stworzyła taki produkt w przystępnej cenie. Oczywiście kiedy weszła do sprzedaży kilka miesięcy temu, to od razu musiałam jej spróbować. 

Bazę kupujemy w kartonowym pudełku. Samo opakowanie jest bardzo malutkie, co stwarza pewne trudności dla posiadaczek dłuższych paznokci. Ja radzę sobie w ten sposób, że nabieram ją zewnętrzną stroną paznokcia, po czym przenoszę na opuszek i nakładam na powiekę. Inaczej się nie da :). No, można jeszcze grzebać w opakowaniu pędzelkiem. 

Konsystencja bazy jest zbita. Porównałabym ją do bazy kaszmirowej z Dax Cosmetics albo do bazy FM Group, w tym drugim przypadku wydaje się, że ta konsystencja jest identyczna. Baza zawiera w sobie delikatne drobinki rozświetlające, co po nałożeniu cienia zupełnie nie jest widoczne.


Całkiem dobrze rozprowadza się na powiece. Nie zastyga, tylko pozostaje nieco lepka, przez co zapewnia dobre przyklejenie cieni. Dodatkowo zwiększa ich intensywność. Blendowanie na niej nie stwarza problemów, cienie nie tworzą nieestetycznych plam koloru. Chociaż jeśli chcę uzyskać mgiełkę koloru przechodzącego w kolor skóry, wtedy przed aplikacją cieni nakładam na bazę puder lub beżowy cień. Wtedy rozcieranie cieni będzie prostsze i będziemy miały pewność, że nie zrobi się plama. 

Przechodząc do tego, co najważniejsze - przedłużenia trwałości makijażu - niestety się rozczarowałam. To znaczy miałam o wiele gorsze bazy i z tą nie jest tak źle, ponieważ utrwala makijaż oka na około 7-8 h. Zapewne wielu z Was to wystarczy. A jeśli nie macie aż tak przetłuszczających się powiek, to utrwalenie będzie o wiele dłuższe. Rozczarowałam się, bo konsystencją przypomina te dwie bazy, o których napisałam wyżej i myślałam, że będzie tak samo dobra. Na tamtych bazach z FM i Dax Cosmetics cienie trzymały się nawet 24 h (dłużej nie miałam okazji przetestować ;)). Stety czy niestety, ale wymagam od bazy tego, żeby cienie trzymały się od nałożenia do zmycia w niezmienionym stanie. W przypadku tej bazy cienie po kilku godzinach bledną i zbierają się w załamaniu. Nienawidzę tego efektu.
Dla pocieszenia siebie powiem, że lepiej utrzymuje u mnie cienie, niż bardzo popularna baza z Artdeco, którą ostatnio kupiłam. Choć to żadne pocieszenie, bo na tamtą bardzo mocno liczyłam. 

Wychodzi na to, że mam pecha do baz. Ciągle próbuję nowych i nie otrzymuję tego, co chcę. Wniosek jest taki, że zamiast kupować inne bazy, czas wrócić do wypróbowanych i nie kombinować dalej :).

Cena: 10 zł
Dostępność: Rossmann

niedziela, 5 lipca 2015

Black & Brown Waterproof Eyeliner z Born Pretty Store

Cześć dziewczyny :)!

Kreska na oku to mój totalny must have. Może jestem nudna, ale kreska musi być w każdym makijażu, a jak już spróbuję jej nie namalować, to czuję się łyso. Eyelinerów mam całkiem sporo, jednak najlepiej pracuje mi się z tymi żelowymi. Od początku mojej przygody z kreskami sięgałam właśnie po ten w żelu. Moimi ulubieńcami są eyeliner z Maybelline oraz Pierre Rene. 
Jak wiecie, współpracuję ze sklepem Born Pretty Store. Kiedy po raz kolejny mogłam wybrać kilka kosmetyków do przetestowania, postawiłam właśnie na eyelinery. Wybrałam sobie zestaw eyelinerów: granatowy, butelkowa zieleń, brązowy i czarny. Były one w jednym opakowaniu, w malutkich słoiczkach. Niestety, rozczarowałam się, kiedy odpakowałam przesyłkę i okazało się, że dostałam inne eyelinery niż wybrałam. Ostatecznie otarłam łzy, bo stwierdziłam, że brązowy i czarny także jak najbardziej wykorzystam. Szkoda tylko mi tego granatowego i zielonego. No cóż, w tym układzie przetestowałam inne malowidła i jeśli jesteście ciekawi, czy jestem zadowolona, zapraszam do recenzji.



Oba słoiczki znajdują się w kartonowym pudełku, do którego jest dołączony zestaw dwóch pędzelków. Jeden pędzelek jest skośnie ścięty, a drugi półokrągły, podobny do tego, który jest dołączony np. do eyelinera Pierre Rene. To właśnie tym półokrągłym ja maluję kreski, natomiast skośny pędzelek używam do wypełniania brwi. 



Konsystencja eyelinerów jest żelowa, bardzo miękka, niczym masełko. To właśnie taka konsystencja jest najlepsza do malowania kreski, która wychodzi gładka i równa. Z doświadczenia wiem, że kiedy konsystencja jest zbyt sucha, to wtedy krawędź kreski lubi być postrzępiona. 
Producent określa eyelinery jako "Long-Wear Gel Eyeliner" dodatkowo twierdząc, że są wodoodporne. Oba eyelinery przeszły test łzy (hehe ;)). Bywają takie dni, że oczy mi łzawią i nijak umiem sobie z tym poradzić. Uwierzcie, że byłam zaskoczona, kiedy zauważyłam, że nawet łezka nie ruszyła kreski! To mnie ostatecznie przekonało, że jest to produkt idealny dla mnie. 
Pomimo miękkiej i masełkowatej konsystencji, kosmetyk nie odbija się na górnej powiece. A musicie wiedzieć, że mam bardzo tłuste powieki i ciężko jest utrzymać makijaż w ryzach. Kreska namalowana tymi eyelinerami utrzymuje się aż do demakijażu - nie blednie w ciągu dnia ani się nie kruszy. 



Zerknijcie na pigmentację. Obie kreski na ręce są zrobione za pomocą dwóch warstw, ponieważ po jednej miałam lekkie prześwity. Myślę, że stało się tak dlatego, że na ręce kreskę namalowałam dłuższą i grubszą niż na oku i musiałam dołożyć kosmetyku. Na oku prześwity się nie tworzą :). 
Pierwszy raz w życiu mam brązowy eyeliner i powiem Wam, że jest to świetna sprawa do dziennych makijaży. Jest mniej wyrazisty niż czarny, a jednak oko jest podkreślone. Znalazłam dla niego także inne zastosowanie - do wypełniania brwi. Dwa tygodnie temu byłam brunetką i powiem Wam szczerze, że tym eyelinerem świetnie udało mi się podkreślić brwi. Co prawda efekt był mocny, ale przy ciemnych włosach to pasuje. Teraz jestem rudą blondyną i taki efekt jest przerysowany i to mocno :P. Zobaczcie poniższe zdjęcia.



Na powyższym zdjęciu widzicie makijaże z użyciem brązowego eyelinera. Fajny efekt można uzyskać poprzez rozcieranie kreski. Lekko przydymiony, nienachalny. Ostatnie zdjęcie po prawej to po prostu zwykła kreska. Mnie się efekt podoba, a Wam?

Tutaj możecie kupić ten eyeliner z 10% zniżką, polecam także pooglądać inne kosmetyki. Ja bardzo lubię przeglądać ofertę sklepu, oczywiście z działu Makeup & Beauty, można oczopląsu dostać i znaleźć fajne kosmetyki i często ciekawe rozwiązania :)




czwartek, 25 czerwca 2015

Rzęsy do nieba z Wibo!

Cześć dziewczyny :)

Zazwyczaj używałam tuszu do rzęs z Lovely - Curling Pump Up Mascara i byłam (nadal jestem) z niego bardzo zadowolona. Pod wpływem pozytywnych opinii skusiłam się jednak na promocji w Rossmannie na tusz marki Wibo, który obiecuje panoramiczne rzęsy ;). Jeśli jesteście ciekawe, czy nie żałuję tej zmiany, to zapraszam do recenzji. 




Nie będę rozwodzić się nad opakowaniem - proste, czarne, z napisami, które póki co się nie starły. Na uwagę zasługuje natomiast szczoteczka - jest ogromna! Nie przestraszyłam się jej jednak, bo kiedyś używałam tuszu z Essence, który miał podobną szczotkę. 
Mimo wszystko dla osób niewprawionych - trzeba trochę poćwiczyć i okiełznać tę szczotkę :). Nie jest ona sylikonowa, tylko taka zwykła, nabiera dobrą ilość tuszu.
Sama konsystencja tuszu nie jest zbyt lejąca. Nie lubię zbyt rzadkich tuszy, ponieważ zazwyczaj zaraz po pomalowaniu rzęs moja górna powieka zostaje "pięknie" udekorowana czarnymi kropkami. W tym przypadku aplikacja jest bezproblemowa.


Tusz utrzymuje się na rzęsach cały dzień i nie osypuje się. Jedyne, co zauważyłam to to, że po kilku godzinach mam lekko odbity tusz pod łukiem brwiowym. Wydaje mi się, że wynika to z tego, że mam długie rzęsy, a powieka po czasie staje się tłusta i tusz się pod wpływem sebum lekko rozpuszcza i zostaje ślad. Kontroluję to i ścieram to palcem, więc jest okej. Zobaczcie, jaki efekt daje na rzęsach:


Powiem Wam, że jak dla mnie, to jest to efekt WOW. Tusz niesamowicie wydłuża rzęsy, a na dodatek nie skleja ich! Bardzo lubię efekt mocno podkreślonych rzęs. Jeśli lubicie też taki efekt, to zdecydowanie polecam Wam ten tusz. Za 12 zł naprawdę warto! Z niezbyt długich rzęs zrobi Wam taki firanki, że będzie się można nimi wachlować :D.

wtorek, 26 maja 2015

Bell, BB Cream 7in1 Eye Concealer

Witajcie dziewczyny :).

Korektor to absolutna podstawa mojego makijażu. Mam cienie pod oczami, jakbym była chora, niestety są bardzo mocno widoczne. Zużyłam już wiele korektorów. Jesteście ciekawe czy znalazłam już swój ideał? Zapraszam na recenzję.



Uwierzcie mi, dla kogoś, kto tak walczy z zasinieniami pod oczami dobry korektor jest na wagę złota. Mój ulubieniec powinien świetnie kryć, ale jednocześnie nie obciążać okolicy pod oczami, nie warzyć się w ciągu dnia i nie wchodzić w zmarszczki pod oczami.
Producent korektora BB obiecuje, że rozświetli on spojrzenie, zakryje cienie, nawilży, ukryje oznaki zmęczenia, wygładzi naskórek oraz dopasuje się do koloru skóry. 


I wiecie co? To bardzo przyzwoity korektor. Krycie ma naprawdę fajne, może nie bardzo mocne, ale jeśli macie niewielkie zasinienia, to będziecie zadowolone. Niestety moich zasinień nie ukrył do końca, potrzebuję czegoś jeszcze mocniejszego, dlatego więcej go nie kupię, jednak uważam, że znajdzie szerokie grono swoich fanek. 
Jego plusem jest to, że utrzymuje się pod oczami cały dzień. Nie ma formuły zastygającej, dlatego też wymaga przypudrowania. Nie przesuszył mi na wiór skóry pod oczami. 


W zasadzie nie mam do niego zastrzeżeń, krycie dla większości dziewczyn będzie odpowiednie. Jedyną wadą, jaką zauważyłam, to to, że szybko się kończy. Bardzo szybko! Poprzez nieprzezroczyste opakowanie nie widać, ile produktu zostało, więc pewnego ranka okazało się, że korektora już nie ma. Wiem, że na zdjęciach widzicie choinkę świąteczną, bo korektor zakupiłam w styczniu. Teraz mamy końcówkę maja, jednak nie używałam go codziennie, wykańczałam jeszcze korektor z Maybelline. Sumując czas na ile wystarczył, to myślę, że około 1-2 miesięcy codziennego użytkowania. To bardzo słaby wynik. Korektor jest ważny 6 miesięcy od otwarcia, jednak możecie być pewne, że po tym czasie będzie już tylko wspomnieniem :).


Kolor, który miałam, czyli Light, świetnie wpasowuje się w odcień mojej skóry. Jest naprawdę jasny i przez to faktycznie ładnie rozświetla spojrzenie. Nie ciemnieje. 
Co do opakowania, to jest to opakowanie z pędzelkiem i trzeba przekręcać zakrętkę, by wydobyć zawartość. Wygodna forma, nie wycieka go za wiele, a co za tym idzie - nie marnuje się.

Podsumowując: dla kogo jest ten korektor? Dla tych z Was, które nie mają bardzo mocnych cieni pod oczami, bo korektor ma krycie średnie do mocnego, ale nie bardzo mocne.

Cena: ok. 16 zł
Dostępność: Rossmann, Natura, Hebe

Może możecie polecić mi korektor o bardzo mocnym kryciu? Kiedyś używałam Dermacol, jednak jest on zbyt ciężki pod oczy. Czekam na Wasze propozycje :)

czwartek, 30 kwietnia 2015

Wibo, Diamond Illuminator - perełka z Rossmanna

Cześć dziewczyny :)!

Zawsze miałam jakiś sentyment do marki Wibo, może dlatego, że z tą marką stawiałam swoje pierwsze kroki w makijażu jeszcze w liceum. Choć zdarzały się produkty, które mi do końca nie odpowiadały, to jednak zawsze znalazłam coś ciekawego w ofercie. Z tego, co obserwuję, to w ostatnim czasie marka się rozwija i wprowadza do oferty sporo godnych polecenia kosmetyków. 
Rozświetlacz Wibo został okrzyknięty niemalże hitem blogosfery. Stosuję go od jakiegoś czasu, natomiast na ostatniej promocji w Rossmannie skusiłam się na kolejną nowość - sypki puder. Dziś wybieram się po bazę pod cienie, a podczas promocji na szminki też pewnie zaszaleję :).
Wracając do rozświetlacza, bo o nim dziś będzie mowa, jest to chyba jedyny rozświetlacz, który można kupić w Rossmannie. Zdecydowanie brakowało takiego produktu! Zapraszam do recenzji.



Kiedy szukałam tego rozświetlacza, długo nie mogłam go znaleźć. W końcu jakimś cudem znalazłam go w Rossmannie i bardzo zaskoczyła mnie wielkość tego produktu - rozświetlacz jest dosyć mały, a ja rozglądałam się za większym opakowaniem, przypuszczam, że dlatego nie mogłam go znaleźć, bo szukałam czegoś większego i po prostu nie wyłapałam tego maleństwa :). Ze względu na rozmiar jest bardzo poręczny i łatwo schować go do kosmetyczki, także wielkość okazała się zaletą. Kosmetyk znajduje się w plastikowym opakowaniu, które jest porządne. Wibo zdecydowanie zwiększa jakość opakowań swoich kosmetyków. 



Kolor jest bardzo uniwersalny - jest to kolor szampana, który pasuje do chyba każdego typu urody. W kosmetyku zachwycił mnie przede wszystkim efekt, jaki daje na twarzy, a mianowicie jest to cudowna tafla połysku, broń Boże jakieś wredne drobinki, które walają się po całej twarzy dając efekt dyskotekowej kuli. Kiedy rano nakładam go na kości policzkowe, to utrzymuje się w tym samym miejscu przez cały czas. Efekt nie jest nachalny, jednak cudownie się mieni w świetle słonecznym. Długo nie radziłam sobie z konturowaniem twarzy, ale obecnie zawsze używam bronzera i rozświetlacza, czasem różu i nie wiem, jak wcześniej mogłam się bez tego objeść! 

Poza szczytem kości policzkowych, rozświetlacz nakładam także na łuk Kupidyna. Świetnie nadaje się do rozświetlenia wewnętrznych kącików oczu! Jak widać, jest to kosmetyk uniwersalny, który sprawdzi się w codziennym i wieczorowym makijażu oraz da efekt zdrowo rozświetlonej cery.



Zobaczcie, czy nie wygląda świetnie? Wyżej nie wspomniałam jeszcze o tym, że równie świetnie sprawdza się w roli cienia do powiek! Używając tego kosmetyku każdy makijaż na pewno tylko zyska. Niektórzy porównują go do rozświetlacza theBalm Mary - Lou Manizer. To chyba dobrze świadczy, skoro porównuje się go do kultowego kosmetyku tego typu :). 
Rozświetlacz kosztuje niecałe 10 zł, także każda z nas może sobie na niego pozwolić. Ja jestem pewna, że zostanę przy nim na stałe :).

piątek, 20 lutego 2015

Jedna paleta, wiele możliwości || ZOEVA Smoky Palette || Makijaże

Cześć dziewczyny :)

Kosmetyki kolorowe to coś, co sprawia mi bardzo dużo radości i nigdy nie jest mi ich dość :). Na urodziny dostałam m.in. paletę cieni Zoeva. Bardzo się ucieszyłam, bo naczytałam się wiele dobrych opinii na temat kosmetyków tej marki. Poza tym to moje pierwsze spotkanie z kosmetykami tej firmy. Czy jestem również z niej zadowolona? Czy warto się na nią skusić? Zapraszam na recenzję palety Smoky, przykładowe makijaże i sporo zdjęć :). 


Cienie znajdują się  tekturowym pudełku bez lusterka, jednak niech to Was nie zwiedzie! Opakowanie, mimo że tekturowe, jest porządne i bardzo trwałe. Paleta zamykana jest na solidny magnes. Brak lusterka mi zupełnie nie przeszkadza, w innych paletach praktycznie nigdy nie korzystam z lusterka. Kolorystyka palety nawiązuje do cieni, które możemy znaleźć w środku, jest ciemna, tajemnicza. Za chwilę zobaczycie z bliska kolory, a jest ich 10 - 8 matów i 2 perłowe cienie. Od wewnętrznej strony opakowania znajduje się cytat "I can resist anything except temptation", który bardzo przypadł mi do  gustu, myślę, że to miłe urozmaicenie całości :).





Jak wspomniałam, w palecie na 10 cieni są dwa o błyszczącym wykończeniu - Soul Searching i Dark Edge. Całość na pierwszy rzut oka wydaje się dosyć ciemna, wprost stworzona do wieczorowych makijaży na większe wyjścia. Jednak nie tylko, bo bardzo łatwo za jej pomocą można wyczarować dzienny look! Po prostu paleta daje duże pole do popisu. Cienie z pewnością mają w sobie to coś, nie są to kolory proste, wydają się być przydymione i nazwa Smoky idealnie pasuje do zawartości. Każdy cień pasuje do siebie, nie ma tutaj niczego przypadkowego, dlatego można tworzyć miliony różnych kombinacji!

Zazwyczaj maty są słabo napigmentowane i ciężko się z nimi współpracuje. W tym przypadku marka Zoeva stanęła na wysokości zadania, ponieważ każdy cień z tej palety ma niesamowitą pigmentację, nawet jasny, waniliowy cień. Myślę, że to największa zaleta palety. Poza tym, cienie nie są ani suche, ani kremowe. Mogłabym powiedzieć, że są w dotyku satynowe, odpowiednio spracowane i z łatwością nabiera się je na pędzel. Najlepiej jest rozprowadzać je na powiece ruchem wklepującym, bowiem zwiększa to intensywność koloru. Cienie bardzo dobrze się łączą i rozcierają nie tracąc na intensywności. Same zobaczcie swatche poniżej :). Zaznaczam, że taki efekt jak na zdjęciach poniżej uzyskałam po tylko jednym pociągnięciu palcem po cieni, bez żadnej bazy.




Relieve The Moon - tak mocno napigmentowanego jasnego cienia jeszcze nie miałam. Idealny do zaznaczania wewnętrznego kącika oka. Pięknie go rozjaśnia. Poza tym nakładam go pod łuk brwiowy praktycznie do każdego makijażu. Świetnie sprawdza się do rozcierania granic cieni, a kiedy robimy makijaż w stylu smoky eyes, to jest wprost stworzony do obniżenia granic roztarcia, tworząc mgiełkę koloru i idealne przejście.

Sleep To Dream - szary, popielaty cień, kolejny z świetną pigmentacją. 

Soul Searching - jeden z dwóch połyskujących cieni w tej palecie. Kolor określiłabym jako szampański / złoto brązowy. Takiego w kolekcji jeszcze nie miałam :). Nawet nałożony solo na powiekę robi cały makijaż. Jest jednym z moich ulubionych :).

Sweet Smell - ten kojarzy mi się z kolorem mojej skórzanej wiosennej kurtki :D. Jest to kolor karmelu, ciepły, przyjemny :).

Dark Edge - to kolor, który moim zdaniem najbardziej się wyróżnia w całej palecie. Jest to ciemna, połyskująca zieleń, widać w nim złote refleksy. Moim zdaniem jest genialny, ale ja uwielbiam zieleń pod każdą postacią. Co prawda jeszcze nie zrobiłam żadnego makijażu z tym kolorem, ale to kwestia czasu ;).

Dust & Memories - po prostu zgaszony, przybrudzony róż. Śliczny! 

Smoky Wishes - wydaje się być ceglastym kolorem. W rzeczywistości wychodzi jako ciepły brąz.

Elegant Chaos - kryje w sobie to coś. Na pierwszy rzut oka jest prawie czarny, jednak ja dostrzegam w nim zarówno ciemny, śliwkowy fiolet, ale też granat.

Ashes Awake - dużo chłodniejszy brąz od poprzednika, idealny do przyciemniania wewnętrznego kącika w dziennym makijażu.

Real Light - nie jest to typowa czerń. Raczej bardzo mocno ciemny grafit. Też potraficie to dostrzec?

Żeby nie być gołosłowną, że paleta Smoky dostarcza nam wielu możliwości, od wieczorowych makijaży aż po dzienne - zapraszam na dwa przykładowe, odmienne makijaże :).








Pierwszy to ciemne, klasyczne smoky eyes. Użyłam cienia Real Light, a granice roztarłam i ociepliłam cieniem Dust & Memories i Smoky Wishes.
Drugi z makijaże to typowy dzienniak. Główne skrzypce gra cień Sweet Smell i Soul Searching jako akcent rozświetlający w wewnętrznym kąciku i na całej dolnej powiece. 

Jak Wam się podoba paleta? Jeśli jeszcze się zastanawiacie, to gorąco zachęcam. Paleta Zoevy to świetna jakość. Każdy cień zawiera 1,5 g. Kolorystyka daje dużo możliwości i na pewno będziecie zadowolone :). Cena palety to około 72 zł. Ja swoją kupiłam w sklepie Minti Shop.

wtorek, 17 lutego 2015

Kosmetyki DIADEM - piękny wygląd, piękna idea.

 Cześć dziewczyny!

Znacie polską markę kosmetyczną Diadem Cosmetics? Marka w swojej ofercie ma mnóstwo kosmetyków, od tuszów i podkładów zaczynając, przez pomadki, eyelinery i na lakierach do paznokci i odżywkach kończąc. Z ofertą możecie zapoznać się na stronie Diadem Cosmetics. Jednak nie o kosmetykach dziś chciałam napisać. Dowiecie się o tym, że firma Diadem przewodniczy akcji 2H. Na czym polega ta akcja?

www.diadem.com.pl
Cel jest jak najbardziej szczytny i piękny. Same możemy przyczynić się do tego, by kobiety i dzieci z krajów Trzeciego Świata, które są dyskryminowane z powodu płci mogły być edukowane, a co za tym idzie, mogły mieć lepsze możliwości w przyszłości.


"Kupując kosmetyki Diadem, Szafir i Caroline's Rose dbasz nie tylko o swój wygląd - dzięki stworzonej przez nas inicjatywie 2H walczysz także o poprawę sytuacji kobiet w najbiedniejszych regionach świata. Co roku w Indiach tysiące dziewczynek jest porzucanych wyłącznie ze względu na swoją płeć. W wyniku tego zjawiska co roku traci życie około 400 000 dziewczynek, a na każdy 1000 chłopców przypada jedynie 868 dziewczynek. 


W Diadem Cosmetics wierzymy, że można to zmienić. Dzięki naszym klientkom i współpracy z organizacjami non-profit na całym świecie mogliśmy stworzyć 2H - inicjatywę, która walczy nie tylko ze skutkami, ale także z przyczynami zjawiska preferencji płci."

Dalej możemy dowiedzieć się, że w ramach dwóch godzin edukacji, jedna ma charakter ogólnoedukacyjny, natomiast druga jest warsztatowa, pomagająca kobietom nabyć praktycznych umiejętności zawodowych takich, jak wykonywanie makijażu, fryzjerstwo czy krawiectwo. Te umiejętności pozwalają na start w kierunku ekonomicznej niezależności, a w konsekwencji do mądrych i niezależnych decyzji. Więcej informacji znajdziecie na stronie i ja gorąco Was zachęcam do zapoznania się z nimi. 


Ja do testów wybrałam sobie pomadkę "Triple Fun" w kuszącym odcieniu Czekolada Malinowa, aksamitny podkład matujący z serii Caroline's Rose, ekskluzywne perły pudrowe, kryjący korektor Cygnus oraz stylizator oka w pisaku, czyli po prostu eyeliner w pisaku, którego nie widzicie na zdjęciu. Kosmetyków używam już jakiś czas i wkrótce możecie spodziewać się recenzji.

Słyszałyście o inicjatywie, którą stworzyła i finansuje marka Diadem? To bardzo szlachetny gest. Jest tyle potrzebujących osób na świecie i cieszy mnie fakt, że kosmetyczna marka się w to angażuje, a co za tym idzie - możemy i my mieć w tym swój wkład. Każda z nas na co dzień potrzebuje kosmetyków. Kosmetyki Diadem nie mają wygórowanych cen i są dobrej jakości, więc jeśli każda z nas kupiłaby to, co potrzebuje, to same zobaczcie ile godzin edukacji dla dyskryminowanych kobiet i dziewczynek można sfinansować!

sobota, 10 stycznia 2015

Lip Crayon TheHOTshop - pomadka z Born Pretty Store

Cześć dziewczyny ;)

Po raz drugi miałam przyjemność wybrać sobie produkty do testowania z Born Pretty Store. W tym sklepie jest tyle cudowności, że jak zwykle miałam problem z wyborem! Chyba byłabym chora, gdybym nie wybrała jakiejś pomadki, szczególnie, że ta z pierwszej paczki była niewypałem. Skusiła mnie pomadka Lip Crayon, a szczególnie jej urocze opakowanie. Kiedy już do mnie dotarła, to dowiedziałam się, że jest bardzo podobna do pomadki z The Body Shop, faktycznie, nazywa się The Hot Shop ;). 


Pomadka przyszła w kartonowym pudełku. Sama pomadka ma opakowanie metalowe (?), a przynajmniej jest to porządny plastik. Napisy w ogóle się nie ścierają i ogólnie ma się wrażenie, że jest to porządny produkt. Pomadkę wykręca się z opakowania i jest jej 3,8 g.


W ofercie znajduje się aż 12 kolorów, więc jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie! Ja wybrałam kolor nr 12, czyli ostatni i najciemniejszy. Na zdjęciach w internecie wyglądał jak piękny bordowy kolor wina :). Czy tym razem pomadka ze sklepu Born Pretty Store się spisała?


Już na wstępie powiem, że jest o niebo lepiej i całkiem się zaprzyjaźniłam z tą pomadką. Mój naturalny kolor ust wpada w czerwony, a nosząc tę pomadkę mam wrażenie, że podkreśla naturalny kolor i dodaje głębi. Przede wszystkim pomadka jest bardzo mięciutka, po ustach sunie jak masełko i daje błyszczące wykończenie. To sprawia, że nosi się ją bardzo komfortowo, bo nie ma wrażenia przesuszonych ust. Wręcz mogę powiedzieć, że je nawilża i chroni, więc nie straszne mi chodzenie w niej nawet w mroźne dni :). 
Choć myślałam, że będzie to mocne bordo, to za sprawą lekkiej konsystencji efekt nie jest zbyt nachalny. Mogłabym porównać komfort noszenia do pomadek Wibo  Elixir.




Jak widać na zdjęciu powyżej krycie jest pełne, jednak dzięki błyszczykowej konsystencji wygląda bardzo lekko. Moim zdaniem pasuje idealnie na obecną porę roku, dodatkowo wygląda elegancko i apetycznie, bo nie podkreśla suchych skórek.

Co o niej myślicie? Pamiętajcie, że wpisując kod z bannera poniżej możecie kupić produkty z Born Pretty Store z 10% zniżką! Wybór w sklepie jest przeogromny i można dostać oczopląsu, a ja przekonuję się, że kosmetyki i akcesoria są bardzo dobre :)