poniedziałek, 17 września 2012

Peelingujące mydełka kawowe

Cześć dziewczyny ;)!

Po dwóch miesiącach nieobecności dojrzałam w końcu do decyzji o powrocie na bloga! Nadszedł moment, w którym po prostu brakowało mi pisania, gdzieś tam w środku czułam, że zaniedbuję swoje zainteresowania ;). Przez cały czas mojej nieobecności byłam na bieżąco z Waszymi blogami, czytałam je i dzięki Wam podłapałam kosmetyczne nowości i nie tylko ;).
Wakacje już się chylą ku końcowi, chyba zabrzmi to dziwnie, ale mam swoje powody, by cieszyć się z powrotu do Zabrza. I nie chodzi tu tylko o studia i zobaczenie w końcu moich znajomych, za którymi tęsknię! Niemniej wakacje dosyć nieoczekiwanie stały się okresem pełni mojego szczęścia :).

Bez przydługich wstępów chcę Wam dzisiaj przedstawić peelingujące mydełka kawowe. O tradycyjnym peelingu kawowym chyba nie muszę pisać żadnej z Was - kto go raz zastosował wie, że żaden drogeryjny specyfik mu nie dorówna! Jedyny problem tkwi w, hm, estetyce całego zabiegu. Moja kabina prysznicowa po takim peelingu była z góry na dół zabrudzona ziarenkami kawy. A moja mama zabraniała mi go robić w obawie o zatkanie spływu ;).


Dawno temu wpadłam na post Rodzynki1989 . Pomyślałam, że to ciekawy pomysł i z pewnością spróbuję sama to zrobić. Wkład był niewielki - mydło i kawa, a oprócz tego dodałam jeszcze łyżeczkę oleju lnianego. Mydło starłam na tarce, 2 łyżki kawy zalałam wodą troszeczkę ponad poziom kawy. Oba składniki połączyłam w misce, dodałam oleju, dokładnie wymieszałam i przeniosłam do silikonowych foremek. Całość była sucha i twarda jak kamień po około 5 dniach. 



Używanie kawowych mydełek ma dokładnie taki sam efekt, jak stosowanie tradycyjnego peelingu kawowego. Z tą różnicą, że oczywiście stan łazienki nie woła o pomstę do nieba :)! 
Jedynym malutkim minusem jest to, że po peelingu z użyciem mydełek nie mam pozostawionego filmu na skórze, jaki był po zwykłym kawowym peelingu. To moje odczucie, bo lubiłam ten efekt, miałam wrażenie, ze skóra jest nawilżona i nie potrzebuje już balsamu. Teraz jednak czymś muszę się posmarować. 


Jedno mydełko wystarcza mi na pięć użyć. Natomiast z jednego mydła i dwóch łyżek kawy zrobiłam trzy  mydełka. 
Jak najbardziej polecam takie rozwiązanie, mnóstwo plusów i kolejny krok do wymarzonej, jędrnej skóry ;).

niedziela, 1 lipca 2012

Celia Nude

Cześć dziewczyny ;)!

Troszkę czasu mnie nie było. W wakacje weszłam rozchorowana - dopadła mnie angina i leżałam plackiem kilka dni bez siły na kiwnięcie ręką. Poza tym... miałam dni paszteta, wiecie jak to jest ;). Ale teraz doszłam do siebie! Wakacje już co prawda mam, ale jeszcze czeka mnie 2 tygodnie praktyki w szpitalu, potem już wakację zacznę pełną parą! Dziś wracam do Zabrza, bo praktyka od jutra, a to dodatkowo oznacza, że będę miała dostęp do aparatu kolegi i zamierzam go troszkę wykorzystać i pokazać Wam moje najnowsze łowy. Powiem Wam, że zaszalałam na wyprzedażach, w sumie to tylko w Stradivariusie, ale znalazłam naprawdę cudeńka mocno przecenione :)! To wszystko już wkrótce. A dzisiaj chciałam Wam się pochwalić, że ja również zdobyłam szminkę z Celii!


Ileż to się ja jej naszukałam i jaka była radość, kiedy odkryłam, że jest w drogerii 300m od mojej uczelni! Wybrałam sobie odcień 606. Na ustach wygląda bardzo naturalnie, nadaje im połysk oraz daje uczucie nawilżenia! Zapach bardzo przypadł mi do gustu, pachnie winogronowo! Kojarzy się z letnimi wojażami :)


Z łatwością można ją nałożyć na usta, nawet na ślepo, bez lusterka, nie zrobimy nią sobie krzywdy. U mnie utrzymuje się około 2 godzin, co według mnie jest całkiem przyzwoitym czasem. Jeśli chodzi o opakowanie to jest proste a zarazem bardzo eleganckie. Lubię taki minimalizm. Jest po prostu porządne. Zamyka się z głośnym "klikiem", przez co mam pewnosć, że nie otworzy się w torebce. 


Minusy? A jakże! Szminka ta jest bardzo miękka. Pod wpływem ciepła staje się jeszcze bardziej miękka. Już po niedługim czasie użytkowania zaczęła się łamać, choć starałam używać się jej bardzo delikatnie. Na zdjęciu poniżej trochę widać, że jak się przechylała w każdą stronę, to odbijała się od opakowania.


Podsumowując - jestem bardzo na tak! Mogę wybaczyć to, że się łamie :). Nadaje bardzo ładny kolorek, nie jest tępa w rozprowadzaniu i nawilża! Kupiłam ją za 12,50zł. Bardzo ją polecam :)!


Jak Wam leci czas wakacji? Sesja zakończona? Mam nadzieję, że pomyślnie ;). U mnie są tropikalne upały, więc pobyt nad wodą jest jedynym słusznym miejscem w tym momencie! Niestety ja będę musiała obejsć się bez plażowania póki co, ale mam nadzieję, że już w najbliższym czasie będę mogła Wam napisać, ze wyjeżdżam na wakacje :D! Bo póki co plan jest, ale nie wiadomo jeszcze gdzie, bo czekam do ostatniej chwili na jakieś lasty ;).
 Buziaki!